Jeśli przyjąć, że wielkość człowieka mierzy się śladem, jaki odcisnął, może się wydawać że w Polsce pozostało z niego niewiele. Brzydkie pomniki, instytucje, które miały upowszechniać jego spuściznę a okazały się anachroniczne, oraz naród w stanie rozjuszenia, bo politykę utożsamia z grą komputerową.
Był więc JP2 wielki, czy nam się tylko zdawało? Był ostatnim z wielkich. Żaden podobnego kalibru atleta ducha szybko się nie pojawi, bo czasy produkują miliarderów, celebrytów i polityków formatowanych przez pijarowców; a mimikra dotyka nawet artystów.
Był tytanem intelektu, mówił ośmioma językami, potrafił czytać dwie książki naraz (jedną sam, drugą czytał na głos lektor), był pierwszym papieżem, który wyszedł z Watykanu, by spotykać się z ludźmi wszystkich nacji kontynentów. Wiemy, że „nic co się wydarzyło w Europie Wschodniej nie byłoby możliwe bez tego papieża, bez wybitnej roli jaką odegrał” – jak to ujął Gorbaczow. Wiemy też, że był pierwszym papieżem, który modlił się przed Ścianą Płaczu.
Był też pierwszym papieżem, który musiał konfrontować się z falą śmierci Boga. Ściągi z Nietzschego weszły pod strzechy i wielu ludzi uznało, że Bóg nie jest im potrzebny, zatem nie istnieje. JP2 wiedział, że właśnie to będzie najtrudniejszym wyzwaniem.
Działał więc według metody św. Benedykta: „nie na siłę, nie w błyskawicznym tempie, lecz stopniowo, z taką cierpliwością i z takim spokojem, że często nawet wysiłków nie zauważano… To była raczej odnowa, nawracanie, poprawianie świata, niż działania charytatywne.”
Czy to się udało? Raczej umiarkowanie. Lecz możemy się fundamentalnie mylić. Ostatecznie dopiero teraz przyznaje się, że miał rację, kiedy sprzeciwiał się inwazji na Irak.
Nikt nie podejrzewał wagi ostatnich tygodni pontyfikatu. Papież uwięziony w odmawiającym posłuszeństwa ciele, wydany został na pastwę sępów. Jedni chcieli abdykacji. Dla innych był obrazem dekadencji chrześcijaństwa. Jeszcze inni chcieli mu oszczędzić cierpień z litości.
Gdy ostatni raz pokazał się w oknie watykańskim z otwartych ust nie udało się wydobyć żadnego słowa. To był straszny widok. Odwracaliśmy oczy. Wiedział, że odwracamy oczy. Akceptował siebie komentowanego przez sprawniejszych, młodszych, żywotniejszych. Uważał jednak, że rzecz każdą w swoim czasie wykonać należy.
Umierał w świetle jupiterów, ze stacjami męki wyznaczanymi przez komunikaty prasowe, które na żywo komentowali medycy, psycholodzy, a nawet trenerzy sztuki walki. Agonizujący papież głosił rekolekcje o większym znaczeniu, niż wiele z jego błyskotliwych wystąpień. Jego konanie krzyczało sensem. Pozbawiony głosu sprawił, że jego głosem mówiły wszystkie media. On wiedział, że człowiek współczesny bardziej wierzy świadkom niż mówcom…
Jan Paweł II nie był cudotwórcą wymuszającym posłuszeństwo na rzeczywistości. Był świadkiem.
fot. Nie miałam ani sukienki ani pieniędzy więc koleżanka uszyła najlepiej, jak umiała. A Boguś w spodniach z PRLowskiego dżinsu.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz