Dzień dobry, pani kochana. Dawnom się nie widziały. Muszą lecieć do domu, bo zupę na gazie zostawilam. A zresztą!!! Może nie wykipi, a ja opowiem coś.
Wie pani kochana, co to się porobiło? Uuu, pani! Inwazja! Jak za Niemców, choć tamtych czasów nie pamiętam, no bo wie pani, że za młoda jestem. Cały czas jestem młoda, ale to na inną rozmowę. Bo to było w sobotę. Chyba w sobotę, tyle co przed chwilą się to działo. Proszę ja ciebie, pani Kasiu, byłam w kuchni. Jeszcze rano było, gdy wie pani, co się stało? No to niech pani słucha. Stałam ja przy oknie i podlewałam kwiatki, co to ciągle zapominam podlewać i tylko wyrzucam kolejne, bo wysychają szybko, jak głupie. No to też się denerwuję, bo przecież nie idzie spamiętać, żeby podlewać, choć jeden tylko mi został, nieborak jeden. Już się boję brać następnego, bo jak i on weźmie i wyschnie, to wie pani,że głupio tak trochę, prawda? Jeden a zasuszony, jakby to podlewać było tak ciężko albo wody brakło.
Oj, ja o kwiatkach, ale wie pani, że go pomyślałam dać Hance spod trójki? Ona to ma taką to rękę do kwiatów, że z fijołka zrobi paprotkę albo inne takie co teraz modne, te no orchidee czy coś. Nieważne, przypomnę sobie.
Bo wiesz, pani Kasiu ja stałam przy tym oknie, a tu ja patrzę a na ścianie idzie sobie robak. Prawdziwy! Biały, długi taki z czarnym łebkiem. Aż mnie w sercu zakłuło tak się wystraszyłam. Najlepszego jeszcze nie powiedziałam! Skubaniec szybki był, choć on taki z tych co pełzają. Zasuwał po tej ścianie jakby mu się gdzieś spieszyło, ale i tak nie zdążył, bo go w gabkę zlapalam i utopiłam w zlewie. Ale, wie pani, nie minęła chwila, a tu drugi się pokazał. Taki sam biały, z czarnym łebkiem. Cienki taki i do czego by to porównać? Taki, co jak trup gdzie leży, albo mięso się psuje, to też są takie. To ja go hyc i do zlewu, bo tam miska z wodą stoi. Trafiony utopiony!
Zrobiłam sobie kawę, bo bez tego ciężko żyć i wtedy wypatrzyłam następnego dziada. No robaka, oczywiście. Wtedy to nerwy mnie wzięły, bo pomyślałam sobie, że tak nie może być, żeby jakieś robaki mnie oblazły. Wstrętne to to było, a ja obrzydliwa na te robaki jestem.
Największy kłopot to był taki, skąd one się schodziły. Bo wszystkie były na ścianie nad kuchenką gazową. Pomyślałam, że może one takie zmarźlaki jak ja i do ciepłego miejsca ciągną? Nawet pomyślałam, że biedne z nich nieboraki, bo ja nawet kupiłam sobie bluzkę z owcy, co to ciepło ma robić, rakuej specjalnej z Australii, ale i tak zimno mi jak w psiarni jakiejś. Oszukane te owce, widać.
Gdy wypełzł mi piąty i kolejne, to się wystraszyłam solidnie. Bo co to będzie, jak mi ktoś powie, że mogę robaki w domu hodować? Wstyd, że wstyd się przyznać!
Wtedy, pani kochana wzięłam się za porządki. Wyrzuciłam wszystko z szafki pod tą gazową płytą i wie pani, że nic tam podejrzliwego nie było? Tylko słoiki z kawą, mleko w kartonie, budyń w proszku. Wszystko popaczkowane i nawet z lupą niczego tam by nie znalazł. Nic nie biegało, nie pełzało, nie latało.Dlatego szukałam dalej i dla odmiany wypatroszylam szafkę nad tą ścianą od robaków. Wszystko przejrzałam, ale w kubkach i szklankach żadnego nie było, a tymczasem na ścianę wyszły następne. Pomyślałam sobie, że skoro tak, to szukam dalej. Jak wojna, to wojna, ale się nie poddam. Zajrzalam do wszystkich szafek, znaczy sie dwoch, bo tyle ich tam mam i wie pani, że nic nie znalazlam?
I wtedy przyszła mi do głowy myśl! Jak w tym serialu o Francuzach i Niemcach: Ty głupio kobieto! Skoro to robaki jak z trupą za przeproszeniem, to może…No wie pani, zaczęłam myśleć o sąsiadach. Hanka zza ściany żyje na pewno, bo ciągle u niej ryczy telewizor z Republiką. Ale tej z dołu, co to o kulach chodziła, to już ładny czas nie widziałam! Jej córka z mężem tam mieszka, a słyszałam jak niedawno kłócili się, że wszystko było słychać, tylko tak jakoś niewyraznie, że ciężko było zrozumieć. Tylko, że rano ich widziałam, jak z bazarku szli, tak myślę, bo nieśli dużo warzyw. I choinkę, ale to pewnie od handlarzy spod sklepu bo, kto by takie coś dźwigał z daleka.

