Rzecznik rządu Adam Szłapka ogłosił, że Karol Nawrocki będzie głównie reprezentował państwo. W ich narracji to oznacza uśmiechy, machanie ręką i żadnej realnej władzy. Innymi słowy — „ładny pan do zdjęć”.Hipokryzja jest aż nadto widoczna. Kiedy w Pałacu zasiadał ktoś im bliższy, rola prezydenta była niemal królewska. Teraz, gdy na fotelu siedzi człowiek spoza ich układu, nagle ma być wyłącznie ozdobą do protokołu. Problem w tym, że konstytucja mówi coś zupełnie innego.

Prezydent Karol Nawrocki jednak nie ma zamiaru być dekoracją i ma narzędzia,które może skutecznie wykorzystać.Ma weto, którego obecna większość parlamentarna nie jest w stanie obalić. Ma inicjatywę ustawodawczą i zapowiada, że będzie z niej korzystał, zmuszając rządzących do trudnych decyzji, np. odrzucenia własnych obietnic wyborczych. Bez jego podpisu nie ma też budżetu państwa, a bez budżetu — nie ma środków na działanie rządu i może to być powodem przedterminowych wyborów.
Prezydent powołuje też ambasadorów i sędziów, co daje mu realny wpływ na dyplomację i wymiar sprawiedliwości. Mianuje też generałów i jest konstytucyjnym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, co oznacza, że w sprawach bezpieczeństwa państwa jego rola jest kluczowa. A w sytuacjach określonych przez ustawę zasadniczą może nawet wprowadzić stan wyjątkowy, co całkowicie zmienia układ sił w państwie.

Do tego ma atut na arenie międzynarodowej — bardzo dobre relacje z Donaldem Trumpem – prezydentem największego mocarstwa. Zaproszenie do USA już na wrzesień pokazuje, że Karol Nawrocki ma dostęp do najważniejszych rozmów w najważniejszych stolicach, a w dzisiejszym świecie to waluta o ogromnej wartości.

Prezydent dysponuje też jednym z najpotężniejszych narzędzi w państwie — prawem łaski. To nie jest tylko symboliczny gest, ale realna władza, która może zmieniać ludzkie losy, odwracać skutki niesprawiedliwości, a nawet korygować błędy wymiaru sprawiedliwości.

Prezydentura Karola Nawrockiego nie będzie „jechaniem prętem po kracie” — to będzie regularne wkładanie kija w szprychy rządowego roweru.

Metodycznie, precyzyjnie i bez taryfy ulgowej. Tusk szybko się przekona, że choć prezydent w Polsce formalnie nie rządzi, to jednak potrafi skutecznie utrudnić życie rządzącym, a nawet całkowicie wywrócić ich plany, jeśli okażą się one antypolskie, antyspołeczne lub godzące w naszą narodową wspólnotę. W polskiej polityce nie wystarczy mieć większości parlamentarnej– trzeba także szanować interesy obywateli i ducha naszej ojczyzny. I to właśnie prezydent, jako strażnik tych wartości, ma moc, by przypominać o tym każdemu, kto o tym zapomina.