Chcę Was przekonać iż zbiórkę na PIS warto zorganizować lepiej a nawet osiągnąć przy tym dodatkowe cele. Tym bardziej, że pieniędzy raczej nie będzie. W każdym razie przed majem 2025.
Jest takie zjawisko iż człowiek, który wpłaci choćby symbolicznego dolara względnie podpisze petycję staje się mniejszym czy większym orędownikiem idei, którą wsparł. A dzieje się to ponieważ we własnym umyśle racjonalizujemy to co czynimy. Nawet jeśli pod wpływem chwilowego impulsu.
Stąd też taka masa zwolenników WOŚP. Dali kiedyś choćby dwa złote.
A przecież nikt zastrzeżonego patentu na to nie posiada.
Wracając do zbiórki na PIS. Jest ona zorganizowana topornie, w sposób nie przystający do epoki cyfrowej.

Proszę zwrócić uwagę jak są zorganizowane sklepy internetowe. Aby dokonać i opłacić zakup wystarczy parę kliknięć. Bo tak już jest, że każda dodatkowa akcja z wypełnianiem rubryk formularza zniechęca.
A tutaj trzeba przepisać mozolnie z obrazka (nawet nie da rady Ctrl-C + Ctrl-V) zarówno numer konta jak i dane odbiorcy.
Korzystam z opłat internetowych. Moje numery są zapamiętane, nie muszę nic wpisywać, poza CVV a to tylko trzy cyfry. Opłata za elektrycznośc czy telefon to praktycznie parę kliknięć. No w przypadku banku z dobrymi zabezpieczeniami (Pekao) dochodzi SMS z aktualnym PIN. Ale coś za coś.
Jak zorganizować zbiórkę internetową pisałem już w artykule Winnym przegranych wyborów jest Krucafuks. Niecierpliwych kieruję na koniec tekstu. Ameryki nie odkrywam a jedynie podsumowuję jak skutecznie czyni to konkurencja.
Załóżmy, że uda nam się skłonić milion osób do datku wysokości pięć złotych. Suma dość sympatyczna choć w skali kraju nie oszałamiająca. Natomiast realnym zyskiem jest milion osób, których preferencje się utrwalą. Racjonalizując swoje zachowanie będą przekonywać rodzinę i znajomych. A obecnie sukcesem będzie nawet sto tysięcy drobnych darczyńców.
I stąd tytuł nawiązujący do starego porzekadła.
Aktywizujemy elektorat. Sztuczka, którą nasi przeciwnicy mają opanowaną.
Zresztą sama organizacji zbiórki też nieźle integruje pozwalając na wyłonienie nowych liderów.
Załóżmy, że PIS zostanie wyeliminowany ze sceny politycznej. Co pozostanie?
Przypomnijmy sobie stare, złe czasy PRL. Formalnie mieliśmy parlament z czymś zwanym „demokracją socjalistyczną”. Istniała jedna partia PZPR oraz dwie jej pacynki w postaci Stronnictwa Demokratycznego i Ludowego. Na marginesie istniała też koncesjonowana opozycja w postaci garstki posłów katolickich, przynajmniej z nazwy.
A czym będzie parlament bez PIS jeśli nie karykaturą sejmu z czasów PRL? W roli „partii przewodniej” oczywiście Platforma Obywatelska przemianowana na KO. Z niepohamowaną władzą.
Wiecie do czego piję? Otóż zbiórkę na PIS nazwać „Obroną Pluralizmu”. Szermując przy tym słowami takimi jak „demokracja”, „różnorodność”, „równowaga”… Nie zbieramy na jakąś partię lecz na zachowanie całokształtu demokratyczne sceny politycznej.
Zostaw komentarz