Dziad Borowy zatrzymał się i wskazał z namaszczeniem na trzy drewniane rzeźby stojące nad wodą na uroczysku Gdańsk.
— Patrzcie uważnie — powiedział. — To nie są zwykłe rzeźby.
Wszak przyjrzał się bliżej, przechylając głowę.
— No… wyglądają jak trzy panie z drewna.
— Bo to są panie — odparł Dziad Borowy, ściszając głos. — Dawno temu jechały z Czarnej Rusi do Gdańska. I właśnie tutaj ktoś rzucił na nie czar. Dlatego to uroczysko nosi nazwę GDAŃSK
Kloc uniósł brew.
— No, zawsze się zastanawiałem skąd „Gdańsk” w naszych stronach.
— Zostały zamienione w rzeźby — ciągnął Dziad. — I mogą odzyskać życie tylko wtedy, gdy zatańczy z nimi piękny książę.
Zapadła chwila ciszy.
Wszak zerknął na Kloca, Kloc na Wszaka… i nagle Kloc uśmiechnął się szeroko.
— No to mamy problem — powiedział poważnym tonem. — Bo książąt brak… chyba że…
Spojrzał znacząco na Dziada Borowego.
Wszak natychmiast podchwycił:
— No tak! Idealny kandydat! — i zaczął się śmiać.
Dziad Borowy zmarszczył czoło, jakby skromnie chciał zaprotestować… ale już było za późno.
Jedna z rzeźb drgnęła. Drewniana twarz poruszyła się, a oczy nabrały życia. Powoli zeszła z miejsca i wyciągnęła rękę w stronę Dziada.
— Skoro książę się znalazł… — powiedziała z lekkim uśmiechem — zatańczysz?
Dziad Borowy zawahał się przez sekundę. Spojrzał na Wszaka i Kloca, którzy ledwo powstrzymywali śmiech… po czym wyprostował się, poprawił kurtkę i przyjął dłoń kobiety.
— Skoro trzeba — powiedział z godnością.
W tym momencie dwie pozostałe rzeźby także ożyły. Ich drewniane suknie zaszeleściły, jakby były z kory i wiatru jednocześnie. Zaczęły tańczyć, a Dziad Borowy — ku własnemu zaskoczeniu — wszedł w to całkiem serio.
Krok, obrót, ukłon.
Coraz bardziej się wkręcał i naprawdę poczuł się księciem!
— No patrzcie go! — śmiał się Wszak.
— Mówiłem, że książę! — dodał Kloc, klaszcząc.
Dziad Borowy już tego nie słyszał. Był skupiony, niemal dostojny, jakby naprawdę znalazł się na królewskim balu. To był już Książę Borowy a nie jakiś Dziad.
W końcu jedna z kobiet zatrzymała się i spojrzała na niego uważnie. Potem westchnęła i odwróciła się do reszty.
— Dobra, koniec przedstawienia.
Spojrzała na Wszaka i Kloca i powiedziała:
— Dziad Borowy łże jak pies! Wyrzeźbił nas były leśniczy Pan Smyk.
Zapadła cisza.
A potem Wszak i Kloc wybuchnęli śmiechem tak głośnym, że aż echo poniosło się po uroczysku.
Dziad Borowy odchrząknął, jakby nic się nie stało.
— No… — mruknął — historia historią, ale taniec był całkiem niezły.
Zostaw komentarz