Czyli świat z poziomu sutereny, z którym zamieszczone zdjęcie nie ma nic wspólnego
Poznawanie świata i jego obraz, który zostaje potem w mózgu zależy od punktu widzenia. Dosłownie i w przenośni. Inaczej wygląda on ze szczytu góry, a inaczej, z sutereny. A zatem poczytajcie jaki mi się onegdaj jawił z tej ostatniej. W głębokim PRL-u. Świat butów.
Jakieś czterdzieści parę lat temu studiowałem rolnictwo na ówczesnej ATR w Bydgoszczy.
Nie dostałem akademika więc zmuszony byłem mieszkać na stancji.
Te w dobrych punktach, blisko uczelni, były drogie dlatego musiałem szukać w innych rejonach gdzie było taniej.
I znalazłem, w suterenie. I o dziwo wcale nie tak daleko od akademii.
Świat butów
Moja suterena wcale nie była taka zła. Był kibelek, prowizoryczna łazienka, jakaś mini – kuchenka. W pokoju stało łóżko, małe biurko i niewielki stolik za dwoma krzesłami. By podjąć ewentualnych gości lub gościnie. A były takie bom młodzian był wtedy całkiem do rzeczy. Wysoki, blondas, z niebieskimi jak niebo oczyma.
Było w niej tylko jedno okno. Wychodzące na ruchliwą ulicę. A właściwie na chodnik przy niej.
Słońca i nieba przez nie nie wiedziałem.
Zima
Tylko buty, buty i jeszcze raz buty.
W wolnych chwilach, zimą, zgadywałem do kogo mogą należeć bo zdolności poznawcze były zawężone wyłącznie do kostek. W przypadku dzieci, może do kolan. Latem repertuar był ograniczony. Bo albo sandały, albo wietnamskie klapki, albo pepegi.
Był to czas głębokiego PRL więc i buty były takie raczej lichutkie. Takie siermiężne, z PDT-u. Jak cała Polska wtedy.
Siermiężna, zglajszachtowana i brnąca w ślepą uliczkę.
Jeszcze dziewicza i nie dotknięta pożądaniem konsumowania wszystkiego jak leci. Zachodnie produktu, za jakąś grubą kasę, można było nabyć w tzw. komisach.
Dziś ich odpowiedniki zalegają wszelakie second handy.
Najczęściej widywałem buty męskie. Czarne, solidne, na grubej podeszwie.
Należały zapewne do urzędników pobliskich instytucji. Może nauczycieli. Ich właściciele też byli pewnie porządni i solidni. Zdyscyplinowani spieszyli do pracy z drugim śniadaniem w czarnych lub brązowych teczkach ze świńskiej skóry, książkami, materiałami, które opracowywali w domu.
Z czym były te kanapki?
No był to już okres wczesnokartkowy więc może z salcesonem, od „baby” z pobliskiego targowiska. Może z wyrobem seropodobnym, albo ze swojskim smalcem.
Oni sami byli, jak ich buty, produktem swoich czasów. Zuniformizowanych i pozbawionych wszelkiej indywidualności. Wręcz tępiących każdy przejaw indywidualizmu.
Kobiece buty to były, na ogół, tzw. botki. Rzadko skórzane, Najczęściej uszyte z jakieś sztucznej, wodoodpornej tkaniny. Czasami z futerkiem.
Nie powalały kolorystyką.
Najczęściej brązowe, czarne, granatowe i we wszystkich odcieniach szarości.
Należeć mogły do kobiet w każdym wieku bo wtedy prawie wszystkie ubierały się podobnie. Wyboru zbyt dużego nie miały choć polskie wzornictwo w „Modzie Polskiej” stało wówczas na całkiem niezłym poziomie.
I tak jak w przypadku butów męskich, większość z nich była niesamowicie do siebie podobna co pewnie cieszyło tych z Domu Partii w Warszawie.
Tych, którzy się wybijali ponad przeciętność, w dowolnej dziedzinie, po prostu przycinali do tego samego, przez nich określonego poziomu.
Jeśli się pojawiały jakieś lepsze, takie „zachodnie” to pewnie za sprawą mężów wyjeżdżających „na delegację” na wraży Zachód, lub prywaciarzy, których stać było na kupno walut zachodnich od cinkciarzy. Albo tzw. bonów PKO.
Ale takiego obuwia było niewiele.
Po każdej zimie w mojej suterenie czekałem na lato.
Lato
Wtedy widywałem ładne, zgrabne kobiece stopy obute w sandałki. Co za radość wreszcie, każda była inna, niepowtarzalna. Każda inaczej stąpała po ziemi. Jedne lekko, jakby ich właścicielki były puchem. Inne ciężko, prawie, że wbijały swój stempel w ziemi.
Było też o wiele więcej stópek dziecięcych. W malutkich, kolorowych sandałkach lub tenisówkach, które choć białe, można było w domu przefarbować na dowolny kolor.
Latem, świat butów, nie przypominał nieustanie, że żyjemy „za żelazną kurtyną”.
Pozbawieni kolorów, światła i wolności.
Zdjęcie ilustracyjne świadczące o tym, że najlepiej czuję się w klapkach.
Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz