Czyli jak Nawrocki z mocy swego urzędu o….ł dziennikarza.
Prezydent też człowiek i mogą puścić mu nerwy. Z drugiej strony, jak nie chce odpowiadać na pytania dziennikarza, to ma prawo tego nie robić. Rzecz jednak w tym, że głowę państwa obowiązuje zasada „noblesse oblige” bo patrzą na niego obywatele i często się na nim wzorują.
O…lenie dziennikarza TVN przypominało kibolską odzywkę.
Nacechowane było agresją i chamstwem.
A już zwrot, że „mówi do niego prezydent” i dlatego ma mu wierzyć, to już szczyt bezczelności.
Bo ile razy to Nawrocki, czy to w kampanii wyborczej, czy już po zaprzysiężeniu łgał opinii publicznej w żywe oczy.
Jak jego kumpel, Trump.
Nie ma bowiem głupich pytań, są durne odpowiedzi i zachowania.
Jak to, które obejrzeliśmy w telewizji.
Poza tym, już z profesjonalnego punktu widzenia, od trudnych pytań są rzecznicy.
A ten, stał obok Nawrockiego, na podium.
To do nich należy brać na klatę niewygodne pytania i opierdalał (często) dziennikarzy.
Są swego rodzaju, piorunochronem, chroniącym szefa/szefową przed piorunami.
Czasami, w chwilach zmęczenia czy zdenerwowania opada z człowieka maska i pojawia się jego prawdziwe oblicze.
W opisanym przypadku, była to kibolska gęba, która jest być może, prawdziwą twarzą Nawrockiego.
Zostaw komentarz