Śmieszą mnie ludzie, którzy z dumą mówią, że stoją z boku.
Że „nie są po żadnej stronie”.
Że patrzą chłodno, spokojnie, ponad emocjami.
A potem okazuje się, że to nie jest żaden dystans ani oznaka dojrzałości.
To często zwykły lęk przed zajęciem stanowiska,zwykłe tchórzostwo.
Łatwo powiedzieć, że „polityczny konflikt stał się zbyt emocjonalny” i najlepiej trzymać się z dala. Problem w tym, że za taką deklaracją bardzo często nie stoi mądrość, lecz wygodne unikanie odpowiedzialności. Bezpieczna bylejakość. Brak odwagi, by jasno powiedzieć, co naprawdę się myśli.
Łatwo mówić o „bańkach”, samemu stojąc w wygodnym rozkroku. Łatwo udawać neutralność, kiedy za wszelką cenę chce się uniknąć krytyki.
Człowiek z charakterem czasem ryzykuje samotność, krytykę i ataki. Człowiek bez charakteru dostosowuje poglądy do tego, kto akurat głośniej krzyczy,albo milczy.
I brutalna prawda jest taka, że wielu ludzi boi się opowiedzieć po którejkolwiek stronie, bo nigdy nie wypracowali własnego zdania. Nie mają ani wiedzy, ani głębszej refleksji. Powtarzają cudze hasła, emocje i opinie, bo sami nie zbudowali niczego własnego.
A przecież czasem warto walczyć o swoje przekonania. Warto mieć poglądy przemyślane, ukształtowane przez doświadczenie i samodzielne myślenie. Zamiast przyklejać się, jak rzep do psiego ogona, do chwilowo modnych narracji, niezależnie od tego, z której strony płyną.
Ci ludzie nie stoją ponad konfliktem.
Oni po prostu stoją w miejscu.
Nijacy, zachowawczy, gotowi dopasować się do wszystkiego, byle nigdy nie trzeba było powiedzieć jasno: „to są moje poglądy”.
Ja szukam prawdy, nie poklasku. Nie interesują mnie lajki ani plemienny aplauz. Mam wątpliwości, bo nie jestem umysłowym fanatykiem. Każdy naprawdę rozumny człowiek czasem wątpi, zanim wyda sąd. Dlatego od ideologicznych „mudżahedinów”, którzy wszystko wiedzą z góry i nigdy nie dopuszczają pytań, trzymam się z daleka.