102 lata po obaleniu cara Mikołaja II kolejnym lewakom udało się obalić pomnik prałata Jankowskiego.

Okazuje się, że czyn warszawskich chuliganów występujących gościnnie w Gdańsku na łamach GazWyb zamiast potępienia doczekał się zrozumienia.

Co więcej, w oczach niejakiego Arkadiusza Gruszczyńskiego urósł do rangi symbolu. Czerski żurnalista pisze:

Niemal 30 lat temu padł pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, co symbolicznie zakończyło epokę komunizmu w Polsce. W nocy ze środy na czwartek obalono w Gdańsku pomnik prałata Jankowskiego. Czy to oznacza koniec ery dominacji Kościoła katolickiego?

Dla czerskiego neobolszewika wielkim minusem III RP jest brak pomników wystawionych tym, którzy czerskim zdaniem na to zasługują.

Jeśli przyjrzeć się pomnikom, które powstawały w Polsce w ostatnich 30 latach, widać charakterystyczny prawicowy zwrot: z zaangażowaniem obalaliśmy pomniki komunistów i zastępowaliśmy ich papieżami, księżmi, Dmowskimi, „żołnierzami wyklętymi”, małymi powstańcami, a ostatnio również Lechem Kaczyńskim i Smoleńskiem. III RP nie doczekała się pomnika opozycjonistek, na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości nigdzie nie stanęło popiersie Róży Luksemburg, jednej z matek nowoczesnej państwowości, a pomnik noblistki Marii Skłodowskiej-Curie stoi w krzakach na warszawskiej Ochocie. Nie wspominam nawet o upamiętnieniu ofiar antygejowskiej akcji „Hiacynt” z 1986 roku czy o pomniku przypominającym zniesienie pańszczyzny.

Nawet nie próbuję myśleć o pomniku ofiar księży pedofilów.

Na wyparte daty i postaci reagowała sztuka współczesna. To przecież legendarna „Palma” Joanny Rajkowskiej z ronda de Gaulle’a w Warszawie upominała się o Żydów z przedwojennej, wielokulturowej stolicy. To Daniel Rycharski jako pierwszy zbudował Pomnik Chłopa, a także bramę na cześć zniesienia niewolnictwa w XIX wieku. Znienawidzona przez narodową prawicę „Tęcza” Julity Wójcik przywracała równowagę w przestrzeni publicznej – okazało się, że obok siebie na placu Zbawiciela mogą stać gejowska tęcza i kościół.

http://wyborcza.pl/7,75968,24479685,wraz-z-pomnikiem-jankowskiego-upadla-zgoda-na-tuszowanie-skandali.html

GazWyb od lat nie przestaje mnie zadziwiać. Pisać, by na 100-lecie odzyskania Niepodległości odsłonić pomnik Rosy Luksemburg to prawie tak, jakby w rocznicę wyzwolenia Auschwitz żądać od Żydów wystawienia pomnika Eichmanna.

Internazistka Luksemburg była bowiem zaprzysięgłym wrogiem Polski jako suwerennego państwa. Nawet polscy komuniści nie kwapili się z jej gloryfikowaniem, choć za czasów PRL jako wzór dla młodzieży przedstawiano wielu czerwonych bandytów, a nawet ludobójców.

Przy okazji zdementowane zostało kolejne kłamstwo, rozpowszechniane przez b. prezydent Warszawy i jej świtę. Po raz pierwszy „artystyczna instalacja” na Placu Zbawiciela została nazwana „gejowską tęczą”.

Przypominam, że do tej pory osoby używające takiej nazwy były uznawane za faszystów, kiboli, katofaszystów i w ogóle za ludzi o małym rozumku.

Po latach okazuje się, że jednak to oni mieli rację, a władza po prostu tęczowo ściemniała.

.

Wróćmy jednak do tematu głównego.

Nad ranem 23 lutego 2019 r. dokonano symbolicznego aktu.

Inna, najwidoczniej równie głupia czerska żurnalistka, cieszy się na Twitterze:

Czyli teraz należy spodziewać się eskalacji działań neobolszewickiej jaczejki. Po pomniku prałata Jankowskiego przyjdzie pora na inne.

