Niespecjalnie odpowiada mi to, o czym wiele razy pisze Oskar Szafarowicz. Jego zafascynowanie PiS-em jest cokolwiek podejrzane. Ale tu trafił w punkt. Faktycznie studentka medycyny nie powinna być karana za przestępstwo – krzycząc: „***** ***”, ale za obyczajne wykroczenie: używanie w miejscu publicznym przekleństw.

Choć i tak, z tego powodu, powinny być ukarane – jakimś mandatem, wszystkie osoby krzyczące te wulgarne słowa. Ale kto się odważy to zrobić. Wcześniej i dziś (teraz to pewnie będzie to nawet powód do dumy). Studentka medycyny, ma prawo do wyrażania takich poglądów niechęci do określonej formacji politycznej, nawet na uczelni. Oczywiście w innej formie.

Co innego by było, gdyby krzyczała to pod adresem jakiejś konkretnej osoby. Wtedy ta z powództwa cywilnego mogłaby żądać przeprosin lub nawet zadośćuczynienia.

W przypadku osób z polityki i życia publicznego sprawa też wygląda nieco inaczej. One muszą być świadome krytyki ich zachowań, które ktoś uznaje za niewłaściwe lub przez niego nieakceptowane. Nawet krytyki wyrażanej nieco mniej kulturalnie.

Ale otwartym pozostaje pytanie, czy ja mogę swoje poglądy jako wykładowca akademicki uzewnętrzniać? Nawet te jakby nawet powszechnie akceptowalne?

Problem w tym, że cokolwiek, jako ludzie i jako przedstawiciele określonej profesji robimy, zawsze jest podyktowane naszymi przekonaniami i systemem wartości. Mnie np. nie odpowiadają żadne afirmacje komunizmu czy nazizmu, hitleryzmu, banderyzmu, czy wywodzące się z islamu akty terroryzmu – nawet tego miękkiego. Nie odpowiadają mi jakiekolwiek formy akty wandalizmu. 

Z pewnego rodzaju estetyczną niechęcią przyjmuje też niektóre uzewnętrzniane formy preferencji orientacji seksualnych czy obyczajowych. Jakoś pan z brodą, w kusej sukience czy spódniczce, z obskurnymi długimi włosami, czy owłosionymi nogami w szpilkach nie za bardzo trafia w moje estetyczne gusta. Jednak „de gustibus non est disputandum”. Sam bym w jakieś takie szaty się nie ubrał, nawet w ramach happeningu. Nie słyszałem też o tym, by studenci, których kształci – przeciwko temu protestowali.

Natomiast wiem, że niektórzy studenci kwestionowali np. mój pozytywny stosunek do Żołnierzy Wyklętych. Byli też tacy, którzy uważali, że jeśli potępiam akty wandalizmu islamistów przeciw pomnikom kultury buddyjskiej, hinduskiej czy nawet chrześcijańskiej, to już nie mogę potępiać aktów wandalizmu „strajku  kobiet” na katolickich obiektach sakralnych w Polsce.

Pisałem już o tym, że jeden z żywszych rektorów uczelni, na której pracuję, chciał mnie zwolnić za nieaprobowanie (bo to tak wtedy było wyrażone) akcji Owsiaka. Z wielką niechęcią też przyjął mój postulat pozbawienia tytułu doktora honoris causa dla Henryka Jabłońskiego, choć sprawa tu była i jest oczywista.

Propagator komunizmu nie może być przykładem dla studentów.  Nie akceptuję też żadnych afirmacji dla mordercy Che Guevary, choćby wyrażanych za pośrednictwem koszulek itd. I na to będę zawsze reagował w imię humanitaryzmu i praw człowieka. 

Więc, choć od więc nie zaczyna się wypowiedzi, ale jednak więc – niech przykład wyroku na studentce medycyny, będzie także normą oceny moich poglądów, które nigdy nie wpłynęły na mój stosunek do studenta.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.