Jezus był zwykłym stolarzem. Robił krzesła, stoły i inne urządzenia. A potem dopiero zaczął nauczać. Na początek, żeby utrudnić sobie pracę, wziął na uczniów najgorszych ćwoków z okolicy, którzy niczego nie rozumieli. Nie powołał uczonych w piśmie, ale zwykłych rybaków, i to takich którzy bali się wypływać na głębię (czytaj: 100 metrów od linii brzegowej). Efekt tego był taki, że nawet po jego śmierci część uczniów nie rozumiała co się wydarzyło, mamrocząc pod nosem „A Myśmy spodziewali się…”.

Chrystus powołał zwykłych ćwoków, nie inteligentów. Nie dlatego, że miał w pogardzie ówczesne elity, bo przecież poprosił Zacheusza o gościnę w jego domu… I wielu innych inteligentów oczyścił z pychy i samozadowolenia. To ówczesne elity miały Go w pogardzie.

Ja jestem tym faryzeuszem, którego dotknął Chrystus. Jestem tym zarozumiałym, któremu wydaje się, że ma rację. Chętnie oskarżam i karzę. I to nie jest dobre, bo stanowi jedynie alibi dla zajęcia się sobą. Wciąż nie dorastam do Jego Miłości. Błądzę, ale wiem, że On mnie wreszcie wyprowadzi, bo ma swój plan dla mnie. Nie zostawi mnie. On mnie już dotknął…

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.