Krajowy Plan Odbudowy… Uruchomiony z winy PiS dwa lata później, niż w innych państwach Unii. Obudowany precyzyjnymi wymogami na poziomie tak państwa-biorcy, jak i poszczególnych beneficjentów grantów z KPO. Wszystko jest od dawna znane i dla chcących wiedzieć dostępne jak na talerzu: warunki startu w konkursach, kryteria selekcji projektów, warunki kontraktowe, oczekiwane efekty i mierniki tych efektów. Żeby to jednak przeczytać i zrozumieć, trzeba przysiąść fałdów. A tak głupio przecież nie zamierza marnować czasu ani żaden polityk, ani żaden media worker.

I dlatego od paru dni, po tym jak ktoś sprytnie otworzył zastawkę i uwolnił spiętrzony za nią ocean głupoty, ignorancji i cynicznej manipulacji, wylewa się na nas fala absurdalnych opinii i komentarzy. Stado domorosłych Katonów domaga się surowych kontroli (tak jakby w KPO nie było mechanizmów kontrolnych, a przecież są, i to jakie!). Kto żyw, nic nie wiedząc o KPO poucza przedsiębiorców – zwłaszcza tych najmniejszych – na co wolno im wydawać otrzymane granty, a na co nie. Każdy opowiada o „nieprawidłowościach”; nikt nie zawraca sobie głowy choćby próbą wyjaśnienia, co w tym małym kawałeczku KPO można zdefiniować jako nieprawidłowość i dlaczego.

Nie dziwi mnie bezwstyd i cynizm polityków PiS. To przecież sztandarowe dwie cechy tej partii. Zrozumiałe, że usiłują na wszystkie sposoby ukręcić coś z niczego, tak zaabsorbować nasz czas i uwagę, byśmy zaczęli wierzyć w istnienie „afery”.

Martwi mnie natomiast nieudolność komunikacyjna polityków koalicji rządzącej.

A jeszcze bardziej drażni mnie ignorancja i dezynwoltura media workerów. Dziś rano np. trzy beztroskie młode panie w TokFM zrobiły sobie wręcz wyścig, która przebije inne głupotą swoich bon motów. Złoty medal zdobyła ta, która gruchotała o „memicznym potencjale”… potencjale czego? oczywiście „afery”!

Wspomnicie moje słowa. Nie było i nie ma żadnej afery. Nawet gdyby ten czy ów mikroprzedsiebiorca nie dotrzymał warunków grantu, to co? Po pierwsze, w ramach KPO oznacza to z reguły zwrot grantu. Po drugie, nigdy przecież nie ma i nie może być 100% gwarancji, że uda się inwestycja dokonana w celu rozszerzenia/zmiany palety usług czy produktów danej firmy.

Ale kiedy to wszystko się okaże, politycy i media workerzy będą już gdzie indziej, w poszukiwaniu nowej medialnej kości, na którą mogli by się zbiorowo rzucić.

Autor: Jan Truszczyński
Wykładowca na Akademii Finansów i Biznesu Vistula i w Polskim Instytucie Dyplomacji. Kariera zawodowa Ambasadora Truszczyńskiego jest związana z Unią Europejską: był specjalistą ds. integracji europejskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (1982-1988), zastępcą ambasadora Przedstawicielstwa Polski przy Wspólnotach Europejskich (1989-1993), Stałym Przedstawicielem Polski przy UE (1996-2001), doradcą prezydenta ds. UE (2001). W latach 2001-2005 był głównym negocjatorem członkostwa Polski w UE oraz, kolejno, podsekretarzem stanu i sekretarzem stanu w MSZ. Od 2007 do 2014 piastował stanowiska kierownicze w Komisji Europejskiej. Był kolejno zastępcą dyrektora generalnego w DG Rozszerzenie i DG Edukacja i Kultura, a w latach 2010-2014 dyrektorem generalnym DG Edukacja i Kultura.