W samym sercu Brukseli zabrzmiał wspólny głos, którego eurokraci od miesięcy udają, że nie słyszą. Tysiące rolników z całej Unii wyszło na ulice, bo mają dość bycia statystami w teatrze decyzji, które z ich pracy robią ideologiczny eksperyment. Zielony Ład i umowa z Mercosur? Dla wsi to nie strategia – to wyrok w zawieszeniu.
Rolnicy kontra salon decyzyjny
W czwartek, 18 grudnia, około 10 tysięcy rolników z ponad 40 organizacji i 27 państw UE zameldowało się w Brukseli. Nie po zdjęcia, nie po konferencyjne kanapki. Przyjechali powiedzieć „sprawdzam” unijnym decydentom, którzy od lat projektują rolnictwo zza biurek, najlepiej z widokiem na park, a nie na pole.
Hasło było jedno: „Nic o nas bez nas”. I nie, to nie była poetycka metafora – to akt oskarżenia wobec systemu, który z uporem godnym lepszej sprawy pomija tych, którzy faktycznie produkują żywność.
Zielony Ład, czyli ideologia na talerzu
Zielony Ład w wersji brukselskiej przypomina dietę cud: obiecuje zbawienie planety, a kończy się osłabieniem organizmu. Rolnicy alarmują, że pod hasłami „ekologii” wpycha się im regulacje, które podnoszą koszty, obniżają produkcję i wypychają europejską żywność z rynku.
Efekt? Europa coraz chętniej importuje to, czego sama już nie chce lub nie potrafi wytworzyć. Ekologia? Oczywiście – o ile nie liczyć śladu węglowego statków płynących z drugiego końca świata.
Mercosur – wolny handel, wolny od konsekwencji
W tym samym czasie, gdy rolnicy protestowali na ulicach, przywódcy UE debatowali nad umową z krajami Mercosur. Umową, która w teorii ma być „szansą”, a w praktyce oznacza zalew rynku produktami wytwarzanymi według standardów, których w Europie już by nie przeszły.
Rolnicy mówią wprost: to nierówna gra. Europejski producent ma spełniać coraz ostrzejsze normy, a potem konkurować z towarem, którego jedyną przewagą jest cena – bo regulacji tam mniej, a kosztów nieporównywalnie niższy.
„Nieidealnie, ale nieźle” – czyli jak bagatelizować problem
Premier uspokaja: umowa „nie jest idealna, ale nie jest zła”. Trudno o bardziej salonową ocenę czegoś, co na wsi odbierane jest jako realne zagrożenie bytu. Jeszcze trudniej zrozumieć argument, że „nie da się zablokować”, bo „nie ma większości”.
To nie brak większości jest problemem. Problemem jest brak woli, by potraktować bezpieczeństwo żywnościowe jak strategiczny interes, a nie koszt uboczny politycznych układanek.
Wspólny interes, wspólna stawka
Polscy rolnicy stali ramię w ramię z farmerami z Francji, Hiszpanii, Włoch i reszty Europy. Bez flag partyjnych, bez marketingu. W jednym interesie: obrony produkcji żywności przed eksperymentami, które dobrze wyglądają w prezentacjach, a fatalnie na rachunkach.
Jeśli Bruksela dalej będzie mylić dialog z monologiem, a ekologię z ideologią, rachunek przyjdzie szybciej, niż się wydaje. I zapłacą go nie tylko rolnicy, ale wszyscy – przy sklepowej kasie.
Towar deficytowy
Rolnicy nie proszą o przywileje. Domagają się rozsądku. A rozsądek, jak widać, stał się w unijnej polityce towarem deficytowym.
Autor: Zdzisław Sługocki
Zostaw komentarz