Ciepły wieczór pierwszego listopada, wyjście na cmentarz, zjawiskowe widowisko tysięcy migotających płomyków i towarzyszący temu całkiem miły zapach rozgrzanej parafiny. Tak było kiedyś.
Obecnie krążeniu pomiędzy grobami towarzyszy smród. Duszący, gryzący w gardle, wręcz odstraszający smród dymiącego plastiku, czy może czegoś innego.
Rocznie produkuje się w Polsce około 300 milionów zniczy…
Każdy grobowiec to średnio 3-9 kg odpadów po jednym listopadowym święcie…
A teraz kilka zdań o recyklingu. Aby ten proces odbywał się prawidłowo należy odpady podzielić na kilka grup, pamiętając jednak o śmieciach „trudnych”. Tak więc do recyklingu nie nadają się odpady zatłuszczone, brudne, czy też niektóre twory składające się z różnych komponentów.

I tu mam pytanie co z milionami plastikowych wkładów do zniczy?
Praktycznie każdy jest ubrudzony, oblepiony owym woskiem, czy parafiną. Z tego wynika (potwierdza to również internet), że mamy wielki śmieciowy problem, wkłady nie nadają się do recyklingu. Wszak znicz produkowany jest w dużej mierze z innych odpadów, ale sam w późniejszym swym losie w małym stopniu wraca do przerobu.
Szklane znicze niestety nie nadają się już dalej do niczego.
Co ciekawe, a raczej tragiczne, że nad cmentarzami w te dni unosi się ogromna ilość benzenu, środka silnie rakotwórczego i atakującego nasz układ odpornościowy. Do organizmu dostaje się poprzez układ oddechowy i działa prawie natychmiast.






Zostaw komentarz