Sformułowany w tytule felietonu rzeczownik z uwagi na niezbyt często jego używanie nie tylko w codziennych rozmowach, względnie korespondencji; dla tzw. przeciętnego śmiertelnika poniekąd trąci pewną aurą tajemniczości, a w konsekwencji niezrozumienia jego semantyki.

Najogólniej możemy zdefiniować to pojęcie odnosząc się stricte do źródło słowu łacińskiego, tłumacząc emanatio jako po prostu „wypływ”. W kategoriach fizyczno-chemicznych emanacja w istocie rzeczy kojarzona jest z funkcją określonego promieniowania, czyli bliższego względnie dalszego oddziaływania. Na wskutek drastycznego poziomu zbrojeń w czasach tzw. zimnej wojny, (a w szczególności odnoszących się do arsenału nuklearnego) populacja naszej planety doprowadzona została do stanu daleko idącej obawy co do dalekosiężnych skutków radioaktywnego promieniowania, powyższe potencjalne niebezpieczeństwo traktowała (słusznie zresztą) w kategoriach możliwości wystąpienia pewnego rodzaju ARMAGEDONU.

Kolokwialnie rzecz ujmując „emanacja” jako rzeczownik powstały od czasownika „emanować” zdecydowanie częściej kojarzona jest koheretnie z emanowaniem np. poziomem bogactwa, seksem, urokiem osobistym, dobrocią, siłą, wiedzą czy mądrością. Emanować także możemy dobrym względnie złym przykładem. W procesie wieloletniej edukacji młodzieży częstokroć możemy odwołać się do zarówno pozytywnych jak i negatywnych przypadków, gdy zachowanie i chęć dorównania uczniowi legitymującym się bardzo dobrymi ocenami podnosiła ta chęć poziom edukacyjny całej klasy na zdecydowanie wyższy poziom. Niestety; vice versa – w sytuacji odwrotnej notowane są przykłady gdy nygus, leń czy wagarowicz w sposób negatywny emanował skutecznie na resztę klasy zaniżając w sposób zdecydowany proces osiągnięcia oczekiwanego poziomu edukacyjnego. No, cóż ce la vie i nikt właściwie nie jest w stanie zmienić tak funkcjonujący i przedstawiony stan rzeczy.

Od wiek wieków dostrzegalna jest ustawiczna batalia pomiędzy dwoma kardynalnymi aksjologiami personifikowanymi przeciwstawnymi pojęciami DOBRA i ZŁA. W zależności od osiągniętego poziomu norm społeczno-politycznych, stopnia zamożności społeczeństwa, kultury, oświaty, a także funkcjonowania fideizmu powyższa batalia toczyła się na różnych poziomach intensywności, a także zaciekłości. Adekwatną konstatacją jest zatem stwierdzenie, że zjawisko walki przeciwieństw posiada walor uniwersalizmu i permanentnej ciągłości. Po prostu tak już było, jest i będzie, przybiera to jednak różnorakie formy w zależności od aktualnie panujących warunków. Zasadą w tego typu bataliach ideologicznych jest częstokroć „hytrackie” przybieranie owczych skór przez drapieżne i bezwzględne wilki, względnie funkcjonowanie częstokroć występującego (w szczególności na niwie politycznej) zjawiska pt: diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni…

Znane postacie historyczne zarówno z zamierzchłych starożytnych czasów poprzez dramatyczny w wielu wymiarach wiek XX, a także aktualni gracze na politycznej arenie doznają swoistego „ubrązawiania” ich życia, zachowań, realizowania zaplanowanych celów, oraz wymiernej rozpoznawalności wśród wielu, wielu podobnych im osobników realizujących polityczną profesję. Słynny polski ironiczny pisarz Tadeusz Boy- Żeleński parał się natomiast nie „ubrązawianiem”, a przeciwnie – „odbrązawianiem” znaczących postaci RP, a w szczególności polskich wielkich wieszczy. Po prostu tenże zabawny ironista wprowadzał w życie fredrowską fundamentalną wręcz zasadę: znaj proporcję mocium Panie.

Niezwykle istotną, subsydiarną rolę w tymże procesie ubrązawiania i skutecznej rozpoznawalności odgrywały, a w dzisiejszych uwarunkowaniach szczególnie dobitnie odgrywają wszelkie medialne instrumentalia. Rolą tych instrumentaliów, czyli: prasy, radia, telewizji i internetu jest poprzez różne zabiegi socjotechniczne skupienie na tematyce przez te media długotrwale nagłaśnianej jak największej liczby odbiorców.

Unikając z oczywistą premedytacją politycznej monotemetyki okraszają swoje działania dawkowaniem ciekawostek, aktualnej mody, otoczki high life`u, plotek z cwelebryckiego żywota, prognozą pogody, czy wiadomościami sportowymi.

Wszystkie te zabiegi mają w sposób oczywisty skutkować swoistym „przyspawaniem” wieluset tysięcznej, a jeszcze lepiej wielu milionowej liczby konsumentów takowej dawki informacyjnej do na co dzień rozpoznawalnego medialnego instrumentu.

Do wręcz patologicznego, „patriotycznego” utożsamiania się z medium, które w jak największym zakresie publikuje w przestrzeń informatyczną prawie że wyłącznie tego typu przekazy, które są oczekiwane i bezkrytycznie konsumowane przez jego odbiorców. Takowego bezkrytycznego odbiorcę traktować zatem należy z premedytacją i w sposób oczywiście bezwzględny sącząc do jego wzroku i ucha wszelkie nieprawdopodobne informację, oczywiste półprawdy i bezczelne łgarstwa, albowiem przywołując animalne odniesienie: tego typu odbiorca takową dawkę info połknie z donośnym wręcz mlaśnięciem niczym… pelikan zdechłą rybę!!!

Tenże „pelikanowy” odbiorca musi zatem być traktowany z należytą atencją, albowiem nigdy swoim mediom oraz koryfeuszom opcji dominującej w takowym medium „nie podskoczy”, wręcz przeciwnie będzie bezkrytycznie, z uniesieniem i nabożną czcią w pełni akceptował. Każdy tego typu odbiorca wprawdzie wyposażony został od chwili życiowego funkcjonowania w narząd umiejscowiony w jego łepetynie pod nazwą mózgu, jednakże nie jest to skorelowane z autentycznym i jednoznacznym stwierdzeniem o posiadaniu ROZUMU!!!

Manipulowanie takowym odbiorcą, czyli osobnikiem bez macicy, czy osobniczki z macicą jest w istocie rzeczy wielce intratnym zajęciem realizowanym na stosowne zlecenie.

Po upływie określonego czasu realizowania swoistej socjotechnicznej tresury dokonywany jest na rynku medialnym autentyczny podział łupów w postaci procentowego jego zawłaszczania w ilości odbiorców. Rzecz jasna powyższa konstelacja medialna ma adekwatne materialne przełożenie na właścicieli względnie akcjonariuszy tychże mediów w postaci dochodów np. z publikacji reklam. Pewne media zdobywają przynajmniej w niektórych dziedzinach, czy zakresach oddziaływania pozycję wręcz monopolistyczną. Są także na przeciwstawnym biegunie pariasi medialni, którzy jednak ustawicznie funkcjonując na tymże drapieżnym rynku udowadniają, że jest to działalność opłacalna nie tylko w sensie finansowym.

Klasycznym, wybornym wręcz exemplum ustawicznego prania mózgów i osiągania na tym medialnym odcinku znaczących, aczkolwiek w przestrzeni temporalnej zmniejszających się (na szczęście )wpływów na szare komórki mózgowe „patriotycznych” odbiorców była i jest gufniana gazetka pod naczalstwem Adasia Szechtera (brata sądowego mordercy S. Michnika) czy rodem lewacko – żydowskim z USA TEFAŁEN odbierany przez polszewicki motłoch jako jedyna (ponoć !!!) na świecie krynica głosząca najprawdziwszą prawdę. Konsumenci tej prawdy to w znaczącej mierze pomioty dawnych komuchów, esbeków, popieraczy Stana Tymińskiego, PALIGŁUPA czy PETRESCU.

BRAFFO WY!

Wspomagającym medialnym lewarem w tymże lefackim dziele jest funkcjonowanie szalbiertnego jałmużnika JURASA Owsika żyjącego od wiek wieków jak pączek w maśle wespół zespół ze swoją kamarylą z dorocznych datków zidiociałych jego bezczelną demagogią darczyńców. Znalazł sposób na zgarnianie kasiory od naiwniaków i dalej jako zwykły pasożyt społeczny komfortowo funkcjonuje. Każdy wszak darczyńca bez pośrednictwa!!! tego huncwota i wydrwigrosza może swoje społeczne sumienie ukoić dokonując wpłaty przelewem bankowym na jakąkolwiek charytatywną instytucję bez medialnego chucpiarstwa i kosztów tegoż chucpiarstwa. Jak to już jednak wyżej skonstatowano: posiadanie mózgu nie zawsze trafnie odnosi się do posiadania rozumu!!! Tenże fakt koherentnie należy odnieść do felietonowego tytułu zaświadczając jednocześnie o dalece idącej w lud pracujący miast i wsiów emanacją zwykłej ludzkiej głupoty. Wykwitem tejże prozaicznej głupoty, całkowicie możliwej do uniknięcia jest kreacja wielce niebezpiecznego choróbska zwanego LEMINGOZĄ. Skutków tejże choroby można jednakże uniknąć wyzwalając w sobie pokłady samokrytycyzmu wspartego rzecz jasna umiarkowaną dawką ulubionego trunku np. znakomitego italskiego wina pt. PROMITIVO. Koneserzy znamienitej wieloletniej whisky względnie swojskiego jabola nie są w tymże zakresie wykluczeni.

Odnieśmy się jednakże w tymże miejscu do wzmiankowanej wyżej spersonifikowanej emanacji DOBRA i ZŁA.

Oprócz całkowicie zdewiantowanego lefactwa w pełni akceptowalnego przez fuhrera PEŁO i jego akolitów, janczarów i wyznawców w kwestii odnoszącej się do infinitywnych dokonań wszelakiej emanacji humanitarnych aspektów autorytetów tej miary jak Matka Teresa z Kalkuty, czy nasz polski papież św. Jan Paweł II w kwestiach emanacji DOBRA mamy niestety do czynienia z koryfeuszami wszelkiego typy ZŁA.

Zbytecznym, przynajmniej w pewnym zakresie jest stosowne odniesienie się do osoby KACZORA DONALDINA jako super koryfeusza politycznego ZŁA i inszych reperkusji związanych z funkcjonowaniem jego osoby oraz zdewiantowanych jego aliantów jako pacynki Dojczlandii i Kremla.

Janczarzy z TEFAŁENA w tymże momencie oczywiście zawyją z bólu i oburzenia…

Celem być może jednak pewnego uspokojenia nastrojów charakteryzujących plemienny podział TEGOKRAJU (wg premierki Koparki czy Kopaczki polszewickiej) przywołać należy nauki wzmiankowanych wyżej w swojej wybitnej emanacji Matki Teresy i Jana Pawła II…

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

26.10 2022

fot. pixabay