Gdy na Ukrainie bomby niszczą kolejny mieszkalny budynek, a żołdacy strzelają do uciekajacych cywili, polscy politycy i jeszcze bardziej polityczni harcownicy w mediach, powinni do cholery jasnej, wreszcie otrzeźwieć.

Wiecie co się liczy w krytycznych sytuacjach? FAKTY. DZIAŁANIE, sprawne załatwianie konkretnych spraw.

To nie jest kolejny tekst SYMETRYSTKI nawołującej do pojednania narodowego, albo „żebysięwszyscyprzestali kłócić”. Nie. To całkiem jałowe. I tak wiiadomo, że to zawsze tamten zaczął i jest o wiele gorszy, bo… i da capo zaczyna się ta sama awantura. Zresztą wcale nie uważam, że prawda leży po środku – ona leży tam gdzie leży. W konkretnych, poszczególnych sprawach.

Teraz mamy czas kiedy wspólnie trzeba właśnie załatwiać konkretne, super żywotne sprawy. Ale i tego już nie potrafimy.

Dam Wam przykład. Wczoraj uchwalono szczęśliwie ustawę o pomocy ukraińskim uchodżcom. Opozycja uwaliła w niej artykuł dotyczący tego, co nazywano „bezkarnością urzędniczą”, a co pozwalało w przypadkach wyjątkowych, skrajnych, nie pociągać urzędnika do odpowiedzialności za przekroczenie jakiegoś przepisu. Przekroczenie nie dla własnej, materialnej korzyści, ale dla dobra wyższego.

Otóż sama pracuję w instytucji państwowej, a jednocześnie zajmuję się pracą w sytuacjach wyjątkowych i nadzwyczajnych już od lat i coś Wam powiem: niejednokrotnie jest niemalże niemożliwe, żeby w plątaninie polskiego, łatanego prawa załatwić niektóre sprawy szybko i całkowicie zgodnie z przepisami. Zwłaszcza w urzędach państwowych. Bo na przykład konieczny jest i wymagany przepisami, jakiś dokument, ktorego w danej sytuacji nie możesz dostać, bo przepisy nie przewidziały jakiejś okoliczności itd.

I co się w takich sytuacjach dzieje? Urzędnik zastyga. Nie robi nic. Czy tylko ze złej woli? Bywa, ale nie tylko. Mając nawet jakiś pomysły kreatywnego wybrnięcia z sytuacji, już wyobraża sobie kontrolę, która będzie oglądała te wszystkie jego papiery. Najlepiej jakąś nieżyczliwą kontrolę, która będzie chciała go na czymś przyłapać. Zapewniam Was, że żadne tłumaczenie się wyższą koniecznością mu wtedy nie pomoże. A jeśli nawet, to bedzie się plątał po sądach (a czasem i bez pracy) parę lat.

Dam wam parę praktycznych przykładów, które ostatecznie jakoś rozwiazałam, ale nie było łatwo, zajęło to masę czasu, zachodu, przekonywania i dobrej woli wielu ludzi. W więzieniu w Mińsku 4 miesiąc siedzi dziennikarka Biełsatu, etatowa pracownica Telewizji Polskiej. Siedzi za swoją dziennikarską pracę. A wiecie, że polskie prawo nie pozwala jej wypłacać wynagrodzenia za czas spędzony w więzieniu? Bo jak ktoś nie świadczy pracy, to nie może pobierać wynagrodzenia. Po prostu Kodeks Pracy takiej sytuacji, jak bezprawne uwięzienie pracownika w innym państwie, przy pełnieniu obowiązków, nie przewiduje.

A wiecie może co robić z kilkudziesięcioma współpracownikami Biełsatu, którzy z Minska uciekli w 2021 przed aresztowaniem do Kijowa, a następnie zostały im na Ukrainie po wybuchu wojny zablokowane konta bankowe, jako obywatelom wrogiej Białorusi? Ci ludzie następnie uciekali z Kijowa przez granicę z Polską, z rodzinami, dziećmi i bez grosza przy duszy. I co? Zakładowy Fundusz Socjalny ich nie obejmuje, bo to współpracownicy… Może napisać PROJEKT do jakiejś fundacji i poczekać ze dwa miesiace na zgodne z przepisami rozpatrzenie wniosku, jak szybko pójdzie? A w międzyczasie to za co oni mają karmić swoje dzieci?

A teraz przestawcie sobie, że tego rodzaju sytuacji jest nagromadzenie. I wszędzie zagraża paraliż.

Wyrzucenie odpowiedniego zapisu z ustawy, to było zwykłe partyjne szkodnictwo i nie ma na nie żadnego innego uzasadnienia jak tylko to, że można było przy tym sie rozedrzeć, ze PiS chce kraść.

Ale to nie koniec. Opozycja, a konkretnie poseł Tyszkiewicz, zgłosiła też do ustawy bardzo sensowną poprawkę. Chodziło mianowicie o to, by wszystkimi przywilejami dla uchodżców z Ukrainy objąć też Białorusinów, którzy uciekli najpierw na Ukrainę, a potem po 24 lutego musieli z niej uciekać dalej. To oszczędziłoby tym nieszczęsnym ludziom wiele biurokratycznej mitręgi, w zapchanym obecnie polskim systemie. A nie kosztowałoby dużo, bo tych ludzi nie są nieskończone rzesze, tylko może kilkuset, może nieduże kilka tysięcy osób.

Próbowaliśmy wszelkich sposobów, żeby poprawke jednak przepchnąć. I co myślicie, że przeszła? A figę z makiem. Nawet mowy nie było. Co z tego, że była sensowna, nie kosztowna, dobrze napisana i gotowa. MERYTORYCZNA DYSKUSJA w naszej polityce nie istnieje. Musiała zostać odrzucona. A czemu? Bo była opozycyjna. Bo tak.

I wiecie co? Jeśli tak jak w tej sprawie, będziecie działać w innych, to Polskę w końcu przepieprzycie. Bo Polskie Państwo w obecnej, trudnej sytuacji wymaga: konkretnych rozwiązań, konkretnego działania, szybkich decyzji i WSPÓŁPRACY, a nie rzucania sobie kłód pod nogi, albo jak w piaskownicy, sypania w siebie piaskiem.

I skończcie już z ta nowomową i propagandowymi kalkami, ktore leją się z ekranów i sejmowej mównicy. Mówcie konkretnie i prosto o co Wam chodzi. Zelenski, choć aktor został wybitnym prezydentem, bo nie tylko wie JAK mówić, ale wie też CO – jest prawdziwy. Bierzcie z niego przykład.

A poza tym uważam, ze Putina trzeba zniszczyć. To tyle na dziś.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.