Jeszcze rok temu wystarczyło wspomnieć o pomyśle zajęcia Grenlandii, by w salonach politycznych wybuchał śmiech. Eksperci od wszystkiego prześcigali się w diagnozach: megalomania, brak kompetencji, dyplomacja w stylu reality show. Internet produkował memy szybciej niż lód topnieje na Arktyce, a Donald Trump – w powszechnej opinii – był raczej bohaterem kabaretu niż strategiem.

Grenlandia? Przecież to absurd. Kolonialny żart. Fanaberia psychopaty.

Problem w tym, że w polityce międzynarodowej absurd często jest tylko pierwszym etapem strategii.

Bo kiedy wszyscy komentowali lodowce, nikt nie patrzył na mapę gdzie indziej. A mapa – jak to mapa – ma więcej niż jeden kierunek. Podczas gdy świat debatował o tym, czy Waszyngton chce zająć wyspę wielkości kontynentu, amerykańska polityka zagraniczna spokojnie przesuwała pionki gdzie indziej: w stronę Wenezueli, sankcji, nacisku energetycznego i rozgrywek wokół Iranu.

To klasyczna sztuczka sceniczna. Iluzjonista macha prawą ręką, żeby nikt nie zauważył, co robi lewą.

Grenlandia była więc być może największym politycznym memem dekady – ale memem użytecznym. Media dostały temat idealny: egzotyczny, absurdalny i łatwy do wyśmiania. W tym czasie poważniejsze sprawy przesuwały się po planszy znacznie ciszej.

Czy to znaczy, że Trump jest mistrzem geopolitycznych szachów?

Spokojnie. W szachach kluczowa jest strategia, cierpliwość i przewidywanie kilku ruchów naprzód. W polityce Trumpa częściej widzieliśmy coś bliższego blitzowi – szybkim, chaotycznym ruchom, w których równie łatwo o genialny gambit, jak o spektakularną wpadkę.

Jednak jedno trzeba przyznać: w epoce polityki medialnej chaos bywa strategią samą w sobie.

Trump intuicyjnie rozumiał coś, czego wielu zawodowych polityków nie pojmuje do dziś – że współczesna polityka to nie tylko dyplomacja, lecz także widowisko. A w widowisku nie wygrywa ten, kto mówi najmądrzej, tylko ten, kto kontroluje uwagę publiczności.

Grenlandia była idealnym spektaklem.

Świat patrzył na lodową wyspę, a geopolityczna gra toczyła się gdzie indziej. Czy był to genialny plan, czy raczej przypadkowy efekt stylu uprawiania polityki przez człowieka wychowanego w biznesie? Tego nie wiemy.

Historia bywa złośliwa – czasem z szarlatanów robi strategów, a z rzekomych strategów zostawia tylko przypisy w podręcznikach.

Na razie pozostaje pytanie: czy Donald Trump grał w szachy, czy w pokera?

Jeśli podobają Ci się moje treści. Wesprzyj mnie kawą… https://buycoffee.to/okiempolaka