Jego mechanizm bierze się z nabranej w dzieciństwie obawy przed wykluczeniem z grupy rówieśniczej, w której dochodzi do nieustannych gier statusowych o to, kto jest „fajniejszy”. Jest to podstawowy mechanizm prowadzący do mimetycznego ujednolicenia postaw oraz wizerunku. Henio jest fajny, więc wszyscy w grupie zaczynają nabierać cech Henia, śmieją się z tego samego, co Henio i szydzą z tego samego. Dopóki nie wyłoni się ktoś „fajnieszy” niż Henio, dopóty Henio ma w tej grupie „władzę sądzenia” polegającą na zawstydzaniu jej członków, kiedy wykażą się brakiem czujności i pochwalą nieopatrznie coś, co Henio uważa za obciachowe. Wszyscy znamy ten mechanizm kreacji grupowego konformizmu.
Uważam, że w bardzo dużej części nienawiść Opozycji do PiS wynika z reakcji lękowych przed zawstydzeniem – dokładnie w takim sensie, w jakim ujął to Arłukowicz.
Zwłaszcza współczesna lewica doszła do perfekcji w mechanizmie medialnego linczu, w którym niszczy się do cna, łamie życie osób, które nieopatrznie wygłosiły jakiś niepopularny pogląd. Upokorzenie jest tu doprowadzone do absolutnie najwyższych rejestrów.
To właśnie wstyd ma doprowadzić do stłumienia wszelkiej heterodoksji i prowadzić do homogenizacji poglądów – zawsze takich, które są „najfajniejsze”.
„Najfajniejsze” poglądy wcale nie muszą dotyczyć spraw obiektywnie ważnych. Natomiast muszą mieć największy potencjał narracyjny w obrębie grupy.
Sytuacja w związku z wypowiedzią Legutki jest więc taka, jak w grupie wycieczkowej, gdzie wśród uczestników szybko doszło do podziału i okazało się, że jedna rodzina „nie pasuje” do reszty. Zostaje zatem odstawiona na boczny tor. Pewnego dnia rano przy śniadaniu głowa tej rodziny patrzy w program wycieszki i mówi żarcik:
– Ho, ho – to dziś jedziemy do muzeum zegarów. Jestem ciekaw, czy będziemy tam punktualnie – Ha!
I zapada konsternacja, bo poprzedniego wieczora reszta grupy dogadała się i jest już postanowione, że nie jadą do żadnego muzeum zegarów, ale do centrum handlowego na zakupy.
No i jest to ten moment, w którym ujawniło się ukrywane wcześniej wykluczenie.
No i Legutko w Europarlamencie powiedział właśnie, że stał się on taką dziwną wycieczką, gdzie niby był jakiś program i umowa, ale nagle okazuje się wyłoniła się grupa „fajnych”, która chce czegoś zupełnie innego, ciągnie w swoją stronę i narzuca swoją koncepcję.

A Bartosz Arłukowicz na to:
Wstydź się pan, panie Legutko – tylko obciach robisz! Myśmy się tu już podogadywali, więc spadaj do swojego pokoju, bo przykro cię słuchać.
To, że ów Europarlament z samej istoty ma być obszarem debaty ulega tu kompletnemu zaprzeczeniu. Po co debata, jak wszystko jest już ustalone?
– No ale nas nikt o zdanie nie pytał!
– Nie było takiej potrzeby.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz