Zostałem pełnomocnikiem człowieka, któremu wniosłem sprzeciw (we wrzesniu tamtego roku).

Sprzeciw swój wysłałem na swoim papierze firmowym, gdzie podany jest mój adres, telefon i adres e-mail. Podałem też swoje imię i nazwisko, bo przecież musiałem sprzeciw podpisać.

W dniu dzisiejszym otrzymuję poprzez portal sądowy pismo z tegoż sądu o takiej treści:

Wezwać pełnomocnika pozwanego Huberta Łuczyńskiego poprzez portal informacyjny do
usunięcia braków formalnych sprzeciwu poprzez jednoznaczne wskazanie imienia i nazwiska, adresu
do doręczeń, adresu poczty elektronicznej oraz numeru telefonu pełnomocnika pozwanego, wskazując, iż uzupełnienie braków może następić również poprzez potwierdzenie, iż dane
pełnomocnika występującego w sprawie są tożsame z danymi wskazanymi w stopce sprzeciwu. Na wykonanie zarządzenia wyznaczyć termin tygodnia pod rygorem odrzucenia sprzeciwu.

Wychodzi więc z tego, że Sąd nie ma nawet pewności co do mojego imienia i nazwiska (skoro rzekomo wskazałem je „niejednoznacznie”), ale i tak do mnie pisze.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdybym nie zareagował na to pismo, to bym przegrał bez walki i ze swojej winy.

Zaiste słuszną linię ma nasza władza!

Fot. Pixabay.com