Pod koniec ostatniej dekady XX wieku byłem w Rosji i Białorusi kilkakrotnie. Służbowo. Kilka razy w oficjalnych delegacjach państwowych. Oba państwa jakby „nie zauważyły” upadku ZSRR w 1991 roku.

Przypominały skacowanego człowieka, który dopiero co się obudził po wielodniowej libacji i zobaczył wokół siebie: puste butelki po wódce, resztki jedzenia i pogrążonych w pijackim zamroczeniu, współbiesiadników. Poczuł gryzący zapach papierosowego dymu  oraz potu. Woń biedy i beznadziei. Była jednak jedna między nimi różnica. Rosja , za Jelcyna, nie miała jednoczącej, historycznej narracji, która pozwoliłaby się Rosjanom uporać ze spuścizną po sowieckiej historii. Aleksandr Łukaszenka, który w 1994 roku został prezydentem, zafundował swoim rodakom powrót do przeszłości. Wersję sowieckiej władzy z lat 70. kładąc nacisk na: sowieckie symbole narodowe, związki z Rosją, ograniczenie wolności politycznej oraz praw obywatelskich.

Naród potrzebuje dziedzictwa 

Ernest Renan stwierdził w 1882 roku, że przeżywane wspólne chwile, czy to cierpienia czy chwały, są znacznie ważniejsze dla zakorzenienia się pojęcia narodu i jego konsolidacji niż posterunki celne i pilnie strzeżone granice. Dlatego większość przywódców, w różnych krajach, mierząc się z kryzysem państwa, anarchią i rozpadem narodowej tożsamości odwołuje się do takich momentów w historii, które mogą być „mitem założycielskim” nowego społeczeństwa. Francuzi mieli swoje zburzenie Bastylii i Wielką Rewolucję, Amerykanie – „herbatkę w Bostonie”, Polacy – Bitwę Warszawską oraz pogrom bolszewików w 1920 roku. Podobnie było po rozpadzie ZSRR we wszystkich 14 byłych republikach sowieckiego imperium. Z wyjątkiem Rosji właśnie.

Wszystkie musiały się jakoś uporać z komunistyczną bańką, która nagle pękła i trzeba było wypełnić tę pustkę by zbudować narodową tożsamość wokół nowych symboli i haseł. Kraje bałtyckie, którym sowieci odebrali niepodległość dopiero w 1940 roku i w których większość społeczeństwa zawsze była wrogo nastawiona do rosyjskiego okupanta, poradziły sobie z tym najlepiej.

Przeprowadziły dekomunizację i desowietyzację. Już na samym stracie, jako suwerenne państwa, opowiedziały się za członkowstwem w NATO i Unii Europejskiej. Stworzono nowe muzea, w których okupację sowiecką przyrównywano do nazistowskiej. W nowych, etnicznych państwach Azji Środkowej byłe partie komunistyczne, w jeden dzień, dokonały metamorfozy. Przekształciły się w partie: ludowe i demokratyczne w nazwie. Odwołując się do tłamszonego prze lata, przez Moskwę, nacjonalizmu. Starzy, skorumpowani „gensecy” zostawali prezydentami niepodległych już państw budując, rok po roku, swój kult przypominający ten stalinowski. Ich wizerunki, stetryczałych autokratów, przez długie lata zapełniały przestrzeń publiczną by budzić „miłość” narodu.

Komunistyczną zaś spuściznę usunięto dyskretnie. Bez demonizowania jej, ale też i bez nostalgii. 

Upadłe mocarstwo 

Z wizyty w Rosji, w 1996 roku kiedy towarzyszyłem prezydentowi Kwaśniewskiemu jako jego rzecznik prasowy, zapamiętałem , szczególnie mocno, jeden moment. Pijanego prezydenta Jelcyna śpiewającego „ Szła dzieweczka do laseczka” podczas oficjalnej kolacji wydanej na cześć swego gościa. Z prywatnych rozmów z rosyjskimi politykami prowadzonych przy gruzińskim koniaku i cygarach, zapamiętałem, że żaden z nich nie wiedział jakim państwem ma być ta nowa Rosja. Wszyscy jeszcze przeżywali traumę z powodu zakończenia trwającego 74 lata sowieckiego eksperymentu. Oni ZSRR traktowali jak swoją ojczyznę, która w jeden dzień się ulotniła. Wraz z nią odeszła potęga supermocarstwa. Każdego dnia przekonywali się na własnej skórze, że Rosji już nikt na świecie tak nie traktował. Do tego dochodziły problemy wewnętrzne . Gigantyczne korupcja i grabież państwowego majątku przyniosły zapaść gospodarki co z kolei doprowadziło do ogromnego deficytu budżetowego państwa. Nowa Rosja była bankrutem. Nie miała pieniędzy na wypłaty: wynagrodzeń, rent i emerytur, na utrzymanie armii itd. Rosyjskie społeczeństwo znajdowało się w stanie chaosu. W sklepach brakowało towaru, a większość ludzi żyła w biedzie. W przeddzień nowego tysiąclecia Jelcyn ogłosił, że ustępuje ze stanowiska. Pozostawił kraj w stanie skrajnej nędzy, a narodowy majątek w rękach kilku chciwych oligarchów. Na swego następcę wyznaczył byłego podpułkownika KGB, Władymira Putina.

