Rektor jak tylko zauważył, że ślimaczą się wysiłki publikacyjne w celu zapchania czterech slotów, po naradzie z dziekanami, ale tylko tą ich częścią, którą lubił, zarządził, że pomieszczenie zajmowane dotychczas przez pracowników Instytutu Psychometrii, stanie się Izbą Pracy Twórczej. Pracowników instytutu uroczyście wygnano i od tamtego czasu przesiadywali na schodach między III i IV piętrem. Zapytani retorycznie przez Rektora, czy taki układ im odpowiada – zgodnie odpowiedzieli, że dość już mieli siedzenia w zamykanym na klucz pomieszczeniu, zaś na schodach jest inny świat. Barwniejszy taki. Inny jakby.
Pracownicy techniczni zawezwani przez Rektora otrzymali zadanie zoptymalizowania przestrzeni do pracy twórczej. – Optymalizujcie, optymalizujcie – nawoływał do nich Rektor zasłaniając dłonią telefon, gdyż miał drugą rozmowę.
– Usiądźmy na chwilę – powiedział szef ekipy technicznej i zapalił papierosa bez filtra. Ręce mu się trzęsły, bo srogo pił przez święta, żeby je jakoś przeżyć. Nie lubił świąt ze wzajemnością. – Panowie, pierwszy raz staje przed takim wyzwaniem. Gładzie, kafelki, te plastikowe panele, a nawet kucie w ścianie celem wymiany instalacji. To ja mam w małym palcu. Ale jak się robi Izbę Pracy Twórczej, no k…a nie wiem.
– Zadzwońmy do Woźnego, on na pewno wie – zaproponował podwładny szefa ekipy technicznej. W 15 minut Woźny był u nich w takim ciężkim futrze z borsuka i nieco komicznej dziecięcej czapce, która podobno przypominała mu czasy dzieciństwa.
– Czego – zapytał, wydychając z siebie minimum trzy promile, bo w krwi byłoby drugie tyle. – Czego? – powtórzył.
– Bo Woźny podobno wie jak się inscenizuje Izbę Pracy Twórczej. Bo my czegoś takiego nigdy nie aranżowaliśmy, gładzie, tapety, kafelki… – tłumaczył się szef ekipy technicznej…
– Dość tego pier…a, mój czas jest cenny. Powiem panu na ucho od czego zacząć, a potem już dacie sobie radę. Jak już temat ruszy to możecie napierdzielać z tymi gładziami i kafelkami.
Szef ekipy po rozmowie z Woźnym, dogaszając kiepa zarządził: j…ć gładzie i kafelki, hasła są ważne. Drukowanymi białymi literami na czerwonym płótnie. Podaję instrukcje szczegółowe odnośnie do treści:
– „Kategoria A+ naszą ambicją i w naszym zasięgu”
– „Nawet umysłowo niezbyt sprawni z pomocą mądrzejszych od siebie, dadzą radę”
– „Ostatniego kretyna można inteligentnie ukryć przed ewaluacją”
– Panie kierowniku, to jeśli nie gładzi i kafelki, to może meble inaczej ustawimy? – zapytali techniczni.
– Nie. Wszystko ma być jak było. Bo nie o rzeczy tu się rozchodzi ale o ludzi. Na początek zróbcie te banery z hasłami. To zachęci z pewnością ospałych naukowców do pracy.
Po kilku dniach nie tylko Izba Pracy Twórczej, ale cały korytarz prowadzący do niej obklejony był hasłami zachęcającymi do pisania w wysokopunktowanych czasopismach. Im dalej od Izby tym hasła przaśniejsze. Na początku drogi widniało hasło: Im więcej punktów zdobędziemy, tym się więcej napijemy! Oczywiście z emotką xD.
– Dobra panowie i panie, czas leci, gdy tymczasem połowa nie ma nic napisanego. Ludzie nie piszą, a wskutek tego możemy nie przejść przez parametryzację, ewaluację.
– Kierownik Działu dostał polecenie od Szafa Dyscypliny, aby z grona podległych mu pracowników wyłowił tych niepiszących naukowo.
Potem była rozmowa z nimi. Kilkuetapowa.
– Dlaczego nic nie napisałeś, przez dwa lata nic? – I batożenie, srogie takie, do krwi.
– Dlaczego za tak mało punktów? Przecież można było za więcej publikować, trzeba się było tylko orientować w rejestrach ministerialnych. – I batożenie, ale takie symboliczne, nie do krwi.
W tym czasie zaczęła działalność Izba Pracy Twórczej. Przemykali się do niej najmniej zdolni pracownicy naukowo-dydaktyczni z nadzieją, że ktoś pomoże im zwiększyć swoją twórczość.
Do Izby jednak były jednak zapisy. Nie tak, że jeden z drugim wchodzą jak do obory. Albowiem w Izbie zatrudnionych zostało czterech mentorów, którzy tym pracownikom, którym się nie udawało publikować naukowo.
Nie śmiejmy się z niepełnosprawnych naukowców. Jeśli pozornie są głupi, to takimi nie są. I dajcie im święty spokój.
Zostaw komentarz