Szanowni Państwo, jestem prawnikiem, nie ekonomistą. Odbyłem na Uniwersytecie Warszawskim półroczny fakultet z ekonomii.

Jak się zapewne domyślacie nie jest to ogromna wiedza, uprawniająca mnie do arbitralnego wypowiadania się na tematy ekonomiczne.

Chcę jednak poruszyć dwie kwestie i zrobię to w ramach pytań. Może znajdzie się wśród czytających te słowa ktoś, kto sprawę wyjaśni i może mnie (i paru innych) trochę przy okazji uspokoi.

1. Inflacja

Czy rację ma prezes PFR (zdjęcie poniżej)? Czy ceny w Polsce spadają? Czy po prostu wolniej, ale jednak rosną? Bo spadek cen to przecież nie „dezinflacja” , tylko: deflacja.

2. Zadłużanie Polski

Premier i inni z rządu mówią, że spada relacja długu do PKB, a więc z tym zadłużaniem nie jest tak źle.

To moje pytanie brzmi tak:

Wyobraźmy sobie, że Polska produkuje towary i usługi za kwotę 10 mln zl w danym roku (taki ma PKB) i ma zadłużenie w tym samym roku na 5 mlnzł.

Relacja zadłużenia do PKB Polski to 50 procent.

Przyjmijmy, że inflacja wynosi rocznie 100 procent.

A zatem po roku w liczbach bezwzględnych za te same usługi i towary będziemy musieli zapłacić 20 mln zł.

Czyli patrząc po tym, ile nam pieniędzy w budżecie przybyło, po roku stwierdzamy, że mamy ich o 100 proc. więcej.

W tym samym jednak czasie zaciągnęliśmy jeszcze dodatkowy dług w kwocie 2, 5 mln. zł.

Tak więc robi nam się relacja 20 mln zł do 7,5 mln zł, a to oznacza, że relacja długu do PKB spadła do 38 procent.

Czyli po roku kupujemy wciąż tyle samo, ale za dwa razy więcej pieniędzy, a relacja długu do PKB spadła! Perpetuum mobile?

Przechodząc do pytania, a w zasadzie trzech pytań:

1.
Czy rozumuję prawidłowo (podobne pytanie ktoś już zadał gdzieś na tt)?

2.
Czy w takim układzie (jeżeli rozumuję prawidłowo) wartość polskiego długu realnie spada?

3. Co z zadłużeniem w walutach obcych – czy wobec tego opłaca się utrzymywać wysoką cenę złotówki i jak to może wpłynąć na nasz eksport?