Po wywiadzie z Alexem i po zrozumieniu, że to nie był moment na szukanie rodowitych Belgów dobrze usytuowanych lub ciężko pracujących, ruszyłem autobusem na Bressoux. Jest to dzielnica, w której mieszkałem jako małe dziecko. Nasi sąsiedzi byli głównie Włochami czy Hiszpanami. Obecnie jest to dzielnica typowo „arabska”. I to właśnie dlatego ją wybrałem. W Polsce często się spotykam z opinią, że wiele krajów Europy Zachodniej skończą jako republiki islamskie. Niektórzy nasi rodacy obawiają się nawet, że i Polska będzie republiką islamską. Faktem jest, że dane demograficzne oraz postępująca laicyzacja społeczeństwa sprawia, że Europa rzeczywiście będzie muzułmańska. Jednak tak jak wśród chrześcijan, wśród muzułmanów istnieje wiele rozłamów. Trudno porównać katolika do protestanta czy do Mormona lub Światka Jehowy. W Islamie jest jeszcze więcej podziałów. Mój dobry przyjaciel Libańczyk tłumaczył mi nawet kiedyś, że w Libanie było 28 odmian Islamu i wszyscy się ze sobą nawzajem tłukli. Mowa jednak o dawnych czasach, choć i dzisiaj sytuacja pozostawia wiele do życzenia. Pamiętajmy również, że i kościół miał całkiem sporo za uszami kilka wieków temu. Radykalizm islamski oczywiście istnieje na Zachodzie i jest to pewien problem. Jest on jednak wyolbrzymiany. Gdy wychodzę do miasta to nie na terrorystów uważam tylko na samochody. Prawdopodobieństwo, że zginę w zamachu jest bardzo niskie. Podobnie wygląda to z katastrofami lotniczymi. Codziennie na świecie latają tysiące samolotów. Mało się o tym mówi, bo po co? Kto napisze artykuł o tym, że samolot z Polski do Hiszpanii bezpiecznie wylądował? Jeżeli jednak ten samoloty by się rozbił, mówiono i pisano by o nim przez długie tygodnie.

Moim celem było więc znalezienie „normalnego” muzułmanina a takich nie brakuje. Terroryści to zdecydowana mniejszość. Niestety wybrałem zły moment. Niedawno zaczął się Ramadan więc sporo muzułmanów jest obecnie dosyć zmęczonych w ciągu dnia. Zapraszanie ich na picie czy jedzenie nie miało żadnego sensu. Trudno też było namówić kobietę w chuście do wywiadu. Prawdopodobnie z przyczyn religijnych mogłoby to zostać odebrane jako coś więcej niż wywiad. Mężczyźni z kolei nie mieli zbytnio czasu. W jednej piekarni zapytałem się trzy osoby czy udzieliłyby mi wywiadu przedstawiając się jako niezależny dziennikarz i aktywista z Polski. Spotkałem się z odmową, lecz chęć dialogu została doceniona. Chciałem kupić ciasteczko arabskie. Sprzedawca nie chciał pieniędzy. Mimo wszystko wyciągnąłem portfel. W sklepikach czy w lokalach z kebabami Arabowie często prowadzą zbiórki na takie akcje jak pomoc Palestyńczykom. Skarbonka nie wygląda jak ta, którą w Polsce używają małe dzieci. Najczęściej jest to papierowy meczet a monety wrzuca się od strony dachu. Sprzedawca nie chciał, abym wsparł akcję, którą popiera. Nalegał, że ciastko ma być całkowicie za darmo. Miły gest. Przekonałem się już wcześniej podróżując do krajów muzułmańskich, że z tymi ludźmi można się bardzo dobrze porozumieć. Jestem zdania, że to polityka nas dzieli a nie poglądy religijno-filozoficzne. Jednak co do polityki się zdziwiłem. Przez moment prowadziłem mikrobloga pod pseudonimem, aby odpowiedzieć nowemu Prezydentowi Francji Emmanuelowi Macron na swój atak w stosunku do Polaków mający na celu podbicie sobie kilka punktów z przedwyborczych sondażach. Widząc reakcje ludzi, moje teksty podobały się najbardziej imigrantom. Agresywne reakcje pochodziły najczęściej od rodowitych Francuzów.

Nadal szukałem chętnego do wywiadu. Przy okazji zrobiłem porządne zakupy. W sklepikach arabskich nie brakuje dobrej jakości produktów a ceny w nich są często niższe niż w supermarketach. Mowa na przykład o oliwkach czy o daktylach. Koło jednego ze sklepików, zauważyłem siedzącego na schodach od domu mężczyznę pochodzenia arabskiego. Zgodził się na wywiad oraz na opublikowanie swojego prawdziwego imienia.

