Miałem naiwny plan: skończyć szkołę, zdobyć doświadczenie i z czasem wiedzieć, co robię.
Rzeczywistość nie zatwierdziła harmonogramu.
Ledwo oswoję jeden model AI, pojawia się kolejny. Szybszy, sprawniejszy, z subtelną sugestią, że sposób, którego właśnie się nauczyłem, można już pokazywać na lekcjach historii.
Otwieram nową zakładkę. Poprzednich dwudziestu jeszcze nie zamknąłem.
A potem czytam, że naukowcy hodują żywe neurony i łączą je z elektroniką. Powstają eksperymentalne biokomputery wykorzystujące biologiczne komórki do przetwarzania informacji.
Ja jeszcze porządkuję subskrypcje, a technologia zaczyna potrzebować pożywki. Najwyraźniej na biologii też trzeba było uważać.
Śmieję się, ale to tempo potrafi przytłoczyć. Prowadzę projekty, podejmuję decyzje, odpowiadam za efekty. Pomiędzy tym wszystkim uczę się narzędzi, które za chwilę mogą zmienić sposób wykonywania mojej pracy.
Nikt nie daje na to osobnego semestru.
Można przez cały dzień zrobić bardzo dużo, a wieczorem i tak czuć się spóźnionym. Bo ktoś właśnie ogłosił kolejną rewolucję. Oczywiście z dopiskiem: „Jeśli jeszcze tego nie używasz, już przegrywasz”.
Bardzo wspierające. Dziękuję, internecie.
A jednak wracam. Dla tego momentu, kiedy po kilku nieudanych próbach zaczynam rozumieć. Kiedy pomysł, który odkładałem, nagle staje się wykonalny.
Uczę się też wybierać. Której nowości poświęcić wieczór. Którą pominąć. Kiedy zamknąć komputer i dać własnej głowie chwilę na przetworzenie tego wszystkiego.
W szkole czekałem na ostatni dzwonek.
Dzisiaj doceniłbym chociaż przerwę między aktualizacjami.
Też macie wrażenie, że prawdziwa nauka zaczęła się, gdy nikt już nie sprawdzał obecności?
Oskar Minge. Codziennie.
#oskarminge #OskarMingeCodziennie #SztucznaInteligencja #Rozwój #Przyszłość
Zostaw komentarz