Nowa Rosja Putina 

 Putin  zdawał sobie sprawę, że bieda i podziały społeczne wśród Rosjan były symptomem znacznie poważniejszej choroby, upadku państwa. Zaraz po objęciu władzy napisał obszerny artykuł , w którym skupił się przede wszystkim, na stanie rosyjskiego państwa oraz określił wyzwania stojące przed Rosją. „ Po raz pierwszy w ciągu ostatnich, dwustu, trzystu lat, Rosja stoi w obliczu zagrożenia, że zostanie zdegradowana do drugiej albo nawet trzeciej kategorii światowych mocarstw” i trzeba temu, za wszelka cenę zapobiec – pisał. Rosja musi się odrodzić jako mocarstwo „pierwszej kategorii”. W przemówieniu inauguracyjnym, 7 maja 2000 roku, powiedział jak rozumie swoją misję. –„ Uważam, że moim świętym obowiązkiem jest zjednoczyć naród rosyjski wokół jasno sprecyzowanych zadań i dążeń i w każdej minucie pamiętać o tym, że jesteśmy jednym krajem i jednym narodem”. Tym wydarzeniem, które miało skonsolidować Rosjan było zwycięstwo ZSRR nad nazistowskimi Niemcami w 1945 roku. Pokazać, zwłaszcza młodemu pokoleniu, ze można wygrać nawet mimo przeciwności. Biało-czarna legenda o zwycięskim ZSRR miała też stanowić podwaliny nowej, imperialnej polityki zagranicznej Rosji. Kto się z nią zgadzał był sojusznikiem i przyjacielem, kto oponował, wrogiem. Zgodnie z logiką Putina berlińskie zwycięstwo stanowi fundament współczesnej Rosji. W związku z tym każdy, kto próbuje podważyć bądź osłabić tę wojenną narrację podważa również autorytet samej Rosji. Odnosi się to zwłaszcza do innych narodów i państw, które mają bardzo krytyczny stosunek do „wyzwolenia” przez ZSRR. Przed wszystkim ze względu na pakt Ribbentrop – Mołotow oraz sowiecką  dominację we wschodniej części Europy po zakończeniu wojny. Cel tych działań jest – według Putina – oczywisty. Chodzi o osłabienie potęgi Rosji i jej moralnego autorytetu wraz ze wszystkimi wynikającymi z tego międzynarodowymi, prawnymi konsekwencjami. A do tego Putin, tak długo jak będzie prezydentem, nie dopuści. W 2005 roku, w przeddzień Dnia Zwycięstwa obchodzonego w Rosji 9 maja, państwowa agencja upowszechniła czarno-pomarańczowe  wstążki św. Jerzego jako symbol tamtego zwycięstwa. Te same wstążki zdobiły rosyjskie czołgi wkraczające w…….do Gruzji oraz mundury żołnierzy. A także można było je zauważyć na mundurach „zielonych ludzików” na Krymie i w Donbasie . Tak oto wizja o powrocie do supermocarstwowej ekstraklasy zmaterializowała się w sposób jaki Rosja stosowała od dawna. W podboju i aneksji. Putin nie zna po prostu innego. A nawet jeśli zna, to inne środki uznaje za połowiczne lub zbyt „miękkie”. Siła. To ma być jedyne oblicze Rosji, którą Putin wskrzesił. 

Kameleon Putin

W narracji Putina pojawiała się różne elementy. Raz, powrót do „ tradycyjnych wartości „. W 2000 roku , mówił nawet o przystąpieniu Rosji  do NATO. Innym razem, że Rosja będzie „eurazjatycką potęgą”, pomostem między Wchodem a Zachodem. Nie należy do tych deklaracji przywiązywać większej wagi. Są one częściami przemyślanej strategii mającej jeden cel. Przywróceniu Rosji należytego miejsca na arenie międzynarodowej, które utraciła po upadku ZSRR. Zachód często o tym zapomina i naiwnie wierzy w dobre intencje lokatora Kremla deklarującego chęć porozumienia i współpracy. To tylko i wyłącznie gra. Cel tej gry dla Putina jest jasny, odzyskanie przez Rosję statusu imperium pierwszej kategorii. Jeśli Zachód wycofa swoje sankcje, które nałożył na Rosję po aneksji Krymu, to znaczy, że tej gry nie przejrzał. Jeśli je utrzyma, co – moim zdaniem powinien zrobić – to Putin będzie otwierał kolejne pola konfliktów. Pytanie, w tym wariancie zatem brzmi – kiedy to nastąpi i gdzie . Bo pytanie „ czy?” jest bezprzedmiotowe . Nas w Europie Zachodniej, przed Putinem może tylko uratować zbiorowa solidarność. Idąc na jakiekolwiek ustępstwa na rzecz Rosji w wojnie z Ukrainą otwieramy jej drogę do zgłaszania kolejnych roszczeń zgodnie z porzekadłem – „dziś dasz mu palec, a jutro zażąda całej ręki”. 

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl