Victor Orbán jest przywódcą wolnego kraju, który jako jedyny w porę zrozumiał kształtujący się mechanizm eurototalitaryzmu.
Prowadzi politykę niezależną od woli Brukseli a Węgry są praktycznie niezależne od nacisków europejskiego establiszmentu.
Bardzo się cieszę z tego, że udzielił ochrony prawnej posłowi Romanowskiemu, którego prawa słusznie uzanał za zagrożone wobec dyktatorskich i przekraczających wszelkie ramy zapędów Tuska, Kierwińskiego i Bodnara.
Jest oczywiste, co poświadczyło liczne grono niezależnych profesorów prawa o zróżnicowanym światopoglądzie, że rząd Tuska już dawno przekroczył granice „falandyzacji” prawa a obecnie metodycznie zmierza w stronę takiej formuły, którą świat zna pod nazwą „reżimu”. Z chwilą ogłoszenia przez ten rząd w drodze uchwały, że nie „nie uznaje” Trybunału Konstytucyjnego już tylko urząd Prezydenta w minimalnym stopniu chroni Polskę przed stoczeniem się w dyktaturę.
Właśnie dlatego nagle pojawił się wniosek o pozbawienie Karola Nawrockiego immunitetu – chodzi po prostu o obsmarowanie kandydata przeciwnego obozu. Nie bez przyczyny Polacy zostali również poinformowani, że wybory prezydenckie mogą się nie odbyć lub niekorzystny dla obozu władzy wynik zostać nieuznany „z przyczyn formalnych”. Rumuński „poligon doświadczalny” pokazał, że taki wariant jest możliwy.
Wszystko dzieje się z cichym przyzwoleniem organów Unii Europejskiej. W ten sposób stworzyły one sobie w Polsce w już w pełni funkcjonalną władzę kompradorską, której przyszłość zależy bezpośrednio od ich woli politycznej. W celu zapewnienia zagranicznej osłony dla ewentualnego zaprzeczenia wynikom wyborczym stworzono właśnie w Starsuburgu komisję polityczną o nazwie „Tarcza Europejskiej Demokracji”, której zadaniem jest dostarczenie opinii potwierdzającej rzekomą zasadność takich antydemokratycznych manipulacji. Jej nazwa jest wzięta wprost z Orwella.
Trzeba to powiedzieć jasno – rząd Donalda Tuska stał się w ten sposób właściwie rządem okupacyjnym rządzonym przez ambitnego figuranta, który przeprowadza w Polsce zamach stanu na rzecz interesu niemieckiego i prowadzi kraj wprost do ruiny. Jeśli tym zaprzańcom uda się w ten czy inny sposób przejąć urząd prezydencki, to kolejnym krokiem będzie obalenie prezesa Glapińskiego, szybkie przyjęcie euro i wyprowadzenie naszych narodowych zapasów złota do Frankfurtu. Nawet jeśli kiedyś uda się tę klikę kiedyś odsunąć od władzy, to Unia nowej władzy nie uzna – będzie ona zawsze „nie dość praworządna”, żeby nam nasze złoto zwrócić. Zauważam, że sformułowanie traktatowe dotyczące kwoty kruszcu monetarnego, jaką centralny bank danego kraju przekazuje do dyspozycji Europejskiego Banku Centralnego nie jest wprost określona. Mowa jest jedynie o „części rezerw”, ale bez wskazania jakiej. Równie dobrze może to być 15% jak 85%. Decyzja jest w gestii prezesa banku narodowego, który nie jest tu niczym związany.
Zatem już teraz ostrzegam – moim zdaniem taki jest plan i jest on konsekwentnie realizowany. Tusk doskonale wie, że rządzi obecnie państwem w sposób mafijny – spójność koalicji jest zapewniona, bo wszyscy partycypańci są „umoczeni” i wiedzą, że utrata władzy będzie dla nich oznaczać bardzo poważne problemy. Dlatego montowany jest „deal” – jak nadejdzie pora, to obecna wierchuszka władzy ucieknie na Zachód, gdzie wcześniej w omówiony wyżej sposób kupi sobie dobre życie i ochronę. Polacy zostaną z „pustą kopertą” i długami – w pełni zależni od woli mocarstw Europy Zachodniej.
Ten plan jest krótkoterminowy – katastrofalne wyniki ekonomiczne i kompletny brak woli rządu, aby na poważnie zająć się gospodarką już w perspektywie obecnej kadencji doprowadzą do wyborczych przewartościowań. Trzeba będzie zatem albo znowu dopuścić się wyborczych manipulacji albo wziąć dupę w troki i uciekać. Tempo zachodzodzących wydarzeń świadczy moim zdaniem bardziej na korzyść tego drugiego. Chodzi o szybki skok na kasę. No chyba, że dojdzie do jakichś wielkich komplikacji międzynarodowych, które pozwolą reżimowi na ogłoszenie stanu wojennego – wówczas grabież Polski potrwa dłużej. Osobiście uważam, że polityczny gangster Tusk będzie do tego zdolny, ale bez dostatecznego pretekstu strzelać do ludzi nie będzie. Takim pretekstem mogłyby stać się jednak jakieś kolejne agresywne działania Rosji. Wówczas wyborów po prostu nie będzie a grabież będzie prowadzona tak długo, jak się da.
Wszystko to przy wciąż znaczącym poparciu części liberalno-lewicowego elektoratu, który zachowuje się tu wręcz fanatycznie i jest pogodzony z wielkimi wyrzeczeniami, byle utrzymać swoją „europejską” tożsamość. Jest to właściwie fanatyzm porównywalny z religijnym. Skoro na elektoracie tym nie zrobiły żadnego wrażenia słowa odsuniętego dopiero co ministra Wieczorka, że obietnica akademików za złotówkę była „bujdą wyborczą”, to elektorat ten „kupi” wszystko. Dla niego kwestie merytoryczne nie mają żadnego znaczenia – chodzi wyłącznie o kwestie tożsamościowe. Nikt nawet nie próbuje rozliczać Tuska ze 100 konkretów. Dla nich wszystkich chodzi wyłącznie o to, żeby „rozwiązać ostatecznie kwestię pisowską”. Eradykacja PiS jest celem jedynym i ostatecznym. Nic innego nie ma żadnego znaczenia. Trawestując słowa niegdysiejszego posła ZChN Henryka Goryszewskiego:
„Nieważne czy bogata czy biedna – ważne, żeby Polska nie była pisowska”.
W słowniku języka polskiego brakuje odpowiedniej nazwy dla tego typu mentalności, ale właśnie na niej żeruje Donald Tusk i taką mentalność stara się hodować. Temu służy desperacka obrona TVN – medium wyspecjalizowanego w takim targetowaniu.
TVN to jest ta nitka, która prowadzi do żmijowego kłębka. Mając takie poparcie, Tusk nie musi się z Polakami liczyć.