Dawno nie byłem tak szczęśliwy, wypoczęty i zdrowy jak przez ten tydzień. Spędziłem ten czas ze swoimi dziećmi w pięknym miejscu, nad Morzem Śródziemnym, mając możliwość ich lepszego poznania. Doskonały hotel, wyborna kuchnia, słońce i palmy, oraz cała plejada różnych rozrywek, a do tego te urocze koty, przekonały mnie do tego, że istnieją Himalaje zadowolenia z życia. Na swój sposób rozmawiałem o tym z tym kotem, który spał na moim łóżku. To nie był przypadek. Bynajmniej.
Doszedłem na swój sposób do ściany. Ale to nie była ściana, tylko kołowrotek, korkociąg. Tylko ja znalazłem w nim szczelinę. Ściana byłaby lepsza, bo zderzenie z rzeczywistością bardziej oczywiste. Kołowrotek przesuwa ścianę w nieskończoność. A człowiek staje się myszą. To ściana jednocześnie boli, ale i wyzwala.
Uznałem, że mam wreszcie coś zrobić dla siebie i nie kosztem siebie. Do tej pory bowiem pracowałem na najbliższych, ale nie dopuszczałem myśli, że z owoców tej pracy też mogę korzystać. Powody tego myślenia to osobny temat.
Zrobić coś dla siebie, ale nieegostycznie. Bo po to, by mieć siłę być dla innych.
Fajny był to czas spędzony w śródziemorskim słońcu, w cieniu palm i otoczeniu osmańskich kotełów.
Na pewno powtórzę ten zabieg jeśli Bóg da!
Zostaw komentarz