Jak trumpizm stał się nową religią polskiej prawicy.

Polska pod rządami PiS nie szukała w USA strategicznego partnera, lecz ideologicznego patrona, który dałby Nowogrodzkiej to, o czym marzy każdy autokrata: licencję na bezkarność.

To, co obserwowaliśmy przez ostatnie lata, to nie była polityka zagraniczna. To był patologiczny zachwyt nad metodą sprawowania władzy, która gardzi procedurami i wyciera sobie buty o konstytucję. Donald Trump stał się dla polskiej prawicy kimś więcej niż prezydentem – stał się dowodem na to, że można kłamać prosto w oczy, nazywać wolne media „wrogami ludu” i podważać wyroki sądów, nie tracąc przy tym poparcia fanatycznego elektoratu.

Trumpizm w wersji mini?

Działania ekipy Jarosława Kaczyńskiego to nic innego jak „trumpizm w wersji mini”. Destabilizacja sądownictwa, próba siłowego przejęcia mediów (słynne Lex TVN) czy retoryka oblężonej twierdzy to wierne kalki zza oceanu. Podczas gdy Trump podważał fundamenty amerykańskiej demokracji, PiS robił to samo nad Wisłą, czując na plecach ciepły oddech „wielkiego brata”, który nie będzie ich pouczał o prawach mniejszości czy standardach demokratycznych.

Ten układ był przerażająco prosty i czysto transakcyjny:

  • Bezkarność w zamian za zakupy: Polska kupuje amerykańską broń bez zbędnych pytań i przetargów.
  • Ochrona autorytarnej agendy: Waszyngton przymyka oczy na budowę miękkiego autorytaryzmu w Polsce.
  • Wspólny wróg: Bruksela staje się chłopcem do bicia, podczas gdy pod ołtarzem i z amerykańską flagą w tle kopiuje się metody rodem z Mińska.

Biznes na strachu i wojnie

Dziś ten „nowy porządek” pokazuje swoją najbrzydszą twarz. Atak na Iran i narastająca psychoza wojenna to tylko kolejny rozdział tego samego biznesplanu. Trump, ramię w ramię z Netanjahu, destabilizuje świat, a my – zamiast dbać o własny interes gospodarczy – potulnie wchodzimy w rolę klienta w amerykańskim salonie uzbrojenia. Polska, zamiast szukać pragmatyzmu, daje się wciągać w spiralę nienawiści, która służy wyłącznie nabijaniu kabzy amerykańskiemu kompleksowi militarnemu.

„To paradoks: partia mieniąca się antykomunistyczną tak bardzo zafascynowała się politykiem, który metodycznie rozmontowuje zachodnie standardy wolności, przybliżając nas do modelu wschodniego”.

Pytanie o przyszłość

Czy naprawdę chcemy być dłużnikami w tym mafijnym interesie? Czy jedyną alternatywą dla europejskiej integracji ma być wpadnięcie w ramiona człowieka, dla którego sojusznicy to tylko statyści w jego prywatnym spektaklu siły?

Zamiast symetrii – potrzebujemy konsekwencji. Zamiast haseł o suwerenności – realnych argumentów. Bo na razie jedyne, co nam zostaje, to rachunek za broń i poczucie, że polska flaga nad Sejmem stała się jedynie tłem dla interesów człowieka, który demokrację ma za nic.