Hicham ma 30 lat. Zapytałem się go jakie on ma obywatelstwo i jaką narodowość tłumacząc, że po francusku istnieje tylko jeden termin na te dwa pojęcia: słowo „nationalité”. Odpowiedział mi, że papiery ma podwójne, lecz ma Belgię w sercu, co mnie zdziwiło. Podobnie jak Polacy, Arabowie często nie wyjeżdżają do Europy Zachodniej, bo im się ona tak bardzo podoba. Wiadomo doskonale o co chodzi… Pomijając prawdziwych uchodźców oraz decydentów politycznych, imigrantom najczęściej zależy na poprawie warunków swojego życia lub na możliwościach rozwoju.

Zaczęliśmy poruszać tematy polityczne. Hicham w wyborach nie kieruje się partiami kandydującymi, lecz poszczególnymi kandydatami. Głosuje zawsze na „swoich” czyli na osoby pochodzenia marokańskiego.

Rozmowa o Polsce jest warta oddzielnego paragrafu. Zapytałem się Hichama z czym mu się kojarzy nasz kraj. Odpowiedź brzmiała: wódka i piękne kobiety. Wspomniał, że znał jedną Polkę, która miała problemy z papierami i w końcu wróciła do naszego kraju. Nie potrafił on sobie przypomnieć o jakimś słynnym Polaku. Podpowiedziałem mu więc: były Papież Jan Paweł II oraz Robert Lewandowski. Co do zamożności, Hicham uważa nasz kraj za biedny. Wspomniał on o tym, że Polska nie ma żadnych surowców. Odpowiedziałem, że w pewnym sensie jest to błogosławieństwo. Afryka, która ma ich ogromną ilość jest okradana przez cały świat, a gdybyśmy mieli ropę naftową, być może skończylibyśmy jak Irak. Zapytałem się Hichama czy chciałby przyjechać do Polski? Odpowiedział, że w ramach turystyki jak najbardziej, a co do zamieszkania, na pewno jest taka możliwość. Chodziło mu o zarobienie na życie i utrzymaniu się w naszym kraju. Tak to w każdym razie zrozumiałem. O Polakach wypowiadał się bardzo dobrze. Chwalił naszą gościnność. Jesteśmy według niego sympatycznym narodem. Jednak jedno go trochę martwi. W Polsce jest mało muzułmanów i trochę się obawia niektórych środowisk negatywnie nastawionych do Islamu.

Następnym tematem wywiadu była Unia Europejska. Wszystko jest OK według Hichama a Polska na członkostwie zyskuje. Ma jednak inną wizję niż eurofederaliści, których w Belgii nie brakuje. Każdy kraj powinien mieć własną walutę – powiedział. Wspomniałem mu o naszej złotówce i opowiedziałem mu mniej więcej to samo, co napisałem w moim komentarzu na temat artykułu z Forsalu. Znajduje się on na moim profilu trochę niżej.

Siłą rzeczy kolejnym tematem dotyczącym organizacji międzynarodowych było NATO. Hicham lubi NATO. Jeżeli byłby atak przeciwko Polsce, sam by walczyć nie poszedł, ale w ewentualnym referendum w sprawie udzielenia naszej Ojczyźnie wsparcia militarnego zdecydowanie zagłosowałby na tak.

Kolejny temat to III Wojna Światowa. Odpowiada, że to są bzdury, bo doszłoby do końca świata. Chwalił on bomby atomowe, bo są one odstraszające co do konfliktów zbrojnych między atomowymi mocarstwami.

Innym z moich ulubionych pytań brzmiało: jakie dzisiejsi politycy mają największe wyzwania? Napełnić sobie konta bankowe – odpowiedział Hicham. I dodał: wiadomo, że nic ich nie obchodzimy.

Wróciliśmy do tematu Polski. Wspomniał, że mamy dobre rolnictwo, bo nasza ziemia jest dobrej jakości. Na przykład w Hiszpanii nie ma już dobrych ziem – dodał Hicham. Chemia je zepsuła. Wytłumaczyłem mu, że niestety w przypadku Polski jest już podobnie. Kiedyś mieliśmy produkty biologiczne, lecz nie były one modne. Unia Europejska oraz Zachód narzucił nam jakieś chore normy. Musieliśmy w związku z tym zacząć używać toksycznych spryskiwaczy i zachęcono nas do używania sztucznych nawozów. Polskie jedzenie już nie jest takiej dobrej jakości, a etykietka „biologiczny produkt” bardzo dobrze się sprzedaje i to po wysokiej cenie. Oboje się zgodziliśmy z tym, że była to idiotyczna polityka. Na samym końcu wspomniał, że w Polsce jest duża walka o chleb. Potwierdził więc on w ten sposób, że spostrzega on nasz kraj jako biedny.

Następne moje pytanie, które zadaję każdemu. Hicham… Zostajesz władcą świata na jedną chwilę i możesz zmienić jedną rzecz. Tylko jedną. Jaka by była Twoja decyzja? Rozpropagowałbym Islam – odpowiedział z zadziwiającą szczerością. Koran uważa on za źródło prawa, ale podkreśla, że szanuje wybór innych. Można komuś pomóc znaleźć właściwą drogę, ale nie można go do tego zmusić – dodaje. Wspomniał też, że media kłamią czym zyskał bardzo dużo w moich oczach. Spotkałem świadomego człowieka! Wypowiedział się on na temat wojny w Syrii. Twierdzi on, że każda pomoc zwraca się kilkukrotnie więc tak naprawdę chodzi o biznes. Nie zapomniał też poruszyć temat handlu bronią. Ja od swojej strony dodałem, że niestety kiedyś w Polsce ktoś mi zaproponował kupno lub poszukanie klientów na udziały w spółkach zbrojeniowych podając jako argument, że na broń zawsze będą klienci, co jest gwarantem dobrej emerytury.

Zaintrygowało mnie czym jest Islam według Hichama. Odpowiedź brzmiała: pokój, pomoc dla biednych, oferowanie innym okazję do uśmiechania się, być tutaj dla każdego oraz brak dyskryminacji innych religii. Zaczęliśmy rozmawiać o Bogu. Nie ukrywałem, że jestem agnostykiem – nie mylić z ateizmem. Mój agnostycyzm polega na świadomości, że wiem, że nie wiem i dopuszczam możliwość istnienia pewnej siły wyższej. Wierzę nawet w życie po śmierci, co jest kuriozalne jak na niewierzącego. Jestem zdania, że nic nie ginie we wszechświecie tylko się ewentualnie zamienia w coś innego. Podobnie postrzegam to co stwarza, że jesteśmy żywymi istotami. To „coś” nie zniknie po naszej śmierci. Hicham zaczął wspominać, że on też zadaje sobie pytania. Wie on jedynie, że Bóg jest wielki, lecz nie wie kim on jest. Wspomniał, że serce jest najważniejsze, lecz wierzy w kary za nieprzestrzeganie zasad religijnych pod jednym warunkiem: że osoba, która ich nie przestrzega je zna. Zadaję pytanie co do mnie? Znam zasady, ale ich nie stosuję… Trudno mu było na to pytanie odpowiedzieć… Wspominam mu o sunnitach i o szyitach. Dla niego Islam do Islam. Pytam się jakby zagłosował w ewentualnym referendum mające zrobić z Belgii republikę islamską? Odpowiedział on na to: niech Belgowie poznają religię swoich przodków. Wszyscy pochodzimy od Abrahama i skoro Wasz prorok Jezus nauczył Was jak żyć to zachęcam Was, aby wybrać drogę, którą proponuje – dodał on rozwijając temat. Wspomniał też, że Szatan mną trochę kieruje, bo nie wierzę. Hicham stwierdził, że to on powoduje, że zadaję sobie pytania. Zainteresowałem się także tym, co sądzi na pewne tematy związane z Islamem. Sam mam jednak ograniczoną wiedzę i wiem, że o pewnych kwestiach mające pejoratywną konotację lepiej nie wspominać na swoim fan page’u zanim się lepiej z nimi nie zapoznam. Na samym końcu rozmowy o Islamie Hicham wspomniał o Koranie. Twierdzi on, że jeżeli się zrobi jeden krok w stosunku do Boga, on zrobi w stosunku do człowieka dziesięć, a jeżeli zrobi się pięćdziesiąt kroków, zrobi on pięćset.

Ostatnim tematem było, gdzie Hicham chciałby naprawdę mieszkać? Najpierw odpowiedział, że tutaj. Zadałem więc pytanie w inny sposób. Wygrywasz w Lotka, co robisz? 11 miesięcy zamieszkałbym w Maroku, 1 miesiąc w Belgii. Zaznaczył ponownie, że ma sentymentalne podejście do kraju, który go przyjął. Na koniec zamieniliśmy się kontaktami życząc sobie nawzajem powodzenia.

