Jeśli ktoś nie pamięta, przypominam – od zakończenia drugiej wojny światowej minęło 76 lat. To 3-4 pokolenia.
Odrobinę już zapomniany Norman Finkelstein pomimo swojego żydowskiego pochodzenia był już ukarany zakazem wjazdu do Izraela. Powodem były głoszone przez Niego poglądy, za nic nie dające się pogodzić z przekazem lansowanym przez przyszłego premiera, a obecnego ministra Spraw Zagranicznych Jaira Lapida.
Przypomnijmy więc fragment najsłynniejszej książki prof. Finkelsteina „Przedsiębiorstwo Holocaust”:
Termin „ocalały z holokaustu” odnosił się pierwotnie do tych, którzy przeszli przez wyjątkowy koszmar żydowskich gett, obozów koncentracyjnych i obozów pracy niewolniczej, często w takiej właśnie kolejności.
Liczbę ocalałych z holokaustu, w chwili zakończenia wojny, szacuje się zazwyczaj na blisko 100 tysięcy. Do dziś żyje z nich zapewne nie więcej niż jedna czwarta. Ponieważ przetrwanie obozów stało się ukoronowaniem męczeństwa, wielu Żydów, którzy spędzili wojnę gdzie indziej, zaczęło się podawać za ocalałych z obozów. Ale krył się również za tym inny, ważny powód — materialny. Władze powojennych Niemiec wypłacały bowiem odszkodowania Żydom, którzy byli w gettach lub obozach. Wielu Żydów zmyśliło więc swą przeszłość, żeby zakwalifikować się do odszkodowań.
„Jeżeli wszyscy, którzy twierdzą, że są ofiarami obozów, są nimi rzeczywiście, to kogo zabił Hitler”, oburzała się moja matka. (…)
W ostatnich latach termin „ocalały z holokaustu” zmodyfikowano tak, by odnosił się nie tylko do tych, którzy przetrwali, lecz również do tych, którzy zdołali uniknąć hitlerowskich prześladowań. Obejmuje więc on, na przykład, ponad sto tysięcy polskich Żydów, którzy schronili się w Związku Radzieckim po napaści Niemiec na Polskę. Jak jednak zauważa historyk Leonard Dinnerstein, „ci, którzy żyli w Rosji, byli traktowani tak samo jak jej obywatele”, natomiast „ci, którzy przeszli przez obozy koncentracyjne, wyglądali jak żywe trupy”. Jeden z autorów internetowej strony poświęconej holokaustowi utrzymywał, że chociaż sam spędził wojnę w Tel-Avivie, to jest ocalałym z holokaustu, ponieważ jego babka zginęła w Auschwitz. Według osądu Israela Gutmana, ocalałym z holokaustu jest Wiłkomirski, ponieważ jego „ból jest autentyczny”. Kancelaria premiera Izraela oszacowała ostatnio [2000 r. – HD] liczbę „żyjących jeszcze osób ocalałych z holokaustu” na prawie milion.
(…)
Henry Friedlander, uznany specjalista w zakresie historii hitlerowskiego holokaustu i były więzień Auschwitz, podał w publikacji wydanej przez waszyngtońskie Muzeum Holokaustu następujące szacunki z okresu po zakończeniu wojny:
Jeśli na początku 1945 r. było w obozach około 715 tyś. więźniów i co najmniej jedna trzecia z nich — czyli około 238 tys. — zginęła w czasie wiosny 1945 r., to można założyć, że przeżyło co najwyżej 475 tys. więźniów. Ponieważ Żydów systematycznie mordowano i tylko ci wybrani do pracy — w Auschwitz około 15 proc. — mieli jakąkolwiek szansę na przetrwanie, to trzeba założyć, iż Żydzi stanowili nie więcej niż 20 proc. populacji obozów koncentracyjnych.
„Możemy wiec szacować”, konkluduje Friedlander, „iż liczba ocalałych Żydów nie przekraczała 100 tys.”
Podawana przez Friedlandera liczba ocalałych żydowskich robotników przymusowych jest i tak jedną z najwyższych, o jakich mówią publikacje naukowe. W swym autorytatywnym opracowaniu Leonard Dinnerstein napisał: „Sześćdziesiąt tysięcy Żydów […] wyszło z obozów koncentracyjnych. W ciągu tygodnia ponad 20 tys. z nich zmarło.”
Podczas konferencji prasowej w Departamencie Stanu w maju 1999 r., Stuart Eizenstat, powołując się na dane „grup reprezentujących ofiary”, podał łączną liczbę żyjących jeszcze robotników zmuszanych do pracy niewolniczejpodczas negocjacji z Niemcami wprowadzono podział na dwie kategorie: robotników zmuszanych do pracy niewolniczej, czyli więźniów obozów i gett, oraz robotników przymusowych — przyp. wyd.], Żydów i nie-Żydów, na „zapewne 70-90 tys.” Eizenstat był specjalnym wysłannikiem Stanów Zjednoczonych do negocjacji z Niemcami i ściśle współpracował z Konferencją Roszczeniową. To oznaczałoby, że łączna liczba żyjących jeszcze Żydów zmuszanych do pracy niewolniczej wynosiła 14-1 8 tys. (20 proc. z 70-90 tys.).
A jednak, przystępując do negocjacji z Niemcami, „przedsiębiorstwo holokaust” zażądało odszkodowań dla 135 tys. żyjących jeszcze byłych żydowskich robotników III Rzeszy. Łączną liczbę żyjących jeszcze osób, które zmuszano do pracy niewolniczej, tak Żydów jak nie-Żydów, podano w wysokości 250 tys. Innymi słowy, liczba żyjących jeszcze Żydów zmuszanych do pracy niewolniczej wzrosła od maja 1999 r. niemal dziesięciokrotnie, drastycznej zmianie uległa też proporcja między żydowskimi i nieżydowskimi byłymi niewolnikami III Rzeszy.
Gdyby uwierzyć „przedsiębiorstwu holokaust”, to de facto żyje dziś więcej byłych żydowskich robotników przymusowych niż pół wieku temu.
Jak napisał Sir Walter Scott, „Jakąż to zagmatwaną sieć pleciemy, gdy zaczniemy oszukiwać”.
Gdy „przedsiębiorstwo holokaust” żongluje liczbami, żeby podbić wysokość roszczeń o odszkodowania, antysemici ochoczo drwią z „żydowskich kłamców”, którzy „frymarczą” nawet swymi zmarłymi. Co więcej, żonglując tymi liczbami „przedsiębiorstwo holokaust”, jeśli nawet nie celowo, wybiela hitlerowców. Raul Hilberg, czołowy ekspert od historii hitlerowskiego holokaustu, ocenia liczbę zamordowanych Żydów na 5,1 mln. Toteż gdyby żyło dziś jeszcze 135 tys. byłych żydowskich robotników przymusowych, to około 600 tys. musiałoby przeżyć wojnę. Jest to około pół miliona więcej, niż podają autorytatywne szacunki. Wtedy trzeba by odjąć te pół miliona od 5,1 mln zamordowanych. A wówczas nie tylko nie da się utrzymać liczby „6 milionów”, ale cyfry podawane przez „przedsiębiorstwo holokaust” gwałtownie zbliżają się do tych, przy których obstają negujący holokaust. Zauważmy, że jeden z hitlerowskich przywódców, Heinrich Himmler, szacował łączną populacje obozów w styczniu 1945 na nieco ponad 700 tys. i że według Friedlandera około jedna trzecia z tej liczby została do maja zamordowana. Toteż jeśli Żydzi stanowili tylko 20 proc. populacji ocalałych z obozów i, jak twierdzi „przedsiębiorstwo holokaust”, 600 tys. żydowskich więźniów przeżyło wojnę, to wówczas łączna liczba ocalałych więźniów musiałaby wynosić pełne 3 miliony. W myśl rachub „przedsiębiorstwa holokaust” warunki w obozie koncentracyjnym musiały być całkiem znośne; wypadałoby wręcz zakładać, że wskaźnik urodzin był tam bardzo wysoki, a śmiertelności bardzo niski
(Norman Finkelstein Przedsiębiorstwo Holocaust)
Jak widać im dalej od wojny, tym liczba „ocalonych” wzrasta.
