Kolejny raz przeglądam tę pracę, ponieważ zbliża się Boże Narodzenie i czas zdumiewającego efektu luministycznego w Kolegiacie św. Anny w Krakowie. Tej szarady sami nie rozgryziemy – ktoś musi nas wprowadzić w treści ukryte za materią.
Komplikację zakładała zresztą koncepcja pierwotna: zwykły pielgrzym zwracał uwagę na inne sprawy, niż uczeni teologowie, profesorowie Akademii Krakowskiej. Dobrze jednak wiedzieć, że uniwersytecki kościół pełen jest ‘rebusów’ artystycznych, filozoficznych i teologicznych.
W „Depingere fas est. Sebastian Piskorski jako konceptor i prowizor” prof. Michał Kurzej analizuje programy ikonograficzne odsłaniając misterny zapis erudycyjnej opowieści. Wszak uniwersytecka świątynia musiała być zaplanowana inaczej, niż jako bombonierka spowita wdzięcznymi obłokami.
Gdyby Piskorski był Włochem, wiedzielibyśmy o nim więcej; tymczasem urodził się banalnie – w Skawinie. Wychowywał królewiczów, został rektorem Akademii Krakowskiej, był cenionym kaznodzieją. I zajmował się sztuką. Jednak poza garstką specjalistów, nie słyszał o nim niemal nikt. A ja specjalistką nie jestem.
Kiedy w roku 1689 rozpoczęto budowę nowego kościoła, uniwersytet mianował Piskorskiego „konceptorem i prowizorem”. Decydował o kwestiach artystycznych i technicznych, dobierał wykonawców i dbał o finanse. Współcześni nazwali go głównym architektem. Wymyślił świątynię w najdrobniejszych szczegółach. Bryła architektoniczna, rzeźby, sztukaterie, obrazy – mimo różnego autorstwa – harmonijnie ze sobą współgrają.
Nie chodzi jednak tylko o harmonię artystyczną.
Równie istotny jest przekaz treściowy, który jawi się nam jako hermetyczna łamigłówka. Michał Kurzej jest tłumaczem z zapomnianego języka. „Wystrój kościoła św. Anny jest wykładem na temat Mądrości Bożej”, a główne wątki „zostały rozplanowane, zgodnie z logiką kompozycyjną jego architektury i z możliwością wykorzystania naturalnego oświetlenia.”
Piskorski używał światła, jak my kolorowego mazaka – do podkreślenia najważniejszych idei. O ile jednak podkreślenie mazakiem trwa do czasu, kiedy wypłowieje, promienie światła od wieków odkrywają przed nami ukryte znaczenia. Ale tylko kilka dni w roku i w tylko określonych godzinach.
Kto podczas przesilenia zimowego, w czasie liturgicznego Bożego Narodzenia około godz. 13.30 wejdzie do kościoła św. Anny, ten zobaczy światło słoneczne wydobywające z mroku postać anioła w ołtarzu głównym, a chwilę później świetlną aureolę nad postaciami Marii, Jezusa i św. Anny. Po godzinie jasność zniknie.
Poświata zwraca uwagę na Annę tłumaczącą Marii tajemnicę pochodzenia Chrystusa – to nawiązanie do tematu Mądrości Bożej. Nie bez powodu św. Anna była patronką nauczycieli teologii i patronką uniwersyteckiego kościoła. To zaledwie jeden, choć spektakularny, lecz niekoniecznie najważniejszy z wielu rebusów, których znaczenie odkryjemy. Lektura książki jest wielką przygodą.
Wchodzący do Akademickiej Kolegiaty mają wdrukowane w głowy te wszystkie zdania o „perle” architektury. Ale w gruncie rzeczy jesteśmy jak ci prostaczkowie-pielgrzymi, którym nikt nie tłumaczył dlaczego bardzo piękny zresztą kościół miałby być czymś wyjątkowym, ani na czym polega znaczenie poszczególnych rozwiązań.
Najwybitniejsi architekci współczesności potrafią uruchomić potężny efekt estetyczny, lecz na taką wielość symboli, znaków i zakodowanych informacji już nie ma popytu.
Książka jest w wolnym dostępie: trzeba tylko ściągnąć w PDF, link poniżej:
https://ruj.uj.edu.pl/entities/publication/665ec8bd-6be8-4ac0-b514-3cc7f33c1049
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz