W sejmie nad wszystkim sprawami głosuje się jawnie, by wyborcy wiedzieli jak ich „wybrańcy” działają.

W postepowaniach habilitacyjnych – niemal w 100% jest podobnie,
i to ma plusy. Ponieważ można poprosić osobę głosującą o wyjaśnienie przyjętego stanowiska.

Tymczasem w wielu sprawach głosowanie tajne jest nadużywane, niekiedy bez woli osoby, która chciałaby jednak wiedzieć jak ktoś w jej sprawie zagłosował.

Powinien być obligatoryjny zapis, że tylko w przypadku, gdy osoba, której sprawa ta bezpośrednio dotyczy, zażąda tajnego głosowania, takie głosowanie się przeprowadza. Oczywiście istnieje tu ryzyko zwane strachem.

Ale są sprawy, które muszą być głosowane jawnie, nawet w jakimś stopniu personalne.

Tak np. powinno być w przypadku głosowań Rad Uczelni nad wskazaniem kandydatów na kandydata na rektora (taka jest frazeologia). Przecież dochodzi tu do sytuacji wręcz patologicznych, a ja powiedziałbym, że kryminalnych.

Przykładowo na danej uczelni jest mocny kandydat opozycyjny, ale skład Rady Uczelni został wybrany na wskutek wskazania urzędującego i też kandydującego rektora. Jest niema pewne, że wskazani przez niego członkowie Rady Uczelni zablokują kandydaturę mocnego przeciwnika. I obecny wiceminister nauki prof. Maciej Gdula, krytykujący ustawę Gowina, jako jedną z pierwszych zmian tę zmianę o odpowiedzialności członków rad uczelni przed środowiskiem akademickim tej uczelni powinien wprowadzić, a nie kwękać i jękać, że nic nie może. Takich bmw już dość mieliśmy i najlepiej, żeby Gdula jak najszybciej do Brukseli się wyniósł, jeśli nic nie może.

Obraz Thor Deichmann z Pixabay

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.