Bardzo dokładnie śledzę to co się dzieje „od wewnątrz w Polsce” w związku z tym jakie mamy obecnie od dłuższego czasu otoczenie związane z zagrżeniem wojną, destabilizacją handlu międzynarodowego, a tym samym możliwym nagłym zablokowaniem, zatrzymaniem dostaw kluczowych rzeczy niezbędnych, aby coś wyprodukować, wyhodować, uprawiać, …

Przybyło świadomych ludzi, ale nadal to kropla w morzu.
Większość wierzy w to co zakomunikują im w TVN. Jak powiedzą im, że jest dobrze, to będą spokojnie jak zwykle przeklinać np. pisowców zagryzając serniczek z cukierni a jak powiedzą im, że już czas panikować, to polecą do Dino zrobić zapasy papieru toaletowego.

Ogromna ilość osób nawet jak widzi, że coś może im grozić, to liczy na to, że „państwo im pomoże” lub ktoś inny. W najgorszym przypadku „będą kraść”. Serio. Jest ogromna ilość idotów, którzy myślą, że w razie jak się „wysypie”, to będąc silnymi mężczyznami zabiorą co potrzeba innym.

Dziś w skrócie, aby uświadomić część osób:

– szpitale najważniejszych leków (kluczowe antybiotyki, środki opatrunkowe, dezynfekujące) mają na dzień, dwa, trzy – jeżeli potrzebujących przybyłoby z godziny na godzinę. To co jest w szpitalach zapewnia tylko normalny tryb funkcjonowania stosunkowo niewielkiej rotacyjnie liczbie pacjentów oczywiście na dłużej niż te wymienione „dwa dni”. Bez ciągłych dostaw szpitale zatrzymają się bardzo szybko.
W przypadku gwałtownej wojny, katastrofy, … (nie jak na Ukrainie, gdzie była możliwość uzupełnienia dostaw z zewnątrz) początkowo materiały, zasoby szpitalne zostaną przyblokowane przez sam personel medyczny (z różnych powodów, również nie tylko zawodowych), ale chwilę później przez służby lub/i „zaczną znikać” (znajdą się nie w magazynach szpitalnych). Podobna sytuacja będzie miała miejsce w przypadku aptek czy producentów leków.

Jest jeszcze jedna rzecz równie istotna. Personel medyczny obecnie jest stary, nieliczny i biega od placówki do placówki (pracuje jednocześnie w wielu miejscach). Złudzeniem jest zatem, że w razie tragedii będą lekarze, pielęgniarki, ratownicy, …
Każdy też będzie myślał o sobie i swojej rodzinie.

– policja – są obszary na których policjantów prawie nie ma czy są to w dużej mierze kobietki „size S”, którzy nie umieją się nawet posługiwac dobrze bronią, nie mają zapasów amunicji a co najlepsze! w ich samochodach nie ma paliwa więcej niż na X km. Tankują jak inni na potrzeby chwilowe a w kanistrach nie trzymają.
Jeżeli zatrzymają się stacje czy ktoś im nie naleje do radiowozu czy zarekwirują, to nigdzie nie dojadą.

– WOT – będzie zajęty lub będzie działał w jakimś konkretnym zadaniu lub w bałaganie. Tzn. dostaną zadanie „z góry” choćby kretyńskie i będą musieli się tym zajmować. Nie dadzą rady „walczyć” a jednocześnie zabezpieczyć np. stacje paliw, szpitale czy inne miejsca. Poza tym w WOT też w cholerę kobiet, które mają dzieci i natychmiast wiele z nich odpadnie w służbie.

– Wojsko, jeżeli zostanie rozbite w przypadku walki, tzn. długo nie powalczą bo skończą im się zasoby lub dostaną uderzenie które ich sparaliżuje, stanie się większym zagrożeniem niż pożytkiem dla zwykłych ludzi. Dziesiątki tysięcy ludzi głodnych, może mokrych, może spanikowanych, ale jednak nadal z karabinkiem z pewną ilością amunicji w magazynku (słabo)

– Straż pożarna (w tym ochotnicy) I tu pozytyw. Jeżeli miałbym na kogoś liczyć, to własnie na nich. Nie chodzi tylko o zawodowych, ale o ochotników, którzy są blisko ludzi. Tak. Oni mogą stanowić dobry materiał na wsparcie w różnym wymiarze.

Autor: Diario