Im bardziej szukam, tym ich więcej znajduję. Zresztą nic w tym dziwnego, bo po to jest to szukanie.
Wymyśliłam polskie, „Polskie drogi” jak tytuł serialu. Potem ciąg myśli poprowadzil mnie mnóstwem innych dróg, dróżek, ścieżek i ścieżynek, duktów i tras. Powędrowałam tą krętą, prostą, pod górę i w dół, z górki na pazurki. Wśród drzew, leśną, pustynną, potem zagubioną jak tytułowa autostrada Davida Lyncha. Do nigdzie, donikąd dojechałam, znudziłam się, wkurzyłam. Potem odpuściłam, bo wyszło tego tyle, bo mnóstwo słów i skojarzeń mnie zasypało, że mi się zwyczajnie znudziło. To szukanie mnie znudziło, bo dziś…
Są też drogi w kolorach żółci. Nie, nie żółte, nie o barwie kurkumy. Żaden kolor letniego słońca albo kaczeńców, płatków słonecznika, tulipana czy żonkila. Żadna ochra czy żołtko od biegajacej po podworku wiejskiej kury, tej szczęśliwej. Tak to zwierzęce drogi, co ma i pies, i kot, i człowiek. Drogi, którymi nikt nie pojdzie. Tam można popłynąć, przepłynąć wraz z cieczą o tej samej nazwie. Zdarza się też kamyk, kamyczek albo woreczek kamyczków, taki trzymany potem na pamiątkę, wieczną pamiątkę. Podobne do tych, co miała moja babka, te co pokazywała mi wiele razy. Nie lubiłam, nie chcialam patrzeć na zieloność pomieszaną z ohydnym brązem.
Mam skojarzenia jednokolorowe, monochromatyczne. Od kilku dni natrętnie wszystko mi się kojarzy z tą barwą, tym sokiem, tym paskudztwem.
Był sobie kiedyś serial, ” Było sobie życie „. Po ekranie biegały ludziki, a każdy miał swoją funkcję i swoją wartość, jakieś znaczenie. Jako dziecko z otwartą buzią śledziłam akcję i kibicowałam wybranym. Oczywiście byłam przeciwko tym złym, co chciały zrobić krzywdę, chorobę albo zabić.
Weź…
Połóż swoją dłoń na brzuchu, potem powędruj z nią pod prawy łuk żeber. Tam są drogi, którymi ostatnio błądzę myślami. Tworzą sieć, która oplata kawał soczystego mięsa jakim jest wątroba. Ta wielopoziomowa trasa złożona z mniejszych i większych ścieżek i ulic prowadzi po doskonałej maszynerii. Małe strużki wpływają do rzeczek, potem rzek. Zlewisko z żotej cieczy, która niczym strumyk płynie z wolna do rozciągliwej torebki, woreczka, pęcherzyka. Pomaga rozkładać na czynniki pierwsze tłuste kęsy, smakowite kotlety, cudownie cuchnące pleśniowe sery.
Kilka tygodni temu, prawie wczoraj, bo czas nam płynie w ciągłym pośpiechu, na żółtej drodze pojawił się ktoś. Albo coś, bo trudno nazwać ten nowy twór.
Nowy twór
Twór nowy
Nowotwór
Charakterny jest. Ma swoje zalety, bo zawsze je znajdziemy, nawet u złych ludzi. Tyle,że ten jest szczególny w swojej wyjątkowości. Nie jest z tych przyjemnych, łagodnych dla otoczenia, ale wiemy… I ja wiem…Wiemy, że w złośliwości jest gorszy od innych. Gdyby chcieć tak od siebie i od serca, z wnętrza chcieć powiedzieć, to trzeba by użyć słów z innego słownika, do którego sięgnę, bo jestem we mnie wściekła złość.
Ten mały skurwiel wędrował, by znaleźć w końcu miejsce, które uznał za dobre i za swoje. Nie pytał, nie uzgadniał. Nie poprosił, nie wysłał podania. Nie napisał „czy mogę?”. Przystanął i już w tym miejscu pozostał. W podłoże wlał swój jad, a potem zaczął pączkować, klonować, rozmnażać i namnażać. Rozesłał wici, skrzyknął znajomków. W podłożu wrósł głęboko i stworzył warowną konstrukcję. Zmyślny twór ukrywał swoje dzieło wiedząc, że jako intruz zrobił samowolkę. Wkroczył na nieswój teren, nieswój grunt i bez pytania zaczął go zagarniać. Skojarzył mi się ze statkiem podróżników, poszukiwaczy nieznanych ziem. Takim, co dopłynął na nieznaną ziemię, uznał ją za swoją, a potem zaczął ją zagarniać. Na początku robił targi, drobne handle, a potem zabijał tubylców przypisując sobie do tego prawo, wyższą moralność i wszelką inną wyższość i lepszość. Potem narzucił swoje prawa, religię i zalał sobą cały teren. Siejąc spustoszenie, gwałtem i mordem, ale po cichu i w oddali zadawali kłam moralności i dobru, jakie przypisują sobie ludzie. Oburzenie i przeprosiny nie zmienią przeszłości, nie odwolroca znaczenia fałszywych słów II dokonanego okrucieństwa.
Na tego „nowotwora” wytoczono najcięższą broń, tę najbardziej zaawansowaną broń chemiczną i biologiczną. Jeszcze niewiele wiadomo, niewiele da się przewidzieć, choć… Wiemy jednak dużo o innych podobnych wojnach, które były przegrane, bo ten intruz za każdym razem okazywał się sprytniejszy od obrońców okupowanego terenu. Wiadomo, że robił złośliwe uniki, złośliwie wywieszał białą flagę i złośliwie poddawał się skrywając w kieszeni ostry nóż. Historia innych jaskrawie pokazuje,że walka była z góry przegrana, że po roku pozostała garstka tubylców, prawowitych mieszkańców, a intruz, nowy twór, złośliwy nowotwór zwany rakiem wygrywał i nic na to nie można było poradzić.
Napisałam myśląc o pewnej pani I, u której niedawno wykryto i rozpoznano raka dróg żółciowych, osadzonego wewnątrz wątroby.
Pierwsze objawy pojawiły się, gdy już było za późno, bo tak ta choroba przebiega. Po cichu i bez dolegliwości. Gdy 3 miesiące temu zauważyła, że ma ” dziwnie” większy obwód brzucha najpierw pomyślała, że może przytyła. Ponieważ brzuch się powiększał, zgłosiła się do lekarza. Potem ruszyła machina diagnostyczna, która wypluła z siebie wydruk będący wyrokiem. Ten rak jest rzadkością, zaledwie osiemset przypadków rocznie, co naprawdę jest małą liczbą. Niestety jego wyjątkowość nie kończy się na małej częstotliwości, bo jest okrutni złośliwy.
Pani I. podjęła walkę. Jest w trakcie chemioterapii i nowoczesnej immunoterapii. Chce żyć.
Jest moją równolatka. Wkrótce ma urodzić się jej wnuczka. Marzeniem pani I jest ją zobaczyć i powitać w naszym świecie.
Zostaw komentarz