I to już nie będzie obszczywanie, jak nie tak dawno nawoływał POlitolog dr Wojciech Jabłoński z Uniwersytetu Warszawskiego, ale burzenie pomników, a za chwilę pewnie i innych symboli, nienawistnych lewackim zbirom.

To, że będą atakować te, które coś znaczą dla społeczeństwa, jest oczywiste. Przecież pokazywali niejednokrotnie, że nawet zakłócenie Mszy św. to dla nich małe piwo.

Kiedy, wzorem Ryszarda Cyby, zaczną mordować ludzi, to najwyraźniej tylko kwestia czasu.

A jednocześnie trąbią na cały świat o rzekomych krzywdach, jakich to niby doznają od reszty społeczeństwa.

Chyba najbardziej ohydny w swojej wymowie neobolszewicki donos powstał w maju zeszłego roku pośród … naukowców (hmmm…) Uniwersytetu Warszawskiego. Ci „bojownicy o wolność i demokrację” żądali relegowania ze studiów tych, którym lewacki światopogląd wydaje się mało atrakcyjny.

8 maja 2018 roku tak pisali do władz rektorskich Uniwersytetu Warszawskiego:

Niniejszym informujemy, że studenci: Michał Osial (Politologia), Krzysztof Kopczyński (Polityka Społeczna), Witold Dobrowolski (Studia Wschodnie) i Filip Januszewski (Studia Wschodnie) brali czynny udział w neonazistowskim marszu, organizowanym między innymi przez grupę „Szturmowcy” dnia 1 maja br.

Krzysztof Kopczyński jeszcze przed rozpoczęciem marszu zaatakował grupę uczestników manifestacji Piotra Ikonowicza, próbując wyrwać jednej z uczestniczek tęczową flagę z logo „Żelaznego frontu” – symbolu demokratycznej koalicji walczącej z wrogami rosnącym w siłę frontem nazistowskim (monarchizm, hitleryzm, stalinizm) w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Symbol ten jest wykorzystywany przez większość ruchów antyfaszystowskich na świecie, w tym Studencki Komitet Antyfaszystowski.

Witold Dobrowolski jest nie tylko skrajnym nacjonalistą, ale również publicystą magazynu „Szturm”, który odwołuje się do symboliki oraz retoryki narodowego socjalizmu zabarwienia brunatnego.

Michał Osial, który było obecny na marszu o charakterze neonazistowskim, pomiędzy znakami zakazanymi i jawnie nawołującymi do przemocy oraz radykalnych form wykluczenia, brał czynny udział w tymże, skandując hasła promujące tzw. „separatyzm rasowy” oraz „homogeniczną etnicznie Polskę”.

Filip Januszewski nie tylko brał czynny udział w marszu, ale w czasie rozprawy sądowej, w związku z naruszeniem nietykalności funkcjonariusza Policji (sygnatura sprawy II K 330/18), nie ukrywał symboli nazistowskich (czarne słońce na koszulce). Nie dość na tym, Januszewski groził śmiercią kontrdemonstrantom, co zostało utrwalone na filmie (https://web.facebook.com/osrodek.monitorowania/videos/726834427491693/). Ponadto był animator neonazistowskiego pochodu: prowadził marsz, koordynował skandowanie haseł. Ciąży na nim zatem podwójna odpowiedzialność.

Domagamy się wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec wyżej wymienionych, którzy swoją postawą godzą w dobre imię Uniwersytetu i całej społeczności akademickiej.

Owe zachowania naruszają standardy nie tylko polskiego prawa, wrażliwości historycznej, ale także powszechnie przyjęte normy etyczne. Misją Uniwersytetu jest stanie na straży tych wartości.

Uniwersytet Warszawski jest miejscem szczególnym, na którym swoje brunatne piętno odcisnęły organizacje narodowe w latach trzydziestych. Miejscem naznaczonym między innymi przez wprowadzenie getta ławkowego w 1937 roku przez rektora Włodzimierza Antoniewicza pod presją Młodzieży Wszechpolskiej, której skądinąd sympatykiem jest Januszewski.

