Po powrocie z Warszawy z przemówienia Prezydenta USA Joe Bidena muszę powiedzieć, że mam duży niedosyt.

Po pierwsze, to nie było jak deklarowała strona amerykańska – historyczne przemówienie. Zabrakło odniesienia do tego jak Stany Zjednoczone razem z sojusznikami zamierzają pokonać Rosję na Ukrainie za pomocą Kijowa.

Po drugie, brakowało odniesienia do zwierania szyków ze strony Rosji do długiej wojny, którą Putin chce wynieść do statusu „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.

Po trzecie, brakowało odniesienia do tego, w jaki sposób Stany Zjednoczone odpowiedzą w sytuacji, gdy Pekin pomoże Rosji poprzez dostarczanie uzbrojenia dla wojsk rosyjskich. Do tego Rosja usilnie dąży, gdyż jej własne zasoby i zdolności (moce produkcyjne oraz sankcje) są ograniczone i niewydajne.

Po czwarte, zabrakło jasnego i czytelnego wezwania w stylu podobnym do Kennediego lub Ronalda Reagana: „Panie Putin, kończ Pan tę wojnę”. Wezwania, które zostałoby zapamiętane w historii.

Oczywiście, przemówienie ma swój konkretny cel. W tym przypadku chodziło o podziękowania dla Polski, okazanie poczucia wsparcia dla Ukrainy, Polski i całego regionu. Jednakże kluczowym aspektem tego przemówienia było pokazanie, że Stany Zjednoczone stoją przy swoich sojusznikach ramię w ramię. Wiele odniesień do demokracji i wolności to były ogólniki i z punktu widzenia zachodnich społeczeństw oczywistości. Osobiście uważam, że na tym polu dużo lepsze przemówienie wygłosił Donald Trump w 2017 r. w Warszawie.

Nie oznacza to jednak, że przemówienie było złe. Przeciwnie, było bardzo dobrze napisane, ale zabrakło w nim elementów, które razem tworzyłyby historyczne przemówienie. Wspominanie o wolności i demokracji bez szerszego odniesienia to ogólniki do których można „włożyć” wszystko i odczytać „wszystko”. W zależności od tego, jakie masz poglądy i jak interpretujesz te dwa pojęcia. Każdy w tych słowach bez zagłębienia odnajdzie co tylko będzie chciał.

Mam także nieodparte wrażenie, że brak choćby nakreślenia wizji w jaki sposób i kiedy ma się zakończyć wojna na Ukrainie świadczyć może o tym, że same Stany Zjednoczone tego nie wiedzą.

Podsumowując, to było dobre przemówienie, ale zdecydowanie nie miało charakteru historycznego. Warto sobie zadać pytanie, co z tego przemówienia pozostanie. Czy ono było na tyle silnie podbudowane emocjami, że będzie skutecznie mobilizowało cały świat Zachodu?

Oceniam dzisiejsze wydarzenia na chłodno bez nadmiernego emocjonowania się, gdyż byliśmy świadkami dużego i dobrze zorganizowanego eventu politycznego skierowanego w stronę wewnętrznej polityki Stanów Zjednoczonych i trwającą tam ostrą rywalizację o prezydenturę w kolejnej kadencji. Trzeba zauważyć, że Biden musi się aktualnie mierzyć z frakcją Donalda Trumpa, która przygotowuje grunt pod powrót Donalda Trumpa do Białego Domu. Ponadto, Biden ma także rosnącą konkurencję skrajnej lewicy wewnątrz Partii Demokratycznej oraz kryzys polityczny w Kongresie. To przemówienie w Warszawie było więc także adresowane do amerykańskiej opinii publicznej.

Jednakże dzisiejsza wizyta Joe Bidena wyraźnie pokazuje, że geopolityczny środek ciężkości przesuwa się z punktu widzenia polityki USA z Europy Zachodniej do Europy Środkowo-Wschodniej. To jest oczywiście rezultat trwającej od roku wojny, ale to też jest ważny sygnał świadczący o tym, że Europa Środkowo-Wschodnia za sprawą swojego położenia i rosnącego znaczenia ekonomicznego i militarnego jest potencjalnie ważnym partnerem-sojusznikiem USA. Warto to wykorzystać w kontekście inicjatywy Trójmorza, która w mojej ocenie jest kluczowym projektem geoekonomicznym, który w razie sukcesu może doprowadzić nie tylko do przyspieszenia rozwoju gospodarczego całego regionu, ale przede wszystkim do wyrównania poziomu cywilizacyjnego (w rozumieniu ekonomicznym i społecznym) z Europą Zachodnią. Na ten temat także trzeba rozmawiać ze stroną amerykańską. Zwłaszcza w sytuacji, gdy w polityce zagranicznej postawiliśmy na jedną kartę.

Putin podejmując rok temu decyzję o przeprowadzeniu inwazji na Ukrainie wyczuł słabość Stanów Zjednoczonych. Należy to szczególnie podkreślić, gdyż koniec prezydentury Donalda Trumpa i nieudany początek Bidena były istotnymi czynnikami, które wykorzystać chciał Putin. Przeliczył się jednak z potencjałem własnej armii, w tym jej wyszkoleniem i zdolnościami, a także z „siłą”, a właściwie jej brakiem własnego całkowicie skorumpowanego i niewydolnego państwa. Należy jednak zauważyć, że Putin decydując się na pełnoskalową inwazję doprowadził do cofnięcia się Rosji o ponad trzysta lat wstecz. On dał nam Polakom i Ukraińcom szansę na ostateczne pojednanie i zakończenie tego negatywnego i trudnego okresu 375 lat w dziejach narodu polskiego i ukraińskiego.

My sami także otrzymaliśmy od historii szansę na wyciągnięcia wniosków z historii i niedopuszczenie do popełnienia błędów z okresu poprzedzającego wybuch Powstania Chmielnickiego na wschodnich ziemiach Rzeczpospolitej Obojga Narodów (dziś Ukrainy), a także do błędów popełnionych po 1921 r., gdy w Rydze zdradziliśmy de facto Białoruś i Ukrainę. Konsekwencję za te błędy zapłaciliśmy w późniejszym okresie tj. w okresie II WŚ, kiedy sytuację geopolityczną związaną z wymazaniem Polski z mapy Europy chcieli wykorzystać nie tylko Sowieci (Rosjanie) i Niemcy, ale także Ukraińcy dążący do powstania niepodległego państwa ukraińskiego kosztem części południowo-wschodnich ziem II RP. Nie znamy odpowiedzi na to, w jaki sposób potoczyłaby się historia, gdyby nie było Powstania Chmielnickiego, błędów popełnionych przez rządy neoendecji w Rydze w 1921 r., gdyby wreszcie polityka wobec Ukrainy w latach 1920-1921 r. była zupełnie inna. Polityka za którą Józef Piłsudski przepraszał potem żołnierzy białoruskich i ukraińskich doskonale zdając sobie sprawę do czego ona doprowadzi. Jej finał miał miejsce na Wołuniu, który aż do dziś stanowi jedną z bardzo trudnych kart w historii relacji polsko-ukraińskich. Musimy poszukiwać drogi pojednania w pełnym zakresie znaczenia tego słowa. Poprzez ostateczne zakończenia sporu w zakresie przeprowadzenia ekshumacji, uznanie przez stronę ukraińską tego ludobójstwa oraz powstanie mogił pomordowanych.

Dotyczy to także nas Polaków, gdyż my też musimy realnie i bez romantyzmu spojrzeć na historię ostatnich 375 lat. W tym okresie popełniliśmy wiele błędów, które kończyły się dla nas utratą niepodległości i życia w zaborach oraz okupacji. Dlatego nam nie wolno powtórzyć najważniejszego błędu tj. zdradzić i porzucić dotychczasową linię polityczną w odniesieniu do wojny na Ukrainie. Nie wolno nam doprowadzić do sytuacji w której zgodzimy się na plany potencjalnego podziału państwa ukraińskiego, gdyż wtedy na nowo obudzimy „demony” we wzajemnych relacjach. Musimy wymagać od siebie poświęcenia, ale także od strony ukraińskiej rzeczywistego zaangażowania w proces przekreślenia ostatnich 375 lat w naszych relacjach. Paradoksalnie pomocną dłoń wyciągnął nam Kreml decydując się na zniszczenie Ukrainy i wymazania narodu ukraińskiego. To Putin popełnił błąd podejmując tę decyzję, gdyż ona przekreśla ostatnie 375 lat historii polityki Rosji wobec Ukrainy. Kreml zniweczył w ciągu ostatnich lat wszystko to, co udało się zbudować od Piotra I, który pokonał m.in. wojska Hetmana Mazepę w bitwie pod Połtawą aż do Józefa Stalina, który przyczynił się do wymazania polskości z dawnych ziem wschodnich Rzeczpospolitej.

Decydując się na pomoc Ukrainie i jej obywatelom w obliczu trwającej od roku rosyjskiej inwazji naprawiamy błędy ostatnich 375 lat i tym samym budujemy pewną przyszłość naszej Rzeczpospolitej. Naszym dzieciom, przyszłym wnukom i prawnukom. Z tego co dziś robimy i jakie decyzje podejmujemy będą nas rozliczać następne pokolenia. Zawsze to podkreślam i podkreślać będę.

Patrzę w przyszłość z nadzieją, że po ponad 375 latach uda nam się odtworzyć Rzeczpospolitą w skład w której wchodziło wiele narodów. Stworzyć własną cywilizację wolnych narodów Europy Środkowo-Wschodniej, które tworząc sojusz będą budowały dobrą przyszłość dla kolejnych pokoleń. Takie jest moje osobiste marzenie i ono może zostać zrealizowane jeśli pokonamy Rosję na Ukrainie i wyrównamy rachunek wzajemnych błędów i krzywd z Ukrainą. Taka powinna być przyszłość nasza (Polski) oraz przyszłość Ukrainy. Innej drogi dla nas nie ma. Alternatywą jest rosyjska dominacja i życie pod rosyjskim butem.

Fot. KPRP