Drodzy Państwo…
Gdzieś w tle różnych bieżących medialnych newsów, na czele z paskudną, zatrważającą aferą Epsteina – która w ostatnich dniach wzbudziła gorącą publiczną reakcję (choć w kręgach „teoretyków spiskowych”** znana była już w dość wyraźnych zarysach od kilku dobrych lat!) – przedostała się do mainstreamu taka informacja:
Pani Profesor Ewa Helwich – wieloletnia krajowa konsultantka do spraw neonatologii przy ministerstwie zdrowia – została odwołana ze stanowiska, po tym, jak – zgodnie ze swoją wiedzą, kierując się dobrem pacjenta i logicznym myśleniem – zwróciła się do oddziałów położniczych i neonatologicznych z rekomendacją odroczenia szczepienia NOWORODKÓW przeciw gruźlicy o kilka dni – tyle, ile potrzeba na uzyskanie wyników badań przesiewowych w kierunku ciężkiego wrodzonego zespołu niedoboru odporności, które wykonuje się urodzonym dzieciom, zresztą dopiero (!) od zeszłego roku.
Wszystko zatem zgodnie z logiką i procedurami, które TEORETYCZNIE obowiązują!
Jako że:
Przed podaniem szczepionki lekarz powinien wykluczyć ewentualne przeciwwskazania i zminimalizować ryzyko wystąpienia u dziecka NOP-u.
I jeśli już robimy badanie w kierunku tych przeciwwskazań – logicznie rzecz ujmując – jaki jest w ogóle ich sens, jeśli szczepimy i tak, zanim otrzymamy wynik tychże badań?!
Jednak okazało się, że rekomendacja krajowej konsultantki wywołała efekt, jakiego zapewne się nie spodziewała. Pani Profesor – która chyba jednak nie da się określić – jakby to ująć (?) – „antyszczepionkow-czy-nią”* (jakiż piękny feminatyw!) – piastująca swoją funkcję przy ministerstwie od 25 lat (!) – wyleciała ze swego stanowiska…
„Zarzucono jej brak współpracy z resortem i działania mające zagrozić programowi szczepień noworodków”!
Sprawa wzbudziła jednak ostrą reakcję m.in. Naczelnej Izby Lekarskiej, która zażądała przywrócenia na stanowisko Pani Profesor. W jej obronie stanął też były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz.
Resort w reakcji na to „zmiękł” i choć stanowisko krajowego konsultanta objął już kto inny, „zaprasza prof. Helwich na rozmowy”.
Kto chociaż trochę interesuje się sprawą szczepień i jest choć w pewnym stopniu świadom daleko idących mankamentów polskiego systemu obowiązkowych szczepień dzieci i młodzieży, doskonale zdaje sobie sprawę, że ta sytuacja to tylko malutki wierzchołek góry lodowej.
Bezpieczeństwo szczepień powszechnie nie jest przestrzegane, badaniami wykluczającymi przeciwwskazania prawie nikt „nie zawraca sobie głowy”; prawie, gdyż jednak zarazem liczba lekarzy, którzy z powodu swojej rzetelności, dbałości o dobro dzieci, a przez to „działanie na niekorzyść systemu szczepień”, mają problemy, nierzadko tracąc prawo do wykonywania zawodu i bynajmniej nie mając wsparcia ani NIL-u, ani ministra (nawet byłego), coraz szybciej rośnie…
Lekarzom nie wolno ani półsłówkiem w jakikolwiek sposób krytycznie odnieść się do istniejącego systemu szczepień czy też wyrazić choćby cienia wątpliwości względem decyzji władz na temat choćby poszerzenia listy obowiązkowych szczepień. By nie mieć kłopotów, muszą co najwyżej milczeć…
A swoją drogą – od stycznia 2027 – do kalendarza (bardzo już rozbudowanego) dojdzie nowe szczepienie obowiązkowe – na HPV. Pomimo licznych protestów społecznych i znanych szerzej poważnych kontrowersji związanych z tą szczepionką, ministerstwo (niezależnie od opcji, która go obsadza) trwa przy obranym – wstecznym, antyeuropejskim (a ostatnio i anty-amerykańskim) – kierunku.
Dwa „przypisy”:
* antyszczepionkowiec (fem. antyszczepionkowczyni) – osoba zabiegająca o dobrowolne i bezpieczne szczepienia dzieci i młodzieży oraz o klarowny, uczciwy, respektujący prawa pacjenta i praworządny system szczepień.
** W „poprawnej politycznie” (choć nie zawsze rzetelnej) Wikipedii wciąż w haśle „Pizzagate” czytamy, że to „teoria spiskowa”, podczas gdy to, co aktualnie oficjalnie wypływa z akt Epsteina nieodparcie przywodzi na myśl zasadnicze elementy tej „gruntownie obalonej” teorii…
Fot. Pixabay.com
Zostaw komentarz