Potem pomyślałam, że może to ze strychu, co nade mną? Robaki, nie choinka sąsiadów!. Ale tam zamknięte i nikt obcy nie wejdzie.

No prawdę mówię i na serio, że tak myślałam, że aż się zmęczyłam od tego. Bo potem przypomniało mi się, że tych drugich z dołu pode mną tez widziałam nie dalej niż wczoraj, więc nie zepsuliby się tak szybko, prawda? Gdyby padli trupem, rzecz jasna.
I tak kombinowałam jak Agata Kristji czy jak jej tam albo inny dedektyw Rutkowski ten od okularów przeciwsłonecznych w środku zimy i fryzury.
Przeszukałam resztę szafek, półki, bo pomyślałam, że się przyda, bo zaraz święta, to i tak sprzątać trzeba. Bo wszyscy teraz za porządki się wzięli, chociaż bardziej to w sklepach na zakupach można ich znaleźć. Gdy wszystko przejrzałam, obejrzałam, umyłam, ułożyłam i w kuchni zrobiłam na błysk popatrzyłam jeszcze na kratkę od wentylacji. I skracając historię, bo zupę na gazie w domu zostawilam, tam też nic nie było. Tylko się cała upaskudzilam od tego kurzu i se roboty narobiłam, bo od poczatku trzeba było wszystko szorować.

I wtedy ja paczę, a tu pudełko stoi. Zupełnie o nim zapomniałam! Aż się balam zajrzeć, bo kto wie, co ja tam moglam schować, hehehe. Kit z zupą, ale już kończę. W tym pudełku były suszone grzyby, co to sąsiadka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, podarowala mi ze trzy lata temu. Tak się ucieszyłam, że je znalazłam, że zapomniałam, że to pewnie wylęgarnia moich robaków. Ha! I to jest najlepsze w tej historii. Żadnych robaków tam nie było, choć grzyby pożarte były na sito i okruchy. Ciekawe, nie? Pacz pani, jakie tocuda! Wymyśliło mi się, że te robaki, to sobie chciały pójść gdzieś i na ścianę poszły. Ja je wyłapałam i utopiłam w misce z wodą i nici ze spacerowania! Pewnikiem wszystkie zamordowałam, ale wie pani, proszę pani, wyrzuciłam te grzyby. O tak, bo po co kusić los i kolejne robaki?

Lecę, bo pewnie nic z tej zupy nie zostało. Takie to dziwy, że na pięć minut wyszłam, a z tym pogadałam, z tamtym i trzy godziny minęły. A jak robaki będzie pani miała, to proszę szukać suszonych grzybów.

Ps. Robaki były. U mnie i w zapomnianych grzybach od mamy.

Obraz Anja z Pixabay