„Aby być traktowanym jak duży europejski naród, trzeba chcieć nim być. Gdy się chce szacunku innych, trzeba najpierw szanować siebie” – pamiętne słowa z orędzia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego spuścizna, jakże dziś aktualna.

„Polska będzie albo wielka, albo nie będzie jej wcale” – Marszałek Józef Piłsudski miał na myśli granice odrodzonej Rzeczypospolitej, lecz w sferze ducha ta konstatacja jest bodaj jeszcze bardziej żywa i trafna.

Jeśli przyjmiemy ordynarną pedagogikę wstydu, jeśli zgodzimy się na poniżanie naszej Ojczyzny, na fałszowanie historii, na przypisywanie nam roli katów bądź winowajców, jeśli pogrążymy się w mikromanii narodowej i wyhodujemy ojkofobiczne postawy, przesiąknięte zakompleksieni niższości i wstydu – Polski nie będzie! A na to czeka wielu…

Polska. Czym jest dla mnie?

Poza wszelkimi sztampowymi, choć szczerymi skojarzeniami, jest dla mnie tym wymagającym, a przez to nieraz niełatwym „fenomenem wolności”. Pięknej, czystej, chrześcijańskiej, budującej, kwitnącej wolności.

W rytmie wolności bije tętno naszych dziejów. Wolnej elekcji króla. Przywilejów szlachty (wolność osobista i majątkowa), która tworzyła RzeczPOSPOLITĄ, czyli wspólną. Prymatu republikańskich wolności nad despotyzmem. Tolerancji religijnej, zawartej w akcie konfederacji warszawskiej. Nadania praw wyborczych kobietom od razu po odzyskaniu niepodległości w 1918. Akceptacji dla wszelkich odmienności, byle zachowany był szacunek dla wspólnego rdzenia wartości. Romantycznych powstań „za wolność waszą i naszą”, po których ci, którzy przeżyli ruszali do pracy u podstaw nad rozszerzaniem narodu o warstwy mniej uprzywilejowane. Solidarności ze słabszymi, troski o pokrzywdzonych, wspólnoty myśli i ducha z cierpiącymi. W końcu poświęcania nawet życia dla ratowania innego życia, każdego życia, każdej istoty, która przez swą godność człowieka ma prawo do życia i wolności.

Polska to niewyobrażalna siła, która zawsze podnosi na duchu, zawsze dodaje sił, zwłaszcza w momentach trudnych. To siła miłości, wolności i solidarności.

Polska to My. I jeśli My jej nie obronimy, nie udźwigniemy bagażu dziejów, nie ocalimy płomienia wolności, z którego iskry mogą i powinny sypać się na cały świat, jeśli odetniemy korzenie, zginieMY.

Polska to nasz wspólny sens, to odpowiedz na duchową pustkę, kryzys tożsamości, brak poczucia bezpieczeństwa i samotność młodych ludzi. Na ten olbrzymi i zatrważający kryzys psychiczny młodych. Kochani, Polska to Wy.

Nie musimy być „pawiem i papugą narodów” a dopóki nie odnajdziemy na nowo źródła własnej potęgi nie musimy być „Chrystusem narodów”. Bądźmy po prostu sobą – wspólnotą wolności i solidarności.

„Polska to wielka rzecz” a w bronowickiej chacie pomieścimy się wszyscy. Tylko jej nie podpalajmy…