Pielęgniarki będą „orzekać o zgonie” i wystawiać administracyjne karty zgonu, jak również będą wystawiać druki ZUS ZLA i – jak rozumiemy – rozpoznawać choroby będące przyczyną niezdolności do pracy – w tym kierunku idą zmiany ustawodawcze.

Nie mam mowy o normalności, przygotowanych zawodowo o koronerach, dostępnych 24 godziny na dobę, opłacanych przez starostwa – tego się na pewno nie doczekamy. Nie ma mowy o „zwolnieniach” z pracy z powodu banalnych zdarzeń zdrowotnych np. biegunka, infekcja GDO załatwianych przez samego zainteresowanego, na telefon do zakładu pracy, płatnych (całkowicie/częściowo) do pewnej liczby dni w roku – tego się na pewno nie doczekamy.

Właściwie, to nawet się nie dziwimy. Coraz częściej ujawniające się problemy systemowe, organizacyjne lub finansowe w ochronie zdrowia są lepione przedziwnymi pomysłami, które zamiast rozwiązywać problemy – jeszcze je potęgują. Jakie to armie asystentów/asystentek pielęgniarek mieliśmy mieć, jakie armie sekretarek medycznych ZUS, ile recept miały wypisywać pielęgniarki, edukować, kontrolować chorych przewlekle, jak bardzo nasza praca i życie chorych miało się usprawnić – i co? I nic.

Planuje się zmiany systemowe, na które nie ma środków finansowych i nie ma ludzi, którzy mieliby je wykonywać.

Urzędnicy są zdeterminowani, jeśli decyzje polityczne o zmianach w w wystawianiu kart zgonów i drukach ZUS ZLA są przesądzone, to żadne argumenty nie sprawią, że z tych zmian się wycofają. Znowu zostanie po staremu, ale przybędzie kolejne martwe prawo.

Ochrona zdrowia przypomina rozsypujący się dom z ledwo działającymi elementami, lepionymi plastrem, wiązanymi bandażem i starymi cewnikami. I tak będzie dalej, bo nikomu to nie przeszkadza.

To, że politykom nie przeszkadza, to nas nie dziwi – mają swoją „służbę zdrowia” i im niczego nie zbraknie. Ale, że nie przeszkadza to wyborcom, którzy co 4 lata akceptują bylejakość, cwaniactwo polityczne i leczenie będące walką o dostęp do świadczeń i leki – tego nie zrozumiemy ….

Czytaj więcej.