Szanowni!
Wśród moich znajomych pojawiło się sporo ludzi, którzy „mają kontakty z kimś kto ma kontakty w ABW/CBŚ/WHO/NASA/US ARMY I ZUSIE” i informują o tajnych planach zamknięcia wszystkiego np. w nocy z niedzieli na poniedziałek.

Informuję, że w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego nie wykonuje się planu zamykania czegoś w zgodzie z kalendarzem (np. na pierwszy dzień wiosny) tylko w związku z oceną bieżącej sytuacji i wykonywanych obliczeń możliwego rozwoju epidemii. Wiąże się to z opisem ognisk/klastrów choroby (jak we Włoszech w Codogno czy w Vo, a teraz w Bergamo), pracy zespołów epidemiologów, wirusologów i innych specjalistów, wyliczaniem algorytmów i analizowaniem sytuacji na bieżąco. Tu obowiązuje inny „kalendarz”. Różne działania mogą, są i powinny być gotowe, na dalsze etapy i możliwe scenariusze.

Decyzje są podejmowane adekwatnie do skali rozwoju epidemii a nie zaplanowane np. na czwartek na 11.30, bo wtedy Staszek kończy zmianę w ministerstwie.

To oznacza, że ewentualne dalsze ograniczenia, zamknięcia kolejnych branż czy działaności społeczno-handlowych nastąpią, ale nie są planowane w ten sposób.

Po drugie nie ma po co robić z tego wielkiej tajemnicy. Ani się tego bać. Co więcej, powinniśmy chcieć, by stało się to tak szybko, jak się da. Jednak każda decyzja pociąga za sobą szereg konsekwencji, więc muszą być dostosowane do sytuacji.

Trzeba teraz – spokojnie stosować zasady bezpieczeństwa, siedzieć w domu i tyle. I przyjąć, że będą następne wyłączenia, ograniczenia funkcjonowania publicznego.

Obecne lęki są spowodowane olbrzymią falą uspokajaczy mówiących „grypa jest gorsza”. Gdy nadchodzi konfrontacja i zamiast obrazków pustego placu św. Marka zaczyna docierać świadomość, że coś jednak nie jest tak lekko i widać komunikaty ze szpitali – wszyscy czuja się zagubieni, bo rzeczywistość nie skleja się z podawanym na okrągło komunikatem, że to „nic strasznego”. Lepiej więc mówić jasno, prosto – jak do dorosłych. Wtedy ludzie się nie boją, nie panikują, ale też nie lekceważą. Obie skrajności są złe.

To nie dżuma, nie SARS z jednej strony ale też nie grypa z drugiej, to dużo poważniejsze niż grypa. Rozwija sie dynamicznie i powoduje, że system opieki zdrowotnej ma problem z ratowaniem ciężkich przypadków.

I DLATEGO należy siedzieć w domu. Żeby po prostu spowolnić rozprzestrzenianie się choroby. Bo wtedy służba zdrowia ma szansę udźwignąć ratowanie ciężko chorych. Dlatego to nie tylko na służbach, ale na NAS SAMYCH leży odpowiedzialność za rozwój sytuacji.

A zatem – pozdrowić proszę kuzynów, siostry i ciocie z ABW i CIA. Stay Calm. Jak trzeba będzie to zamkną galerie handlowe. OK. Może przez jakiś czas nie kupimy buta, albo dresu.

Ale NIE ZAMKNĄ sklepów spożywczych. Tak jest we Włoszech. DZIAŁA WSZYSTKO TO, co jest potrzebne do życia – spożywczaki, poczty, banki, a nawet kioski z prasą. Nawet w najbardziej czerwonych z czerwonych stref. Zatem spokojnie.

Apel lekarzy włoskich można wziąć do siebie. Jakby mówili też do nas: POMÓŻCIE NAM I ZOSTAŃCIE W DOMACH. Chodzi o to, żeby zyskać na czasie. Tyle. Nic strasznego z punktu widzenia zwykłego człowieka, który ma teraz siedzieć w domu, a nie biegać po centrum handlowym. Chill.

Autor: Tomasz Łysiak
Polski pisarz, dziennikarz, publicysta, scenarzysta. Współzałożyciel Stowarzyszenia Sióstr i Braci Henryka II Pobożnego i ks. Anny Śląskiej.

Szanowni! Wśród moich znajomych pojawiło się sporo ludzi, którzy „mają kontakty z kimś kto ma kontakty w…

Opublikowany przez Tomasza Łysiaka Piątek, 13 marca 2020