Według mojej oceny, w tej sprawie warto zachować ostrożność w formułowaniu kategorycznych ocen, ponieważ sytuacja na Bliskim Wschodzie jest bardzo dynamiczna, a wiele informacji pojawia się w obiegu medialnym zanim zostanie w pełni potwierdzonych. Niezależnie od tego można wskazać kilka bardziej zrównoważonych wniosków, które mogłyby stanowić odniesienie do cytowanej wypowiedzi.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie należy analizować w szerszym kontekście strategicznym. Każdy konflikt w tym regionie ma konsekwencje wykraczające daleko poza sam teatr działań wojennych – wpływa na bezpieczeństwo energetyczne, układ sił między mocarstwami oraz stabilność międzynarodową.

Trudno jednak przesądzać, że którakolwiek ze stron „już wygrywa” w sensie geopolitycznym. Historia pokazuje, że długotrwałe konflikty zbrojne generują przede wszystkim koszty dla wszystkich uczestników i często prowadzą do nieprzewidywalnych skutków strategicznych.

Z punktu widzenia analizy bezpieczeństwa można natomiast zauważyć, że każde poważne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie w naturalny sposób odciąga część uwagi i zasobów od innych obszarów rywalizacji globalnej, w tym od Europy Wschodniej. W takiej sytuacji część aktorów międzynarodowych może próbować wykorzystywać powstałą przestrzeń polityczną lub informacyjną.

Nie oznacza to jednak automatycznie strategicznego zwycięstwa któregoś z państw. Ostateczny bilans zależy od skali konfliktu, czasu jego trwania oraz reakcji społeczności międzynarodowej.

Warto też pamiętać, że bezpieczeństwo energetyczne Europy w ostatnich latach ulega stopniowej dywersyfikacji. Scenariusz ponownego uzależnienia się Europy od jednego dostawcy surowców jest dziś znacznie mniej prawdopodobny niż jeszcze dekadę temu, choć oczywiście napięcia geopolityczne zawsze wpływają na rynki energii.

Dlatego najrozsądniejsze jest analizowanie obecnej sytuacji w kategoriii procesów strategicznych, a nie prostych tez o czyimś „zwycięstwie” na wczesnym etapie konfliktu.

Czytaj więcej.