Gdyby Beduini z Arabii zobaczyli w 1874 roku wyprawę z Krakowa do Zakopanego, wzruszyliby ramionami i rzekli: „U nas to samo – tylko piasku więcej”. Bo cóż to była za droga! Nie podróż, nie wycieczka – lecz pełnoprawna karawana, z pościelą, kucharką, samowarem, derką i sianem. I to wszystko nie przez pustynię, lecz przez Lubień, Zabornię i Nowy Targ.

Ówczesne „Kłosy” donosiły z powagą:
„Każdy, nie chcący poprzestać na pierwotnem posłaniu naszych prapraojców, niech zabiera z sobą jaką taką pościel, bo w Zakopanem nic nad siano dostać nie można i o siennikach nawet mowy nie ma.”
No i się jechało. Ale jak!

🐴 Derka, siano i góral w łyku

Najbardziej szanowaną osobą w tej karawanie był nie turysta, nie lekarz, nie nawet samowar — lecz góral-woźnica, który szedł pieszo, pod górę, w kierpcach z łyka, ciągnąc za sobą furmankę z pasażerami, pakunkami i sianem (częściowo zjadanym przez konie, częściowo służącym za siedzenie i kołdrę).
A nad wszystkim powiewała biała płócienna buda — znak rozpoznawczy zakopiańskiej furmanki.

Droga?
„Od samego Krakowa ciągle pod górę, mil piętnaście, w ślimaka się kręci… zawsze widzisz coś, co już przejechałeś, i dokąd jedziesz.”
Taka trasa łamała nie tylko osie wózka, ale i filozofię życia.

🛏️ Logistyka domowa: kucharka, moździerz i kołdra

Przyszły turysta musiał zaopatrzyć się nie tylko w ubranie, ale i w całe gospodarstwo domowe. Cytując dalej:
„…powinien zabrać z sobą samowar, maszynkę do kawy, szklanki, łyżeczki, poduszki, kołdry i ciepłe ubranie… oraz kucharkę, rondelki, moździerz, noże, widelce, łyżki i talerze.”
Dziś nawet influencer nie bierze tyle sprzętu na Islandię.

Nie zapomnijmy też o przyprawach, bo przecież
„mąkę, kaszę, ryż, kawę, herbatę i przyprawy kuchenne najlepiej zabrać z sobą z Krakowa.”
Na miejscu zostały: siano, chleb, mleko i góral. Czyli wszystko, czego nie da się zapakować do kufra.

🪑 W stogu przez Galicję

Wyjazd najlepiej z Kleparza. Tam furmanki jak stogi z okienkiem w płótnie.
„W głębi zaś za siedzeniem nad kołami umieszcza się kufry i wszelkie pakunki podróżne” – czyli trzy osoby, jedna kucharka, jeden samowar i sześć kołder.
Podróż trwała półtora dnia. Nocleg?
„Najlepiej w Lubniu u chrześcijanina, albo w Zaborni po prawej stronie gościńca.”
Innych recenzji wtedy jeszcze nie było.

📦 Taniej niż wellness

Za całą tę przyjemność – 12 do 15 guldenów. Chyba że się złożyło w czwórkę, to taniej niż dyliżans. A i romantyzmu więcej.
Gdy koń żuł twoją poduszkę, a góral w łyku tupał pieszo pod górę, można było poczuć jedność z naturą, z człowiekiem, z derką.

🏔️ Epilog: Karawana wiecznie żywa

I co ciekawe — karawany wróciły. Tyle że dziś nie wyruszają z Kleparza furmanką, ale przylatują z pustyni do Krakowa samolotem. Na Balicach lądują rodziny z Dubaju, Rijadu czy Dohy, po czym przesiadają się do nowoczesnych SUV-ów i… ruszają do Zakopanego.

Różnica? Niewielka.
W 1874 krakowianin wynajmował na Kleparzu furmankę z góralem, dziś Arab wynajmuje auto z kierowcą.
Wtedy furmanka była budą z derką i sianem – dziś to karawana taxi albo wypożyczony Mercedes z klimatyzacją i GPS-em.

A góral, jak to góral — wie, skąd wiatr wieje i skąd dutki płyną. Więc i halal się znajdzie, i baranina się dopasuje, i selfie z bacą będzie.

Zakopane zmienia się, moda przemija, furmanki rdzewieją w muzeum…
Ale duch podróży – tej dziwnej, mozolnej, a jednak pełnej przygód – wciąż jedzie tą samą drogą, tylko opony inne.

PS: Kiedy przeglądam wszelkie stareńkie materiały w poszukiwaniu interesujących mnie materiałów, trafia mi się czasem perełka wobec której nie mogę przejść obojętnie. Tak też było tym razem. Jeśli ciekawi Was, jak naprawdę wyglądały góralskie furmanki (wasągi) i co mają wspólnego z karawanami — a może chcecie poczytać o Zakopanem z oczami XIX-wiecznych ceprów — zapraszam do odwiedzenia Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej. Tam znajdziecie numery „Kłosów” z 1874 roku: Tom 18 (nr 444–469) i Tom 19 (nr 470–496). Cyfrowe archiwum „Kłosów” 1874 – https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/85171#structure