Taki jest wymiar roczny instrumentu finansowego, za pomocą którego pani Rosario Silva de Lapuerta postanowiła przymusić nas do wypełnienia swojego widzimisię.

Rację ma rzecznik rządu Paweł Müller, gdy mówi, że TSUE nie może przymuszać żadnego kraju członkowskiego do choćby częściowego ograniczenia swojego bezpieczeństwa, w tym przypadku energetycznego.

Tyle tylko, że podstarzała hiszpańska urzędniczka, obecnie obsadzona przez swój rząd w TSUE, pani Rosario Silva de Lapuerta jest głęboko przekonana o swojej misji oraz, co chyba jest w sprawie najważniejsze, o omnipotencji TSUE, który to poprzez orzecznictwo musi zastąpić TFUE w formowaniu państwa federacyjnego w miejsce Unii pozornie przynajmniej niepodległych państw, skoro głupie społeczeństwa nie zaakceptowały jednej unijnej konstytucji.

A już zwyczajnie i po ludzku pragnie utrzeć nosa znienawidzonej przez nią katolickiej prawicy, rządzącej we wschodnich krajach UE najwyraźniej przez pomyłkę.

Co może Polska, prócz wyłączenia kopalni i tym samym elektrowni w ciągu 24 godzin od otrzymania dyktatu Lapuerty?

Rednacz Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz od pewnego czasu przedstawia dość ciekawy plan. Jego zdaniem naprzód trzeba zażądać:

– natychmiastowego zaprzestania agresji i łamania unijnego prawa wobec Polski;

– natychmiastowej dymisji Komisji Europejskiej lub co najmniej najbardziej skompromitowanych jej członków;

– ustanowienie nowego sądu w miejsce TSUE, zachowującego choćby pozory niezależności;

– zagwarantowanie przestrzegania zawartych już umów.

Oczywiście samo zgłoszenie tych postulatów może wywołać jedynie salwy śmiechu m.in. u pani Lapuerty.

Dlatego należy odpowiednio poprzeć swoje stanowisko. Zdaniem Sakiewicza należy w ślad za powyższymi postulatami:

– wstrzymać całkowicie lub częściowo wpłacanie składki do budżetu UE;

– wymówić lub co najmniej zawiesić gwarancje kredytowe dla Funduszu Odbudowy;

– zaprzestać pobierania opłaty za emisję dwutlenku węgla.

Poza tym stosować pełną obstrukcję poprzez blokowanie każdej decyzji, która wymaga zgody Polski.

Osobiście rozszerzyłbym powyższy katalog. Całkowicie otwartym tekstem i zupełnie cynicznie zażądałbym wsparcia ze strony FRONTEX-u.

Wicie – rozumicie, drodzy unioniści, w powstałej sytuacji nie stać już nas na kładzenie drutu pomiędzy Białorusią a UE. Ba, wydatki mamy do tego stopnia napięte, że nie stać też nas na finansowanie dodatkowych sił na granicy, paliwa do samochodów czy dronów.

Rząd powinien przekazać powyższe oświadczenie nie tylko do Brukseli, ale przede wszystkim do Berlina. Niemcy bowiem, a nie Polska, stanowią wymarzony kraj dla przebywających aktualnie na Białorusi uchodźców. zwłaszcza tych wykupujących „wycieczkę na Białoruś” w irackim czy syryjskim biurze podróży.

Niech UE wspomoże i obstawi nasze granice funkcjonariuszami FRONTEX (circa 1500 na całą UE).

My tylko będziemy się przypatrywać, co oni robią.

Kiedy do Berlina trafi 60-70 tys. nowych uchodźców (czyli góra do połowy października), zapewne rozmowy zaczną się w trybie przyspieszonym i zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Wątpię jednak, by doszło do takiego scenariusza. Lapuerta napinając się przekroczyła już wszelkie granice. I choć wiele państw Polski nie lubi, to jednak uświadamia sobie, że właśnie na naszym kraju UE próbuje, jak daleko może się posunąć. Jak tylko przećwiczy będzie chciała w podobny sposób dyscyplinować inne krnąbrne kraje.

Z Polską ma o tyle łatwiej, że ta akcja powoduje aplauz pośród oPOzycji. Co pewnie się szybko skończy, gdy tylko słupki jej poparcia polecą w dół.

Już teraz mamy doskonały przykład na poruszanie się rakiem największej oPOzycyjnej partii. Rad nierad Tusk musiał wyprostować skądinąd szczere słowa Nitrasa o pozbawianiu praw katolików.

Wychowani w cieplarnianych warunkach brukselscy dyplourzędnicy nie zdają sobie sprawy z największej różnicy, jaka ciągle dzieli nowe unijne państwa od starych. Otóż myśmy już mieli rządy światowej lewicy, i to w wersji hard level.

Softkomuna, wprowadzana zgodnie z recepturą Gramsciego, budzi ten sam odruch wymiotny. Tylko może ciut później uświadomiony.

Rządcy dusz po niewielu latach okazali się nie tylko samozwańcami, ale najzwyklejszą bandą kretynów. Podręcznikowym przykładem upadku jest Adam Michnik i jego „gazeta”. Ktoś, kto pamięta pierwszą połowę lat 1990-tych na pewno znał przynajmniej jedną osobę, która „mówiła wyborczą”. Takie przyswajanie tez redakcyjnych przez wielu ludzi było w tym czasie dość powszechne; co gorsza, nie budziło sprzeciwu innych.

Wystarczyło niewiele lat, na pewno mniej niż dekada, i zamiast Michnika przewodnika duchowego mieliśmy już G.WNO Wyborcze.

Tymczasem środowiska różowe, skupiające potomków byłych właścicieli PRL, a czasem nawet ich samych, ciągle próbują wtłoczyć nam tezę o polskim ciemnogrodzie, wymagającym dopiero ukształtowania europejskiego.

Tyle tylko, że te bajania są mocno spóźnione.

Przerobić społeczeństwo na swoją modłę mogli w połowie lat 1990-tych. I prawie im się udało, pod opiekuńczymi skrzydłami „Aleksandra wszystkich Polaków”, jak nazywali z godnym podziwy uporem Aleksandra Kwaśniewskiego.

Dzisiaj jednak odeszli na śmietnik historii.

Owszem, lewica w parlamencie będzie, ale nigdy już nie przekroczy pułapu 5-6% poparcia elektoratu.

Te same zmiany nastąpią również w Brukseli.

Społeczeństwo nigdy bowiem nie jest ogłupione tak bardzo, by utracić instynkt samozachowawczy*.

20.09 2021

.

____________________________________________

* Proszę nie mylić tego z rządami dyktatorów. Ich bowiem obalić może albo rewolucja, albo przegrana wojna.

fot. pixabay