(…)

Dzisiejsi spadkobiercy tych idei, jawnie wzywający do przemocy oraz nienawiści wobec „innego”, organizują pochody z symboliką faszystowską: runy SS i Totenkopf; krzyże celtyckie, które dawniej zdobiły mundury francuskich SS-manów z 33. Dywizji Grenadierów; Czarne Słońce (Schwarze Sonne); fasces, których znaczenie Szturmowcy próbowali „odkłamać” w ulotkach, które kolportowali na UW, a które władze UW zgłosiły do prokuratury jako promujące faszyzm. Dlatego wzywamy do przykładnego — włącznie z wykluczeniem ze społeczności akademickiej — ukarania studentów, którzy aktywnie uczestniczyli w pochodzie neonazistowskim.

Sygnatariusze/ki:

prof. dr hab. Magdalena Środa, IF UW
prof. dr hab. Andrzej Leder, IFiS PAN
dr Mikołaj Ratajczak, IFiS PAN
dr Ewa Majewska, WAL UW
dr Rafał Suszek, WFUW
dr Magdalena Gawin, IF UW

dr hab. Michał Kozłowski, IF UW
mgr Michał Siermiński, IF UW
dr hab. Jakub Urbanik, WPiA UW
prof. dr hab. Marcin Matczak, WPiA UW,
mgr. Halina Przychodzeń, WFUW,
dr Szymon Charzyński, WFUW,
dr Matylda Szewczyk, IKP UW,
prof. dr hab. Jacek Kochanowski, ISNS UW,
mgr Dominika Pyzowska, ILS UW

.

Zwróćcie uwagę na ten fragment:

Krzysztof Kopczyński jeszcze przed rozpoczęciem marszu zaatakował grupę uczestników manifestacji Piotra Ikonowicza, próbując wyrwać jednej z uczestniczek tęczową flagę z logo „Żelaznego frontu” – symbolu demokratycznej koalicji walczącej z wrogami rosnącym w siłę frontem nazistowskim (monarchizm, hitleryzm, stalinizm) w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Symbol ten jest wykorzystywany przez większość ruchów antyfaszystowskich na świecie, w tym Studencki Komitet Antyfaszystowski.

Otóż symbol „żelaznego frontu” po 70-ciu latach przerodził się w symbol najokrutniejszej i najbardziej niebezpiecznej lewackiej bojówki – tzw. Antify.

.

.

Bojówkarzy, których jedynym celem jest dopadnięcie „wroga klasowego” i pobicie, choćby ze skutkiem śmiertelnym.

Bo przecież ich bać się należy. Tak samo, jak socjalistycznych bojówek SA czy też katów z NKWD.

Pamiętamy, co bojówkarze ‘antify’ potrafili robić ostatnimi laty w Niemczech.

Teraz zaś symbol, pod którym Stalin grupował swoich zwolenników w Niemczech, nagle stał się ikoną demokracji!

A przecież jako propagujący skrajny komunizm powinien być ścigany przez prawo równie mocno, jak nazistowska swastyka.

Naukowa jaczejka dalej brnie.

Owe zachowania naruszają standardy nie tylko polskiego prawa, wrażliwości historycznej, ale także powszechnie przyjęte normy etyczne.

No to przypomnijmy sobie etykę podpisanych wyżej,

Profesorzyca Magdalena Środa:

Ja osobiście nieraz też mam ochotę podrzeć Biblię za pełne agresywnych i nawołujących do przemocy treści (2011).

Jeśli ktoś nigdy nie spał z osobą tej samej płci, to skąd wie, że nie lubiłby tego? (2013)

Profesor Marcin Matczak, wyjątkowo etycznie zwrócił się do blogera Piotra Wielguckiego:

Kiedyś mówiłeś że twoja córka idzie na prawo do Wrocławia, prawda? Wyślę ten twój defekacyjny tekst moim kolegom z Wydziału i poproszę, żeby go omówili na zajęciach w Jej grupie jako przykład mowy nienawiści. Zobaczymy, jak będziesz piszczał, jak wróci do domu.