Ale podpisaliśmy deklarację terezińską, co w jakiś sposób powinno obligować do działania. I tak się dzieje w rzeczywistości. Obok Kościoła katolickiego to właśnie majątek gmin wyznania mojżeszowego został zwrócony. To, że zaraz został spieniężony i trafił w ręce gojów, którzy np. urządzili tam restauracje czy małe domy handlowe, to inna sprawa. Faktem bezspornym jest zachowanie linii architektonicznej i tablic pamiątkowych na takich budynkach.
Ale to najwyraźniej za mało.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź znajdujemy w cytowanej już książce prof. Finkelsteina:
Na szczyty cynizmu wzniósł się jednak rabin Israel Singer. Pełniąc funkcję sekretarza generalnego Światowego Kongresu Żydów, był on też wiceprzewodniczącym Konferencji Roszczeniowej i głównym negocjatorem w negocjacjach z Niemcami o odszkodowania za pracę przymusową. Już po zawarciu porozumień ze Szwajcarią i Niemcami, Singer pobożnie wyznał przed Komisją Bankowości Izby Reprezentantów, iż „byłoby wstydem”, gdyby odszkodowania za holokaust „wypłacono spadkobiercom zamiast samym ofiarom”.
„Nie chcemy, żeby te pieniądze wypłacono spadkobiercom. Chcemy, żeby je wypłacono ofiarom.”
Dziennik „Haaretz” poinformował zaś, że Singer jest głównym zwolennikiem wykorzystania odszkodowań za holokaust na zaspokojenie potrzeb całego narodu żydowskiego, a nie tylko tych Żydów, którzy mieli szczęście przeżyć holokaust i dożyć sędziwego wieku.
(op. cit.)
Dzisiaj potrafimy wskazać te „potrzeby” palcem.
To Cahal, czyli Siły Zbrojne Izraela. Malutkie państewko, liczące raptem mniej niż 9% ludności Egiptu (w tym blisko 30% Palestyńczyków) jest w praktyce skonfliktowane ze wszystkimi sąsiadami. Utrzymanie armii jest wyjątkowo kosztowne; tylko czołgów Izrael posiada aż 4000! To prawie 5 razy więcej, niż mają Niemcy, niespełna 4 razy więcej, niż Polska. Tyle posiadają Indie. Generalnie Izrael utrzymuje siły bojowe równe połączonym armiom sąsiadów.
To wszystko kosztuje, a obywatel Izraela przywykł do życia na odpowiedniej stopie. Gdyby ta zaczęła się kurczyć pewnie zasiliłby diasporę w USA czy Kanadzie itp. A to oznaczałoby koniec państwa.
Tak właśnie trzeba patrzeć na wysiłki Izraela i organizacji żydowskich, oficjalnie głoszących potrzebę zapewnienia godnej starości ofiarom holocaustu.
Co prawda reprywatyzacja warszawska pokazała, że właściciele kamienic żyją wyjątkowo długo, to jednak warto by było usłyszeć, ile takich ofiar żyje jeszcze w Izraelu?
I dlaczego ciągle są w nędzy, skoro od lat 1960-tych Izrael otrzymuje pieniądze na zaspokojenie ich potrzeb?
Sytuacja dojrzała już do tego, by pod adresem Izraela powiedzieć krótko: sprawdzam!
Musimy wiedzieć, bowiem nie mamy moralnego prawa do finansowania gazu i pocisków, używanych do tłumienia demonstracji Palestyńczyków, nb. wywłaszczonych ze swojego mienia przez Izrael bez żadnej rekompensaty.
16.08 2021
fot. pixabay
Zostaw komentarz