Kilka słów uzupełniających mój poprzedni tekst (czytaj) przedstawiający analizę stanu ukraińskiego społeczeństwa. Piszę go w odpowiedzi na niektóre tezy, które powtarzają się w komentarzach do tego tekstu.
Przede wszystkim, myślę, że wiele osób nieprawidłowo traktuje wynik badań opinii publicznej dotyczących gotowości Ukraińców do ustępstw wobec Rosjan. Bo widzę, że niektórzy czytelnicy odebrali to jako potwierdzenie bezwarunkowej gotowości Ukraińców walczyć do końca o wszystkie swoje ziemie. Tak nie jest. Myślę, że brakuje wśród tych pytań zadawanych Ukraińcom, pytania odnośnie ceny za odzyskanie tych utraconych terenów i gdyby takie pytanie się pojawiło to wynik byłby już zupełnie inny. Nie ma tutaj żadnej sprzeczności. Taki wynik oznacza tylko tyle, że Ukraińcy nie wierzą by można było o czymkolwiek dogadać się z Rosjanami więc kapitulacja nie wchodzi w grę, a żadna opcja oddania terenów za pokój po prostu nie istnieje. Ukraińcy nie są idiotami. Oni już dyskutowali po 2014 roku o tym, czy warto oddać Rosji połowę Donbasu i Krym za pokój. Rosja zaatakowała znów i chciała już całej Ukrainy. Więc drugi raz, ciężko jest wmówić Ukraińcom, że oddanie 10% terytorium kraju nie załatwiło problemu, a 20% załatwi. Z tego punktu widzenia zmęczenie wojną jest realne i z czasem ono może doprowadzić do sytuacji, w której Ukraińcy zdecydują, że już ich nie stać na odbicie tych terenów siłą i że nie chcą przelewać za Donbas i Krym krew swoich żołnierzy. Ale razem z tym, to zupełnie nie oznacza, że ci ludzie rozejdą się po domach i losy kraju będą im obojętne. Tak jak pisałem w poprzednim tekstu, tu Rosjanie sami postawili sprawę jasno i uświadomili Ukraińcom, że cena za porażkę jest nie tylko utrata niepodległości ale i utrata tożsamości narodowej. To jest po prostu za wysoka cena. I oni nie wierzą, że Rosja chce czegoś mniej niż całej Ukrainy. Rosjanie mogą negocjować o tym czy oni dostaną 100% Ukrainy odrazy czy w 5 ratach po 20%. I tylko o to im chodzi. Takie jest przekonanie tego społeczeństwa w którym ich Rosjanie sami utwierdzili. Dlatego oni staną w miejscu, wkopią się w ziemię i będą dalej się bronić ile będą mogli. Nie będzie żadnego załamania i nie rozejdą się po domach mimo zmęczenia.
Poza tym, argument, że korupcja rozbija ich morale i oni w końcu mogą uznać, że nie ma sensu bić się za skorumpowaną elitę i oligarchów, nie działa. I wyniki wszystkich badań od 2014 roku o tym świadczą. Ukraina była, jest i jeszcze przez dłuższy czas będzie krajem skorumpowanym i zoligarchizowanym. To są problemy systemowe, które nie da się przezwyciężyć szybko. Gdyby Ukraińcy w ten sposób myśleli, to nie podjęliby się wyzwania i nie stawiali by masowo oporu Rosjanom kiedy wybuchła wojna. Rosjanie wykorzystywali przecież ten argument jako broń w wojnie psychologicznej. No bo stanem na początek 2022 roku te wszystkie problemy na Ukrainie istniały i Ukraińcy świetnie sobie z nich zdawali sprawę. Mimo to zmobilizowali się w obronie ojczyzny. O czym to świadczy? O tym że motywacja tam leży w przestrzeni poza polityczną. Nie walczyli od początku o kraj, który daje im dobre życie i dobrobyt. Nie walczyli o lubianych przez naród świetnych przywódców. Na Ukrainie mamy do czynienia z procesem klarowania się nowej tożsamości narodowej i jeżeli prześledzimy historię, wszystkie narody, które ten proces przechodziły nie mieli w tamtych czasach łatwego wygodnego życia. To jest motywacja w stylu „walczymy o możliwość zbudowania kraju bez korupcji i oligarchatu w przyszłości”, a nie walki o kraj, który już nam tego nie dał, więc nie ma sensu poświęcać się dla niego. Ja rozumiem, że dla wielu ludzi w Polsce jest to trudne do zrozumienia bo wydaje się, że jest to dość archaiczne podejście. Mamy w modzie teraz indywidualizm i życie jednostki jest święte. Wielu w Polsce uważa, że ten kraj im niewiele dał, więc nie ma sensu dla niego nic poświęcić. No ale to już jest wolny wybór każdego. A Ukraińcy tutaj rzeczywiście prezentują takie XIX wieczne w dużej mierze podejście do sprawy. Z epoki młodych nacjonalizmów.
W kwestii mobilizacji, niechęć wielu młodych Ukraińców i unikanie mobilizacji, to są naturalne zjawiska, które można spotkać w każdej wojnie o podobnej intensywności trwającej wiele lat. Samo w sobie to o niczym nie świadczy pod warunkiem, że społeczeństwo ogółem uznaje wojnę za sprawiedliwą, a Ukraińcy bez wątpienia za taką ją uznają. Ktoś ucieknie, ktoś z niechęcią ale stawi się do wojska po otrzymaniu wezwania. Ochotników rzeczywiście niewiele zostało na drugim roku. Nie warto wykorzystywać ten argument, jako potwierdzenie tego, że „nie jest różowo”. No bo nie jest różowo i nie było od początku. Osoby które tak aktywnie walczą z „pro ukraińską propagandą” w tym kontekście są dla mnie rodzajem Don Kichotów walczących z wiatrakami. Nie jest ani źle ani dobrze. Walka trwa i potrwa jeszcze długo. O tym był mój poprzedni tekst. To, że są problemy nie oznacza, że społeczeństwo ukraińskie nie ma motywacji stawiać dalej opór czy się załamie. Pomiędzy tymi skrajnościami jest długi dystans. A Rosja nie ma żadnych przyczyn by darować Ukrainie pokój, więc po prostu nie daje wyboru Ukraińcom. Nie ma żadnej alternatywy tutaj. Nie ma możliwości zmusić Ukrainę do ustępstw, dlatego, że Rosja nie chce ustępstw, ona chce całości. Możemy zobaczyć z czasem zawieszenie broni i wojnę małej intensywności. Ale nie zobaczymy pokoju. I Ukraińcy z pewnością podejmą się wyzwania walki na wyczerpanie z Rosją nawet z perspektywą ją przegrać, dlatego, że po prostu nie widzą innej opcji. Nikt im nie proponuje alternatywy, oprócz tej bardzo złej dla nich.
______________________________________________________________
Komentarz dla chętnych wesprzeć moją publicystykę :
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews
Zostaw komentarz