Z jednej strony, od Limanowskiego do parku wchodzi się w zasadzie bez schodów, ale już niecałe 100 metrów dalej, od strony Regera trzeba pokonać kilka dobrych stopni, żeby wyjść z parku. Wszystkiemu winne jest nadzwyczajne przechylenie kuli ziemskiej właśnie na tym, pozornie tak niewielkim odcinku. Tu też nie działają do końca prawa grawitacji. Ponadto osobom przechodzącym przez park przestawiają się zegarki na zupełnie abstrakcyjne godziny. Ale po wyjściu z parku powracają do normalnego funkcjonowania.

– Te schody są bardzo potrzebne – powiedział uśmiechnięty stary Rumun głaszcząc swoją zminiaturyzowaną owcę, pozostając od wczesnego rana pod wpływem alkoholu. – One są bardzo potrzebne – powtórzył i obrócił się do mnie plecami unosząc w górę dwie ręce. Przybrał wówczas wygląd szamana odprawiającego jakieś tajemnicze modły.

– Dlaczego? – zapytałem.

– Żeby wypłaszczać kulę ziemską. Cała ludzkość od początku swojego istnienia czyni wielorakie starania celem wypłaszczenia Ziemi. Mało to już ludzi odpadło z niej w nicość jak się przekręcała? Mało to domów stawało na dachu? To wszystko przez tą cholerną kulistość i cykliczność. Ale to się w końcu jakoś wyprostuje – powiedział stary Rumun.

– Ale czy tych kilka schodków ma w tej perspektywie jakieś znaczenie? – zapytałem starego Rumuna jak już rozłożył się w swoim legowisku i pozwolił swojej owcy najeść się trawy.

– Zapytaj pan Węgra bez nogi co się ostatnio koncertowo zwalił z tych schodów. I klął jak szewc, na szczęście tylko po węgiersku. Gdyby nie palinka, niechybnie by się połamał. Chciałem pomóc mu wstać, ale odmówił, bo jako Wielkowęgier z Rumunami nie chce mieć nic do czynienia – powiedział. Potem zupełnie już pijany majaczył mi, że te schody przypominają mu utracone Karpaty. Ale co on wie o Karpatach, naszych rumuńskich górach? – westchnął stary Rumun.

– A może by nieco przechylić Park Pokoju i wypłaszczyć schody do ulicy Regera? – zaproponowałem. Tam się ziemi dosypie, tam odejmie i się wyrówna.

– Ale wyrówna do czego? – zapytał stary Rumun. Do poziomu tego, co lokalne? Tu trzeba myśleć globalistycznie. Tych kilka schodów w górę oznacza kilka mniej schodów w dół dla tych parków w Azji czy Afryce, które toną w beznadziei. I które jeszcze dzięki nim nie zatonęły. I fizycznie, i mentalnie.

– Te schody są i mi potrzebne – wtrącił nagle Węgier bez nogi, wprawiając w zdumienie starego Rumuna. Gdyż albowiem na nich opiera się moje wysokogórskie myślenie i nadzieje na restytucję Królestwa Węgier.

– Ale bez Transylwanii chyba? – odburknął stary Rumun. Tam już nie macie czego szukać. Granice zostały raz na zawsze wytyczone. I nie Kolozsvar lecz Cluj-Napoca, tak teraz się mówi. Nie Erdély lecz Transilvania – wbij to sobie do głowy. – krzyczał wyraźnie poddenerowany stary Rumun. – Nie ma już powrotu do przeszłości, do wyimaginowanej wielkości, no chyba że chodzi o Wielką Rumunię – rozmarzył się stary Rumun.

– Dobrze, już dobrze – powiedział Węgier bez nogi. Znamy proporcje, wiemy, że was Rumunów, Słowaków i Serbów jest kilka razy więcej niż nas nieszczęsnych, pogubionych we własnych traumach Węgrów. Wiem, że nie damy rady. Ale mimo to nie zabraniajcie mi widzenia w tych schodach Karpat jako naturalnego oparcia dla Wielkich Węgier.

– Co się w myślach wydarza, to pana prywatna sprawa – odburknął stary Rumun i ostentacyjnie kilka razy wszedł i zszedł ze schodów w swoim reprezentacyjnym uniformie. Munții Carpați – szeptał wyraźnie zadowolony. Moldoveanu şi Negoiu – powtarzał.

I tym oto sposobem nie doszło do wypłaszczenia Parku Pokoju.