Mamy w Polsce już nieomal dokładną replikę tego, co działo się kilka lat temu w USA.
Tam obalano pomniki Jeffersona i Waszyngtona, gdyż choć byli „ojcami założycielami” Stanów Zjednoczonych, to ciążył na nich grzech niewolnictwa.
W Polsce zaraz ktoś przewróci figurę Jana Pawła II, bo choć jest takim „ojcem założycielem” odrodzonej Polski, to nad jego pontyfikatem ciąży długi cień pedofilii w Kościele, z którą nie chciał jakoby walczyć.
Przez cały świat Zachodu przetacza się krucjata moralna towarzysząca rewolucji kulturowej, z której jedni się cieszą, inni martwią a której jeszcze inni zaprzeczają.
Z grubsza – cieszy się z niej radykalna lewica, gdyż to ona niesie jej pochodnię. Martwi się oczywiście prawica, której świat się wali. A przetaczającej się rewolucji zaprzeczają zdurniali liberałowie, z uporem twierdzący, że właściwie nic się specjalnego nie dzieje – że wszystko już było…
Rewolucja ma to do siebie, że potrzebuje jakiejś formy spełnienia, jakiegoś klimaksu. Psychoanaliza uczy, że zryw rewolucyjny jest ekspresją libidalną. Rewolucyjne niszczenie jest właściwie tworzeniem, bo na gruzach powstanie nowy świat, rządzony już według nowych reguł.
Jak się ociepli, to coś się wydarzy. Psy zwęszyły farbę i czują, że ofiara jest słaba. Próżne apele biskupa Rysia. Te sprawy rozgrywają się w rejestrach symboli a nie w rozumie.
Episkopat może teraz tylko mamrotać: masz co chciałeś Grzegorzu Dyndało… Przecież można było lepiej te sprawy ogarnąć.
Konfesyjna prawica też będzie stękać, że to brednie wyssane z esbeckich donosów, ale po tylu latach ewidentnych zaniedbań i zamiatania kościelnych brudów pod dywan nie jest zbyt wiarygodna.
Od dawna mówię, że prawica źle robi stawiając wszystko na kościelną kartę, wiążąc się na sztywno z doktryną, której nie kontroluje i wpisując w kult jednostki, co zawsze jest ryzykowne, bo nawet święci ostatecznie są tylko ludźmi.
Na całym zamieszaniu najbardziej korzystają ci, który niezłomnie od lat powtarząją, że seks z dziećmi nie powinien być karany. Na tym polega złowroga siła „pracy” rewolucji. Kiedy bowiem kiedyś kurz opadnie i ludzie poczują zmęczenie rygoryzmem moralnym sączonym w duchu Savonaroli – chętnie porzucą wszelkie normy, byle tylko odetchnąć i mieć chwilę spokoju.
Lewica nie ukrywa, że jednym jej celów jest zniszczenie rodziny opartej na więzach krwi, gdyż widzi w niej praźródło pierwotnej nierówności. Amoralny familzm zaczyna się, kiedy matka przedkłada dobro swojego dziecka nad dobro nieswojego… Być może współczesna lewica nie głosi już, że będzie matkom odbierać dzieci i wychować nowe pokolenie siłami państwa a nie rodziny, lecz sufluje różne formy „rodziny rozszerzonej”, która w istocie jest kolejną wersją hipisowskiej komuny, w której wszyscy są sobie bliscy a dzieci jakby wspólne. W takich komunach inicjacja seksualna jest wczesna i nikogo to specjalnie nie razi… Najważniejsze, żeby pod ręką zawsze była tabletka na „dzień po” a z chłopakami to w ogóle nie ma problemu… Syfa się leczy a na AIDS też pewno w końcu coś będzie…
Zostaw komentarz