Podczas szkolnej przerwy świątecznej odrabiałem zaległości czytelnicze. Niektóre spóznione o lat kilkanaście, jak w przypadku biografii Kapuścińskiego, inne o lat kilka, jak biografia Baumana pt. „Wygnaniec”. Obydwie książki autorstwa A. Domosławskiego czytałem symultanicznie i anachronicznie.

Najpierw skończyłem „Wygnańca”, potem „Kapuścińskiego non –fiction”. Te dwa dzieła wzbudziły w swoim czasie wielkie namiętności i dyskusje wśród czytelników. Czytane po latach, wciąż zdolne są rozpalać emocje. Każda z lektur liczy ponad 800 stron i swoje waży. To klasyczne cegły, a gdybym chciał być złośliwy, napisałbym – pustaki, ale tak nie napiszę, bo książki Domosławskiego są dobre, chociaż ta o Kapuścińskim lepsza.

Mimo, że metoda służąca autorowi przy pisaniu obydwu biografii była podobna, to efekty są różne. Biograf potraktował Kapuścińskiego obiektywnie i bez taryfy ulgowej. W Baumanie autor się zakochał i usprawiedliwia wszystko, jak leci.

Domosławski malował Kapuścińskiego realistycznie, Baumana na kolanach. Biografia Baumana to hagiografia, biografia Kapuścińskiego – obrazoburstwo. Domosławski serwuje Kapustę w sosie własnym i epoki z empatią, ale bez osłonek. Opisuje jego życie zawodowe i prywatne w blaskach i cieniach. Pokazuje, jak wielki reporter korzystał z łask partyjnych protektorów, jak został tajnym agentem, ile razy zdradził żonę i dlaczego stracił córkę. Biograf nie ocenia i nie usiłuje wytłumaczyć za wszelką cenę wątpliwych momentów w życiu autora „Hebanu”. Zaś Baumana rozgrzesza totalnie.

Domosławski napisał socjologowi uniwersalne usprawiedliwienie na wszystko. To usprawiedliwienie nazywa się – antysemityzm. Biograf każdy nietrafny moralnie wybór naukowca uzasadnia antysemicką traumą z dzieciństwa, wzmocnioną hańbą polskiego marca 68 roku. – Zaczyna tak:

„1 września 1938 roku mały Zygmuś wchodzi do klasy w nowej szkole. Nagle spada na niego lawina kuksańców i kopniaków… Napastnicy zaciągają go do ławki w ostatnim rzędzie i pouczają: Tu jest twoje miejsce, ty Żydzie, i ani się waż szukać lepszego!”

Tym dramatycznym wydarzeniom biograf podporządkuje całe pózniejsze życie naukowca. Antysemicka trauma miała usprawiedliwiać:

1. Przynależność i sprawowanie funkcji przewodniczącego Komsomołu oraz aktywną pracę na rzecz organizacji podczas pobytu Zygmunta w sowieckim liceum.

2. Służbę w oddziałach moskiewskiej milicji.

3. Służbę i karierę zawodową w formacjach KBW, które brały udział w zwalczaniu antykomunistycznej partyzantki.

4. Agenturalną działalność w strukturach Informacji Wojskowej, gdzie Bauman pracował pod pseudonimem „Semjon”

5. Prześladowania niemarksistowskich profesorów i niszczenie dorobku polskiej socjologii uniwersyteckiej w latach pięćdziesiątych.

6. Brak akceptacji „Solidarności” i poparcie udzielone Jaruzelskiemu po ogłoszeniu stanu wojennego.
W moim mniemaniu, autor biografii niepotrzebnie obraca wytrychem antysemityzmu na wszystkie strony, chcąc wybielić bohatera. Jasne jest, że antysemickie doświadczenia były w życiu polskiego naukowca ważne. I że trauma getta ławkowego wzmocniona wydarzeniami 1968 roku odcisnęły na życiu i psychice Baumana palące piętno. Ale to nie usprawiedliwia wszystkich jego postępków.

Niektóre wybory polityczno-moralne socjologa są nie do obrony z dzisiejszego punktu widzenia. A Domosławski chce bronić swojego bohatera za wszelką cenę. Jego prawo, bo to jego bohater, ale ja tego nie kupuję.

Na koniec pragnę przeprosić Znajomych, że serwuje odgrzewane kotlety. Ale pomocniczy już taki jest. Ma coś z nauczyciela, coś z hochsztaplera i trochu z kelnera. A tak naprawdę, to zwykła ciura szkolno-internetowa, która chce brylować.

Autor: Marek Szarek