W ostatnim czasie w krajach UE w tym w Polsce odbywały się protesty przeciwko polityce rolnej Unii Europejskiej, Zielonemu Ładowi i niekontrolowanemu importowi produktów rolno-spożywczych z Ukrainy i państw spoza Unii Europejskiej.
W Polsce miały one miejsce 20.02.2024, 20.032024 r. Rolnicy niewiele uzyskali poza kosmetycznymi zmianami. Zniesione zostało obowiązkowe ugorowanie 4 proc. gruntów rolnych i uproszczono zasady utrzymywania okrywy glebowej. Została również wprowadzona możliwość wyboru zmianowania czy dywersyfikacji, a gospodarstwa do 10 ha zwolniono z sankcji za niespełnienie warunkowości.
Natomiast nie zostały zrealizowane główne postulaty tj. rezygnacja z Zielonego Ładu i zablokowanie niekontrolowanego importu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy i państw spoza Unii Europejskiej.
Parlament Europejski nie przejmuje się sytuacją rolników i ich protestami. Ani myślą rezygnować z Zielonego Ładu. W listopadzie 2024 r w Parlamencie Europejskim szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówiła: „Chcę jasno powiedzieć: musimy i będziemy trzymać się celów Europejskiego Zielonego Ładu. Ale jeśli chcemy odnieść sukces w tej transformacji, musimy być zręczniejsi”.
Czy „zręczność” będzie polegała na tym, iż o wielu sprawach nie będzie się społeczeństwom mówiło, manipulowało głosowaniami i po cichy podejmowało niepopularne decyzje, by w ten sposób stawić społeczność europejską przed faktami dokonanymi?
Zamiast blokady Parlament Europejski przedłużył o rok zawieszenia ceł na ukraińskie produkty rolne – do 5 czerwca 2025 r.
Jakby rolnicy mieli za mało kłopotów okazało się, że mimo sprzeciwu m.in. we Francji, Holandii i Polski po cichu 6 grudnia 2024 r zawarte zostało porozumienie między UE a Mercosurem dotyczące dostępu produktów rolno-spożywczych z Mercosurem do unijnego rynku.
Na nic się zdały argumentacje, że w krajach typowo rolniczych (Francji, Holandii, Polski) rolnicy mogą poważnie ucierpieć z powodu zwiększonego importu tańszych produktów, m.in. wołowiny, soi, czy cukieru. Południowoamerykańscy rolnicy nie muszą spełniać zasad zrównoważonego rozwoju (ochrona środowiska, opłacalność ekonomiczna i sprawiedliwość społeczna), oraz szeregu unijnych restrykcji (mogą stosować zakazane w Europie środki ochrony roślin).
Przekłada się to na to, że produkują o wiele taniej, co dla europejskiego rynku rolno-spożywczego stanowi nieuczciwą konkurencję. Ponadto nie mają zimy, więc plony zbierają dwa–trzy razy do roku. Gdy umowa wejdzie w życie Europa zostanie zalana tanimi produktami.
Najgłośniej na jej podpisanie naciskały Niemcy bo na gwałt potrzebują rynków zbytu na samochody, nawozy, środki ochrony roślin, AGD, maszyny rolnicze, turbiny wiatrowe itd.. Mimo, iż trwały rolnicze protesty kanclerz Olaf Scholz podkreślał konieczność ratyfikacji umowy UE z Mercosurem. W handlu z Ameryką Południową widzą oni szansę na wyjście z kryzysu gospodarczego.
Dlatego Niemcy nie przejmują się tym, że unijne rolnictwo upadnie. Najważniejszy jest interes niemiecki. Chciałyby ją jak najszybciej ratyfikować, by ratować swoją upadającą gospodarkę.
Kolejny raz chcą sprzedać swoją działalność gospodarczą pod przykryciem UE wmawiają wszystkim, że umowa jest w jej interesie.
Na zdrowy rozsądek każdy myślący Polak i Europejczyk powinien zdawać sobie sprawę, że nigdy nie powinniśmy opierać swojego bezpieczeństwa żywnościowego na imporcie.
Jak mówił Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa RP – „założenie, że nakarmimy prawie pół miliarda mieszkańców Unii Europejskiej, sprowadzając żywność z Ameryki Południowej to absurd; tylko własne, europejskie rolnictwo może nam zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe. (…) Uzależnienie od żywności zewnętrznej jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa żywnościowego, bo tylko własne rolnictwo może je zapewnić”.
By kraje sprzeciwiające się umowie nie skorzystały z prawa weta KE zamierza procedować część handlową oddzielnie, co oznacza, że do jej przyjęcia będzie wymagana większość kwalifikowana w Radzie UE i zwykła w Parlamencie Europejskim. W Radzie może jednak przeszkodzić sprzeciw Francji i innych państw posiadających rozbudowany sektor rolno-spożywczy, w tym Holandii, Irlandii i Polski
W Warszawie 3 stycznia 2025 r. odbył się protest rolników pod hasłem 5 x STOP. Chodziło o Mercosur, Zielony Ład, import z Ukrainy, niszczenie polskich lasów i łowiectwa, a także wygaszanie polskiej gospodarki.
Wychodzi na to, że i tym razem niewiele zyskają mimo, iż pod koniec listopada Tusk powiedział: – Polska nie zaakceptuje porozumienia w sprawie umowy o wolnym handlu między UE a Wspólnym Rynkiem Południa (Mercosur) w obecnym kształcie.
Kto uwierzy Tuskowi to jest skończonym głupkiem. Ile razy kłamał on w bez zmrużenia oka, m. in.: gdy zapewniał że nie wybiera się do UE, ogłaszał sto konkretów na sto dni, wypierał się oskarżeń Trumpa o agenturalność na rzecz Rosji. Już okazało się, że tak samo będzie z zapewnieniem, że nie zaakceptuje porozumienia z Mercosurem.
Według niemieckiej gazety „Frankfurter Allgemeine Zeitung” szefowa KE w rozmowach z m.in. premierem Donaldem Tuskiem uzyskała jego zgodę na umowę Mercosur.
„Według doniesień Von der Leyen prowadziła w ostatnich dniach rozmowy z Macronem, Tuskiem i innymi osobami na temat umowy handlowej. Początkowo nic nie było wiadomo na temat treści ani ewentualnych szczegółów i wzajemnych umów. Oczekuje się jednak, że Tusk będzie mógł ruszyć z tematem i zgodzić się na porozumienie po wyborach prezydenckich w Polsce w maju 2025 roku. Porozumienie ma kluczowe znaczenie dla niemieckiej gospodarki”.
Na razie może jeszcze udawać sprzeciw. Zgoda zostanie klepnięta po wyborach prezydenckich.
Emmanuel Macron powiedział, że „nie jest zwolennikiem tej umowy, bo nie wie, jak ją wytłumaczyć francuskiemu […] rolnikowi”.
W Polsce Tusk niczego nie będzie tłumaczył rolnikom, tylko ją podpisze, bo wie, że skutki jej wprowadzenia rozłożone są w czasie, a rolnicy są podzieleni.
Dlatego stawiam pytanie – czy rolnicy mają plan „B”, gdy Tusk ich wykiwa i ją zaakceptuje.
Zostaw komentarz