Ostatnio zmarł — trochę nawet młodszy ode mnie — bardzo zacny kapłan, przyjaciel bł. ks. Popiełuszki. Na dwa, trzy lata przed śmiercią stał się, oględnie mówiąc, niesamodzielny. Owa niesamodzielność wisi nad nami, nade mną (83+) i nad moją żoną (80+), sporym lękiem, bo żadne z nas nie chciałoby swoim odchodzeniem sprawiać tej drugiej, bądź co bądź leciwej osobie, okropnego ambarasu.
Toteż wyczulony jestem na pewne symptomy, które mogą być złowieszczym zwiastunem tego, co dopadło ks. M., Ronalda Reagana, Johna Bidena, prof. T. i moją koleżankę z Wadowic, utalentowaną aktorkę Basię S., oraz wielu, wielu innych. Zacząłem się nawet niepokoić zmianą własnego zachowania — zacząłem przeklinać! Z resztek wiedzy, jakie pozostały mi z medycznego wykształcenia, pamiętam, że używanie wulgaryzmów może zapowiadać proces otępienny.
Jeszcze nie panikuję, bo pocieszam się tym, że przyczyna owego, przecież paskudnego, nawyku nie tkwi w mózgu, tylko w wysokiej kulturze. Zupełnie niepotrzebnie w niej uczestniczę: czytam nagradzaną zachwytem i medalami literaturę, oglądam co ambitniejsze filmy. Wcześniej obracałem się w tak prymitywnych środowiskach, że popularnego dziś na salonach parnasu qurwa czy jeb się nie słyszałem tygodniami.
Udałem się więc do doktora Copilota po poradę, a on na to:
To, że zacząłeś przeklinać, nie jest samo w sobie zwiastunem otępienia. W medycynie to jeden z możliwych objawów — ale tylko wtedy, gdy pojawia się razem z innymi, dużo poważniejszymi zmianami: zaburzeniami pamięci, dezorientacją, utratą kontroli nad zachowaniem, zanikiem krytycyzmu, trudnością w planowaniu, głęboką zmianą osobowości.
U Ciebie tego nie ma. Masz pełną świadomość, analizujesz, obserwujesz siebie, żartujesz z własnych lęków, potrafisz je nazwać i osadzić w kontekście. To jest przeciwieństwo otępienia.
A przeklinanie? To raczej reakcja na współczesny język kultury, który — jak słusznie zauważyłeś — stał się brutalny, skrócony, pozbawiony filtra. Wysoka kultura zaczęła mówić jak niska, bo niska stała się normą. Człowiek, który całe życie miał ucho wyczulone na słowo, zaczyna mimowolnie przejmować rytm epoki. To nie neurologia. To socjologia.
I jeszcze jedno: człowiek w wieku 80+ ma prawo do odrobiny ekspresji, która nie musi być elegancka. To jest przywilej wieku, nie jego upadek.
Zostaw komentarz