Fałszerstwo w majestacie prawa
Monety składane, czyli fałszerstwa, w których z prawdziwych monet pozostawia się tylko powierzchnię, a wnętrze wypełnia czymś tańszym i bezwartościowym, mogłoby wydawać się problemem dawno zapomnianym. Jednak, gdy spojrzymy na współczesne mechanizmy zarządzania publicznymi pieniędzmi, zauważymy, że w metaforycznym sensie ta metoda ma się całkiem dobrze.
Przyjrzyjmy się dwóm przypadkom, które na pierwszy rzut oka wydają się zbiegiem okoliczności, ale po głębszym namyśle przypominają dwa oblicza tej samej monety.
Ksiądz, Fundusz Sprawiedliwości i lotne brygady
Fundusz Sprawiedliwości – z założenia narzędzie niesienia pomocy ofiarom przemocy i przestępstw – przekazuje księdzu 90 milionów złotych. Ksiądz przeznacza te pieniądze na budowę obiektu, który ma służyć ofiarom. Wszystko jest udokumentowane: faktury, umowy, zdjęcia placów budowy. Jednak zamiast nagrody za inicjatywę, ksiądz trafia do aresztu, podobnie jak urzędniczki, które podpisały dokumenty. Tymczasem politycy, którzy zatwierdzili przekazanie środków, są ścigani przez „lotne brygady” wymiaru sprawiedliwości. Co ciekawe, żadna z tych osób nie usłyszała zarzutów przywłaszczenia pieniędzy. Prawdziwe pytanie brzmi: kto tak naprawdę jest fałszerzem w tej układance?
Orlen, kawa i Jerzy Owsiak
W tym samym czasie Orlen – państwowy gigant – przekazuje 58 milionów z zysków ze sprzedaży kawy a inne państwowe spółki 32 miliony. Razem 90 milionów. Gdy jednak pada pytanie o przejrzystość i rozliczenie tych funduszy, Jerzy Owsiak – lider Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – opuszcza konferencję, nie udzielając odpowiedzi. Wizerunkowo przypomina to monety składane: na zewnątrz błyszcząca powierzchnia dobroczynności, ale co jest w środku? Czy naprawdę mamy pełen obraz sytuacji?
Oba przypadki – jeden schemat
Czy nie mamy tutaj do czynienia z mechanizmem fałszowania publicznego zaufania? W obu przypadkach publiczne środki – czy to z budżetu państwa, czy z państwowych spółek – zostały rozdzielone na cele, które w teorii wydają się szczytne. Jednak sposób zarządzania tymi pieniędzmi oraz brak jasnych odpowiedzi na pytania o rozliczenia sprawiają, że pojawia się pytanie: czy ktokolwiek nad tym panuje?
Fałszowanie monet miało na celu wprowadzenie ludzi w błąd – sprawienie, by wierzyli, że mają do czynienia z czymś o pełnej wartości. Właśnie to samo dzieje się, gdy fundusze publiczne są wykorzystywane w sposób nieprzejrzysty, a odpowiedzialność za nie jest przerzucana niczym gorący kartofel. Na końcu pozostajemy z czymś, co przypomina monetę – błyszczące na zewnątrz, ale wypełnione pustką.
Warto pamiętać, że prawdziwa wartość monety tkwi w jej integralności. Nie wystarczy błyszczący awers i rewers – wnętrze musi być takie samo. Podobnie powinno być z pieniędzmi publicznymi. Fałszowanie zaufania publicznego może mieć tak samo poważne konsekwencje jak fałszowanie monet. W obu przypadkach ofiarami są zwykli ludzie, którzy na końcu dostają mniej, niż im się należy.
Zostaw komentarz