To jest Anastazja. Znaczy – była. Była jeszcze wczoraj, tydzień temu i dwa lata temu i dwadzieścia. Nawet o północy jeszcze była. Dziś jest tylko wkładem do czarnego lub białego worka.
Znałem Anastazję.
Nie straciła życia przez chorobę ani przez głupotę – swoją ani innych ludzi. Świeczka zgasła lecz nie zrobił tego pijak w szybkim aucie ani dewiant w Parku Stryjskim. Wcale tak być nie musiało – Anastazja była młoda, zdrowa i ostrożna i – o ile mi wiadomo – nikt nie dybał na jej życie.
Dzisiaj jest w kostnicy, rozerwana na kawałki. Jutro lub pojutrze będzie na cmentarzu i to będzie koniec opowieści. Bo opowiadanie pod tytułem „Anastazja” okazało się być bardzo krótkie.
Książkę tę zamknęły bohaterskie, ruskie wojska, te co tak ofiarnie walczą z nienawistnym wrogiem: babcią z balkonikiem, inwalidą, matką z dzieckiem, sklepem i pizzerią, cerkwią lub kościołem, emerytem z siatką jabłek, jedną, drugą albo trzecią Anastazją. Nie gadajcie głupot, że zabiła ją rakieta bo to nie rakiety zabijają. Anastazję zabił gieroj Wania albo gieroj Misza albo nawet gieroj Sasza odznaczony już dwukrotnie przez swojego Prezydenta. Bo pociski i rakiety nie latają i nie rozpieprzają domów bo tak lubią i im się podoba. One zabijają bo tak kazał Grisza, Żenia czy Gienadij. Albo nawet odznaczony już dwukrotnie Sasza. Im natomiast – Hitler naszych czasów. Jedno, co pociesza trochę to świadomość, że Hitlerów i Stalinów na przestrzeni dziejów zawsze czekał stryczek, wcześniej zaś ta albo inna Norymberga. Teraz też tak się to skończy, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Szkoda tylko tej dziewczyny. Tak jak wszystkich innych Anastazji, Oksan, Olen czy Natalii. Szkoda tych, co leżą w workach i tak samo tych, co płaczą. Wszystkie będą jednak policzone, co do jednej.
Wiecie co, bandyci i mordercy? Wy, przestępcy pod dwugłowym orłem i w tych durnych, nieśmiertelnych majkach? Wy, z Humania i Bachmutu, Lwowa i Kachowki, spod Basztanki i Kijowa? Wy, bohaterowie prosto z dupy wzięci i tam należący? Bando zboków i dewiantów pod trójkolorową szmatą? Kopcie dalej ten przepastny grób bo dużo was tam trzeba zmieścić. Obrzucajcie dalej rakietami babcie, niemowlaki, inwalidów, podpalajcie żłobki i przedszkola, rozwalajcie cele strategiczne i krytyczne czyli bloki i mieszkania, pozbawiajcie ludzi wiary i nadziei, niech się cisną w workach Anastazje, niech Larysy i Tatiany płaczą gdzieś po kątach. My to wszystko po was elegancko posprzątamy, to co zrujnujecie to odbudujemy, tam gdzie zostawicie swój normalny ruski syf i rozpacz, śmiecie i ruiny, już niedługo wróci życie, tam gdzie dzisiaj straszą cienie, już niedługo będzie bardzo jasno. I dokładnie policzymy te dziewczyny, wszystkie takie Anastazje i Tatiany. Kiedy przyjdzie pora, kiedy przyjdzie do was Norymberga, nie schowacie się za ruinami, w krzakach albo w kurzu – wszędzie będzie jasno, schludnie i czyściutko. Tak zupełnie nie po rusku. I w tym właśnie otoczeniu, jasnym, nowoczesnym i przyjaznym, opowiemy wam o waszych zbrodniach i nie będzie nas zupełnie obchodziło czy byliście tylko kucharzami albo tylko wam kazano. Ani to czy w ogóle chcecie tego słuchać. Opowiemy wam o wszystkim, pokażemy nasze zdjęcia, nasze filmy, obejrzycie Anastazje rozerwane na kawałki i Wasylów pływających w błocie pod Chersoniem. Otworzymy groby i będziecie mogli poczuć jak okropnie śmierdzą trupy. Potem was szybciutko osądzimy – ale nie musicie się przejmować, to nie potrwa długo. To aż nadto oczywiste sprawy, nikt nie będzie tracił czasu na przemowy.
Potem wreszcie zapanuje spokój. Wierzę, że to stanie się niedługo. Wy, dziewczyny, nie giniecie bez potrzeby i anonimowo – policzymy wszystkie z was i zawsze tu będziecie. Już niedługo.
Autor: Krzysztof Hoffmann
Zostaw komentarz