Ostatnio nasiliła się dyskusja o przywróceniu poboru. Rząd nie ogłosił takich planów ale o takiej konieczności mówią w mediach postkomunistyczni generałowie. Nie sądzę, by w najbliższym czasie pobór został przywrócony. Obecnie trwa rozbudowa armii zawodowej i na tym skupia się (przynajmniej powinna się skupić) rządząca ekipa.
Tworzona jest obrona terytorialna jako formacja głównie ochotnicza. Powołano Wojska Obrony Terytorialnej i zapowiedziano budowę powszechnej obrony terytorialnej na wzór ukraińskiej „teroborony” (WOT to raczej odpowiednik Gwardii Narodowej).
Uważam, że to w zupełności wystarczy dla obrony Polski przez formacje, złożone z ludzi, którym wojsko i szeroko rozumiana walka zbrojna, odpowiada i jest zgodna z ich przekonaniami. Wielu ochotników zaciągnęło się do WOT. Wojsko stało się dobrą perspektywą zawodową dla wielu młodych ludzi. Po co więc zmuszać na siłę ludzi, którzy tego nie chcą i się do tego nie nadają? W imię czego łamać sumienia tych, dla których wojsko jest sprzeczne z ich przekonaniami? Jaki pożytek z takich ludzi w wojsku? Po co przywracać zabawy w „kotów i dziadków” w „ludowym” wojsku polskim?
Z niewolnika nie masz wojownika. Przywracanie poboru nie ma sensu. Sytuacja geopolityczna jest ciężka i problem obronności jest ważną sprawą, ale spokojnie można oprzeć się na armii zawodowej i formacjach ochotniczych.
Jeśli jednak zdecydowano się przywrócić pobór, to rozdział XIX ustawy o obronności z 2022 r. gwarantuje poborowym możliwość odbycia zastępczej służby wojskowej. Teoretycznie przepisy tego rozdziału w ustawie rozwiązują ten ewentualny problem. Jestem raczej przeciwnikiem poboru, ale jeśli zostanie on uznany za konieczny, należy stworzyć szeroki i swobodny dostęp do służby zastępczej, przewidzianej w ustawie o obronie ojczyzny.
Fot. Wikipedia
Zostaw komentarz