– Poprowadzimy drogę asfaltową przez sam środek Parku Pokoju – oznajmił dumnie Rumun bez nogi, który wrócił do Cieszyna po pół roku. – Będzie to dar narodu rumuńskiego dla mieszkańców Cieszyna, miasta, w którym spędziłem kilka tygodni życia.

– Trajan, ale po co asfalt w centrum miasta, do tego w parku? Przecież to bez sensu. W parku ma być zieleń, drzewa rośliny, ptaki, ale nie asfalt – zaprotestowałem.

– Ale to jest dar narodu rumuńskiego, a darów się nie odrzuca – powiedział asertywnie.

– W sumie racja, poddałem się, ale przynajmniej zróbcie tę drogę asfaltową krętą, taką fikuśną, niebanalną, jak najlepiej wkomponowującą się w lokalny krajobraz przyrodniczy.

– Eeeee, szkoda energii na takie popisy estetyczne, walniemy od razu dwupasmówkę, która skróci drogę z cukierni Bajka do Społem o całych 7 metrów. I będzie się można wyprzedzać na niej. Samochodami.

– Litości, przecież to całkowicie zrujnuje lokalny krajobraz przyrodniczy! – zaprotestowałem.

– Rumuńskim asfaltem gardzisz? Darem narodu całego naszego bytującego między Cisą a Dniestrem, w otulinie karpackiej z niedźwiedziami brunatnymi? Uważasz nas za ludzi dzikich? – zapytał Rumun bez nogi.

– Nie to miałem na myśli, ale u nas, w Cieszynie mamy inną wyobraźnię przestrzenną i zwyczaje architektoniczne. Nie stawiamy na przykład wysokich krawężników i nie malujemy ich farbą olejną, jak to wy macie w zwyczaju.

– Zapomniałbym o krawężnikach! – zakrzyknął Rumun. Do asfaltowej drogi w poprzek Parku Pokoju muszą być krawężniki. Dzieci będą na nich siadać i obserwować samochody przejeżdżające przez park.

– Ale popatrz Trajan, ta Wasza magistrala asfaltowa będzie mieć maksymalnie 100 metrów długości i będzie skracać drogę o ok. 10 metrów. Przecież to jest bez sensu. Szkoda na to kasy i energii. – Próbowałem negocjować odstąpienie Rumunów od planów budowlanych.

– Asfalt już jedzie, wszystko jest ustawione. Robotnicy do środy wytrzeźwieją i wtedy rozpoczniemy prace. Najpierw inżynierowie, którzy od poniedziałku mają nie pić, dokonają odpowiednich pomiarów, ale to tylko tak pro forma, bo wszystko mam zmierzone na oko. Potem robotnicy, ciężki sprzęt. Będzie się działo.

– Naprawdę dla tych 10 metrów warto? – zapytałem Rumuna bez nogi.

– Tu nie chodzi o to czy warto czy nie – to kwestia wyrażenia wdzięczności za to, jak mnie tutaj swego czasu przyjęliście. I że jestem tym kim jestem obecnie, powiedział Trajan. Jak chcecie, to możemy zrobić tunel pod parkiem z wylotem na ulicę Regera. Z sygnalizacją świetlną.

– To jest jakiś pomysł, odparłem, czyli będzie się wjeżdżać do tunelu przy Osuchu a wyjeżdżać przy Muzeum? To będzie najkrótszy tunel w Europie Środkowej – powiedziałem wyraźnie podekscytowany.

– My Rumuni, jesteśmy mistrzami świata w budowaniu krótkich tuneli. Mój kolega, też inżynier zbudował ostatnio w Banacie tunel krótszy od odcinka, który miał skrócić. Odcinek miał w linii prostej 3 kilometry, a tunel tylko kilometr. Od tamtego czasu przyjeżdżają wycieczki inżynierów z Chin i robią zdjęcia. Tylko my Rumuni, potrafimy tak zakrzywić czasoprzestrzeń.

– Znakomicie, zróbcie zatem tunel, ale z wyjściami awaryjnymi, bo wielu cieszyniaków panikuje jak znajdzie się w przestrzeni zamkniętej. To urodzeni klaustrofoby. Jedno wyjście na wysokości pomnika Szersznika, drugie przy Społem. Oświetlone na zielono i napisy po polsku, nie po rumuńsku.

– Da się zrobić, powiedział Rumun. Nawet nie zdaje Pan sobie sprawy jak pachnie ta mieszanka asfaltowa, którą jutro będziemy wykładać tunel. Głowę urywa, jest taka aromatyczna. – rozmarzył się Rumun bez nogi.

– Ma pan żonę – zapytał Rumun.

– Teoretycznie tak – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– Teoretycznie to ja jestem kwadratem, powiedział i zasnął tak, że do rana nie dało się go wybudzić.