Jakie wyciągnąłem wnioski z tej rozmowy? Już nie od dzisiaj uważam, że rozwiązanie kwestii nadmiernej imigracji nie leży w przyjmowaniu biedy całego świata do bogatych krajów, lecz na skupieniu się, aby ludzie chcący wyjechać ze swoich krajów mieli w nich warunki, które im wystarczą do przeżycia. Pierwszą rzecz, którą należy zrobić to przestać nadużywać swojej przewagi w stosunku do krajów trzeciego świata. Jak wspominał śp. Jak Kulczyk, Afryka jest bogatym kontynentem ludzi biednych. Średnio surowiec kosztuje 1 % produktu skończonego. Czy korporacje nie mogłyby dołożyć drugi procent albo i nawet trzeci? My jako konsumenci mamy prawo nacisku, lecz z tego nie korzystamy. Niestety mało kogo interesuje los tych ludzi. Nasze laptopy i telefony są produkowane między innymi z surowców wykopywanych przez kilkuletnie afrykańskie dzieci, które otrzymują za swoją pracę marne grosze. Druga ważna rzecz jest zrozumienie, że demokracja liberalna nie jest odpowiednim systemem dla wszystkich. Wielkie mocarstwa powinny się zająć swoimi problemami a nie „edukowaniem” krajów uważanych za „zacofane”, chyba że chodzi o naprawdę poważne sprawy. Te kraje są biedne, lecz ludzie w nich mieszkający nas czasami przewyższają w niejednej dziedzinie. Afryka potrzebuje nie jałmużny tylko szacunku. Godne traktowanie, uczciwą zapłatę za swoje surowce oraz skończenie z korumpowaniem polityków nazywanych przez miejscowych krokodylów, aby wyzyskiwali swoje kraje i swoje narody. Trzeci wniosek: Trzeba nareszcie przestać skłócać ze sobą plemiona i narody z biedniejszych krajów w celu dorobienia się na handlu bronią czy na odbudowie zniszczonych terenów. Czwarty wniosek: Międzynarodowy Fundusz Walutowy mógłby umorzyć zadłużenie niektórych mało zamożnych krajów. Jako przykład podam Gambię. Rząd nie ma pieniędzy na rozwój edukacji i służby zdrowia. Chodzenie do szkoły w Gambii jest dla wielu małych dzieci luksusem. Połowa budżetu rządu gambijskiego jest przeznaczana na obsługę zadłużenia. Wiele krajów trzeciego świata już de facto spłaciło swoje zadłużenie w formie horrendalnych odsetek. Mój piąty i ostatni wniosek: Niektórzy z nas boją się obcokrajowców. Czy nam się podoba czy nie, oni już żyją wśród nas. Są już w pewnym sensie nawet zasymilowani i w swoich krajach pochodzenia mogliby się nie odnaleźć. Jednak gdyby im zapewniono odpowiednie warunki w swoich krajach pochodzenia, wiele imigrantów wróciłoby do nich.

A co do Polski to ja się absolutnie nie martwię imigracją islamską. Uchodźców, których chce nam narzucić Unia Europejska w pewnym sensie wspieram. Ich marzeniem nie jest przyjazd do Polski więc po co ich zmuszać siłą do osiedlenia się w naszym kraju w imię „solidarności europejskiej”? Wspomniałem o „solidarności europejskiej” w cudzysłowie, bo uważam ten argument za żenujący. Pan Gerhard Schröder czy Pani Angela Merkel jakoś nie rozumieli co oznacza ta „solidarność europejska” podczas gdy podopisywali umowy na temat budowy nitek Gazociągu Północnego.

Naszym priorytetem powinni być Polacy z Syberii i z Kazachstanu. Zasługują oni na możliwość powrotu do naszej Ojczyzny jak mało kto. Potrafili oni zachować naszą kulturę przez wiele pokoleń. Aż brak mi słów, aby opisać do jakiego stopnia ich za to podziwiam. Mamy również sporo rodaków na Kresach. Im również powinniśmy zaoferować możliwość powrotu do Ojczyzny. A co do obcokrajowców osiedlających się w naszym kraju, uważam to za dosyć pozytywne zjawisko. Polska nie ma zbyt rozbudowanego systemu socjalnego. Imigranci, którzy trafiają do Polski nie są więc dla naszego kraju obciążeniem tylko wręcz przeciwnie, pomagają nam oni budować silną gospodarkę. Nie należy mylić marokańskiego studenta na wymianie w Polsce lub tunezyjskiego eksportera polskich usług z radykałami z Syrii i Iraku. Zauważyłem również, że do Polski przyjeżdżają mieszkać rodowici Francuzi czy Szwajcarzy. Nie są oni w Polsce dla pieniędzy. Znajomy Szwajcar mi nawet kiedyś wspomniał, że w swoim kraju za znacznie łatwiejszą pracę dostałby kilkukrotnie większą wypłatę. W latach dziewięćdziesiątych nasz kraj był w opłakanym stanie. Obecnie ludzie z całego świata się nim zachwycają. Jestem dumny, że jestem Polakiem.

Źródło obrazka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Islam

Autor: Paweł Heliński
Polski aktywista niezależny z doświadczeniem międzynarodowym.