Kolejny etyk, i to wyższego rzędu, to dr Jacek Kochanowski, specjalista od teorii queer.

Po słynnej deklaracji córki Bratkowskiego, iż dokona aborcji w Wigilię, Kochanowski napisał na Twitterze:

Bratkowska powinna wyskrobaną zygotę wsadzić w słój, zapeklować i wysłać panu księdzu. Niech kanonizują św. Zygotę. Patronkę oszołomów.

 

 

Ww. przebija jednak dr Rafał Suszek.

 

W wywiadzie udzielonym czerskiemu OKO.press przedstawia się jako człowiek mający do wykonania misję. I to nie byle jaką, bo MISJĘ CYWILIZACYJNĄ.

Jesteśmy zdeterminowani, żeby nie tylko dać świadectwo, ale też dać radę – wypchnąć neofaszystowskich bojówkarzy z przestrzeni wspólnotowej, w której na taki  ładunek nienawiści nie ma miejsca.

Częste przywoływanie tu konstytucyjnego prawa nacjonalistów do wolności zgromadzeń i wolności słowa, jest absurdem, bo za wolnością musi iść odpowiedzialność za słowa. A każdy, kto głosi i praktykuje nienawiść – kulturową, rasową, religijną, o podłożu seksualnym lub politycznym – i zadaje gwałt ,,innym”, nieprzystającym do ciasnej nacjonalistycznej miary ,,polskości”, odmawiając im niezbywalnych praw podstawowych, sam wyrzuca siebie poza nawias wspólnoty przywilejów i swobód podstawowych.

(…)

Trzeba w Polsce odzyskać przestrzeń wspólnotową. Jako skądinąd zwolennik debaty, jestem pewien, że nie da się jej wygadać, wydebatować. Trzeba ją odzyskać siłą, co nie znaczy przemocą. Trzeba przyłożyć siłę, żeby zmienić stan ruchu – to jest prosta mechanika. Trzeba przyłożyć siłę.

(OKO.press)

Historia lubi się powtarzać. Na szczęście, jak zauważył inny wielki bojownik o wyzwolenie i szczęście ludu pracującego miast i wsi Karol Marks – za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.

Adiunkt Suszek miał już swój prawzorzec w historii.

To początkujący prawnik, a potem jeden z głównych katów rewolucji francuskiej, niejaki Luis de Saint-Just.

Jego zasługą jest wywołanie Wielkiego Terroru a także współudział w działaniach tzw. kolumn piekielnych, które dokonały masowych mordów w Wandei (nawet 600 tys. ofiar).

To właśnie on powiedział to samo, co 225 lat po nim adiunkt Suszek.

Nie ma wolności dla wrogów wolności.

Niedługo po tym Saint-Just zakończył swój żywot na gilotynie, gdzie trafił bez sądu, wyjęty całkowicie spod prawa.

Suszek nienawidzi, i nienawiść przesłania mu zdrowy rozsądek, o ile rzecz jasna kiedykolwiek dysponował tym deficytowym na lewicy towarem.

To jednak nie przeszkadza mu, by o własną nienawiść oskarżać przeciwników.

Co więcej ani on, ani też matuzalem czerskich żurnalistów Piotr Pacewicz nie widzą nic śmiesznego w facecie, który staje wśród młodszych o połowę internazistów z Antify rzucających kamieniami w demonstrujących mających inne poglądy, niż ultralewackie.

Przypominam, że dr Suszek podpisał się pod cytowanym już listem „naukowców” do Rektora Uniwersytetu Warszawskiego. W nim żądał m.in.:

Domagamy się wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec wyżej wymienionych, którzy swoją postawą godzą w dobre imię Uniwersytetu i całej społeczności akademickiej.

Jeśli Saint-Just budził grozę, to adiunkt Suszek budzi tylko rozbawienie. Ewentualnie współczucie dla idioty.

Czy w ten sposób godzi w dobre imię Uniwersytetu?

Dla mnie, i dla wielu innych, jest to pytanie retoryczne.

22.02 2019

fot. na prawach cytatu: